• facebook
  • rss
  • „Prawda” w wełniaku

    Monika Augustyniak

    |

    Gość Łowicki 25/2014

    dodane 19.06.2014 00:00

    – Większość strojów wyszytych jest koralikami, a to znacznie bogatsza wersja niż ta z muliną. I nasze wełniaki są zdecydowanie najpiękniejsze ze wszystkich w okolicy! – mówi pani Agnieszka.


    Ten, kto sądzi, że tradycja w narodzie umiera, powinien w Boże Ciało odwiedzić Janisławice. I nie tylko w Boże Ciało. Od Wielkanocy do października w każdą pierwszą niedzielę miesiąca i w święta wokół kościoła wędruje barwna procesja z Najświętszym Sakramentem, w której niemal każda dziewczynka i kobieta ubrane są w regionalny wełniak. I mimo że ta niewielka wioska leży tylko kilkanaście kilometrów od Skierniewic, mentalność jej mieszkańców diametralnie różni się od tych z miasta – tu tradycja jest powodem do dumy, a noszenie stroju regionalnego to zaszczyt, również dla zbuntowanych nastolatków.

    Z pokolenia na pokolenie


    – Pierwszy raz poszłam w procesji w wełniaku, gdy miałam 
4 lata – opowiada Bożena Rosińska. – U nas od zawsze kobiety chodziły w święta w strojach regionalnych. Moje trzy córki z radością zakładają wełniak od najmłodszych lat.

    
I rzeczywiście, 6-letnia Iza Rosińska z dumą opowiada o swoim stroju i funkcji, jaka przypada jej w procesji. Ona i jej najmłodsze koleżanki idą przy malutkiej poduszeczce. Po Pierwszej Komunii św. będą mogły sypać kwiatki. Pod koniec podstawówki zaproszone zostaną do niesienia lilijek, w gimnazjum czeka je niesienie poduszek, w liceum zaś dostaną szarfy u chorągwi. Dorosłe kobiety niosą obrazy, świece, chorągwie. Przejście do starszej grupy to awans i zaszczyt, a rodziny dbają, by dziewczynki od najmłodszych lat miały swój strój. – Jeśli któraś kilkulatka nie ma wełniaka, zakłada jeden z 4 strojów krakowskich, które moja mama i ciocia uszyły i podarowały parafii – opowiada Ewa Jochym.

    
– Do ślubu dostałam nowiutki, piękny wełniak, tak jak inne kobiety. Teraz wędruje on po rodzinie i służy kolejnemu pokoleniu – opowiada Janina Gołębnik, od kilkudziesięciu lat biorąca udział w barwnych procesjach. Dziś już panny młode nie przystępują do sakramentu małżeństwa w stroju regionalnym, ale za to wszystkie nastolatki zakładają wełniak do bierzmowania, a także część dziewczynek komunijnych, zamiast białej alby, przywdziewa barwny strój.

    
– Cieszę się każdą kobietą, która do procesji ubiera się w wełniak, ale najbardziej obiecujące jest to, że nasza młodzież z wielką chęcią zakłada stroje tradycyjne – mówi ks. Stanisław Góraj.

    Żywa tradycja


    Wydaje się, że w Janisławicach nie ma domu, w którym nie byłoby co najmniej kilku wełniaków. Nie ma też tych, którzy chcieliby je sprzedać. – Niedawno ogłosiliśmy konkurs na stroje ludowe – opowiada Agnieszka Burzyńska, pracownik gminy Głuchów. – Chcemy reaktywować regionalny zespół ludowy i potrzebujemy odpowiednich ubrań. Okazało się, że zgłosiły się panie z Nałęczowa i Zakopanego, a z naszego regionu nikt. U nas, mimo że wiele kobiet wyszywa wełniaki, a strychy uginają się pod ich ciężarem, nikt nie chce ich sprzedać.

    
W Janisławicach nie ma, co prawda, tych, którzy tkają kolorowy materiał na wełniak, jednak w każdym domu jest odpowiedni zapas, z którego można uszyć kolejne stroje. Nie brakuje również kobiet, które wyszywają aksamitki, koszule i fartuszki. Tysiące kolorowych koralików, cieniutkie igły, które muszą przejść przez gruby materiał, znajomość wzorów i kolorystyki regionalnych kwiatów oraz anielska cierpliwość – tego wszystkiego potrzeba do wyszycia stroju, który zachwyca swoim bogactwem. – Większość naszych strojów wyszytych jest koralikami, a to znacznie bogatsza wersja niż ta z muliną. I nasze wełniaki są zdecydowanie najpiękniejsze ze wszystkich w okolicy! – mówi pani Agnieszka, a przytakują jej wszystkie kobiety.

    
Twierdzą, że to nie tylko efekt pięknej kolorystyki, w której dominuje kolor zielony i niebieski, nie tylko misternie wyszytych kwiatów, ale też dbałości o strój. Bo przechowywanie wełniaka to istny rytuał. Aby go schować, należy najpierw w każdą fałdę włożyć kulkę i rurkę z papieru, następnie związać tasiemką, a na koniec włożyć do poszewki i zamknąć na strychu w kuferku posagowym.

    
– Pamiętam zapach Wielkanocy sprzed lat, gdy cały kościół pachniał naftaliną – śmieje się pani Agnieszka. – W jednym z moich wełniaków znaleźliśmy rosyjską gazetę „Prawda”, której farba drukarska tak śmierdziała, że nie potrzeba już było środków na mole.

    
To, co dziś cieszy najbardziej, to fakt, że wełniaki nie są tylko elementem wspomnień, ale wciąż żywą tradycją. Każdego, kto chciałby zobaczyć kolorowy pochód, mieszkańcy Janisławic zapraszają na odpust, który przypada 13 lipca, a także w każdą pierwszą niedzielę miesiąca.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół