• facebook
  • rss
  • Przyjaciele świętego raptusa

    dodane 12.06.2014 00:00

    – Kiedy powierzono mi opiekę duszpasterską nad grupą o. Pio, słabo znałem tego świętego. Dziś jest on towarzyszem mojego kapłańskiego życia i niedoścignionym wzorem pokory – mówi ks. Wiesław Kacprzyk.

    W tym roku w czerwcu minęła 10. rocznica powstania skierniewickiej grupy Ojca Pio przy parafii św. Jakuba. Z okazji cynowej rocznicy została odprawiona uroczysta Msza św., której przewodniczył ks. Władysław Moczarski, koordynator diecezjalny grup modlitwy św. Ojca Pio. Do parafii przyjechał także pierwszy opiekun wspólnoty – ks. Andrzej Kłoszewski. Po uroczystej Eucharystii, jak przystało na okrągły jubileusz, odbyła się agapa, podczas której wspominano wspólne wyjazdy, dni skupienia, pielgrzymki i różnego rodzaju zbiórki dla potrzebujących.

    Służba i formacja

    Skierniewicka grupa Ojca Pio jest jedną z najstarszych w diecezji. Podobnym stażem może pochwalić się także wspólnota z Dmosina, którą w 2003 r. założył ks. Moczarski. Ponadto grupy istnieją także w Nowym Mieście, Łowiczu i Czerniewicach. Skierniewicka grupa swoje powstanie zawdzięcza świeckim. – Pragnienie jej założenia wyszło od córki państwa Majów, która – będąc w szpitalu – bliżej poznała życiorys św. o. Pio – wyjaśnia Janina Piwek, obecna szefowa grupy. Zawiązanie wspólnoty odbyło się po konferencji wygłoszonej w parafii przez o. Bogusława Piechuta. Po kilku latach, po rekolekcjach wielkopostnych głoszonych przez o. Bolesława Konopkę, parafia otrzymała relikwie św. Ojca Pio. Od lat spotkania grupy odbywają się każdego 23. dnia miejsca. Rozpoczyna je adoracja Najświętszego Sakramentu, po niej członkowie uczestniczą w Mszy św., która kończy się oddaniem czci relikwiom. Potem odbywa się spotkanie formacyjne, podczas którego prowadzona jest katecheza. Przyjaciele Ojca Pio przez cały rok czynnie uczestniczą w życiu parafialnym. Każdego dnia otaczają modlitwą parafian, kapłanów, a także włączają się w przygotowywanie ołtarzy na Boże Ciało i zbiórki pieniężne na rzecz osób chorych czy dotkniętych różnego rodzaju nieszczęściami. Warto wspomnieć, że skierniewicka grupa jest – jako jedyna z diecezji – zarejestrowaną wspólnotą w San Giovanni Rotondo przy Domu Ulgi w Cierpieniu.

    Patron normalności

    Bliższe poznanie św. Ojca Pio i wstąpienie do grupy, która – zgodnie z wolą świętego – ma być szkołą wiary i modlitwy, sprawia, że jej członkowie nie tylko zyskują skutecznego opiekuna, ale także stają się wrażliwsi na potrzeby drugiego człowieka. – Ojca Pio poznałam 15 lat temu – mówi J. Piwek. – Miałam to szczęście, że byłam na jego beatyfikacji i kanonizacji. Kiedy pierwszy raz pojechałam do San Giovanni Rotondo, nie przypuszczałam, że będę tam jeszcze kiedyś pielgrzymować. A jednak. W sumie byłam tam 9 razy, czyli tyle, ile dni liczy nowenna. Dziś nie potrafię zliczyć, ile łask za wstawiennictwem tego świętego udało mi się wyprosić dla siebie, swojej rodziny, znajomych i osób potrzebujących wsparcia. Spotkanie świętego kapucyna i wstąpienie do skierniewickiej grupy wiele zmieniło także w życiu Marii Sochan, która przez wiele lat żyła z dala od Kościoła. – 10 lat temu powróciłam. Zachęcona przez o. Bogusława wstąpiłam do grupy. Gdybym tu nie trafiła, nie wiem, jak potoczyłoby się moje życie. We wspólnocie poznałam ludzi, którzy żyją inaczej niż ja przed nawróceniem. Ich wsparcie, modlitwa, życzliwość i przede wszystkim interwencja o. Pio pomagają mi wzrastać w wierze. Z roku na rok widzę także, jak moja rodzina zaczyna się przyzwyczajać do tego, że Bóg jest dla mnie ważny. – Muszę się przyznać szczerze, że kiedy powierzono mi opiekę nad grupą, mało wiedziałem o tym świętym – mówi ks. Kacprzyk, obecny opiekun grupy. – Przygodę z nim zacząłem wiec trochę z przymusu. Z czasem o. Pio stał się towarzyszem mojej pracy i niedoścignionym wzorem pokory, która w życiu kapłańskim jest niezwykle ważna i potrzebna. On jest też dla mnie wzorem normalności kapłańskiej. Gdy poznałem jego życiorys, który przez wielu ludzi jest mitologizowany, zachwycił mnie tym, że – pomimo wielu darów, jakimi go Bóg obdarzył – nie stał się gwiazdorem. Z zachwytem czytałem o jego drodze do świętości, o tym, jak mierzył się ze swoją raptownością i kłótliwością. Będąc blisko Boga, wszystko przezwyciężał, dlatego od jakiegoś czasu jest on dla mnie mentorem i wiernym towarzyszem kolędy. Udając się na wizyty duszpasterskie, zawsze noszę go na stule. Dzięki niemu przestałem liczyć czas i tam, gdzie wymagała tego potrzeba, zostawałem znacznie dłużej. I – co ważne – zawsze czułem jego obecność.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      Reklama

      przewiń w dół