• facebook
  • rss
  • Śmiać się czy płakać?

    Monika Augustyniak

    |

    Gość Łowicki 26/2014

    dodane 26.06.2014 00:00

    – Dlaczego to robię? Bo zwyczajnie się wkurzyłem, że jakiś łobuz chce deprawować nasze dzieci i łamać ich psychikę – mówi Sylwester Ornafa.

    Zbieranie podpisów pod petycją „Stop pedofilii”, stworzoną przez Fundację Pro – Prawo do Życia, trwa w wielu polskich miastach od 2 kwietnia. W akcję włączyła się także diecezja łowicka, w której – za sprawą państwa Wasilewskich i Ornafów – wierni mogli składać podpisy na marszach dla życia, zorganizowanych pikietach i pod kościołami. Zaangażowani w walkę o morale dzieci przedszkolnych i szkolnych nie złożą broni do 2 lipca, kiedy to projekt trafi do Sejmu.

    Prężni wolontariusze

    W naszej diecezji o akcji jest głośno. Podziękować za to należy nie tylko Iwonie i Albertowi Wasilewskim należącym do fundacji, nie tylko Katarzynie i Sylwestrowi Ornafom, sympatykom fundacji, ale i całemu Domowemu Kościołowi. 17 maja odbyła się diecezjalna majówka członków DK, na której państwo Wasilewscy przedstawili cele petycji i zaprosili zebrane małżeństwa do rozpowszechniania wiedzy na temat edukacji seksualnej, a także zbierania podpisów pod petycją. Dzięki prężnemu zaangażowaniu małżonków wierni mieli szansę zabrać głos w sprawie wychowania najmłodszych wszędzie tam, gdzie działa DK. O projekcie zmiany ustawy, jego założeniach i celach opowiadała diecezjanom Kaja Godek podczas tegorocznego sympozjum „Dar Życia”. – Czego dotyczy projekt? W skrócie chodzi o to, by prawnie zakazać publicznego nakłaniania nieletnich do zachowań seksualnych. Taki ruch automatycznie zamknie drzwi przedszkoli i szkół „edukatorom seksualnym” z takich organizacji jak „Ponton” czy „Jaskółka” – tłumaczy Iwona Wasilewska. Zbierając podpisy, wolontariusze niejednokrotnie zetknęli się z pytaniem: „Co ma wspólnego pedofilia z edukacją seksualną?”. – Odpowiedź jest bardzo prosta: jeśli rozbudzimy nasze dzieci seksualnie, pedofile będą mieli do nich bardzo łatwy dostęp – opowiada pani Iwona. – Poza tym nie wyobrażam sobie, żeby mojego 4-letniego syna pani w przedszkolu przebierała za dziewczynkę i namawiała do zabawy genitaliami, a 9-letni syn miałby być obeznany z antykoncepcją. A przecież takie właśnie są standardy edukacji seksualnej według WHO. Dla mnie to niemal pedofilia – tłumaczy oburzona. Pan Sylwester dodaje, że to kolejna próba skupienia człowieka tylko na jego ciele. – A co ze sferą ducha? – pyta.

    Ociężałe reakcje

    Wydawać by się mogło, że hasło „Stop pedofilii” przyciągnie tłumy katolików, którzy bez mrugnięcia okiem podpiszą petycję. Okazuje się, że jest wręcz odwrotnie. – Najczęściej spotykamy się z obojętnością – mówi pan Sylwester. – Ludzie są nieufni, twierdzą, że ich to nie dotyczy. Jednak wystarczy przytoczyć im kilka cytatów wyciągniętych ze standardów edukacji seksualnej, która ma obowiązywać w polskich szkołach, a nawet liberałowie sięgają po długopis – opowiada. – Starsi ludzie często korzystają z wymówki, że nie mają już władzy nad dziećmi, więc nie chcą zabierać głosu – mówi pani Iwona. – Kiedy nasz ksiądz usłyszał taki argument, zapytał: „Ile państwa wnuczka ma lat?”. „Cztery” – usłyszał. I zaczął cytować: „Wiek 0–4 lat: poinformuj o radości i przyjemności dotykania własnego ciała, masturbacji w okresie wczesnego dzieciństwa”. Nie musiał czytać dalej, ci państwo od razu złożyli podpis. Takich sytuacji jest wiele – opowiada. Problem polega na tym, że MEN wprowadza tylnymi drzwiami coś, o czym rodzice nie mają pojęcia. – Trudno mi uwierzyć w to, co czytam na ulotkach – mówi pan Rafał, który wraz z całą rodziną podpisał petycję. – Według standardów WHO, dziecko do 6. roku życia powinno być przeszkolone w zakresie „różnych koncepcji rodziny”, 9-latek powinien znać się na antykoncepcji, płodności i wyborach dotyczących rodzicielstwa, a 12-latek powinien mieć wiedzę na temat przyjemności wypływającej z orgazmu. Im dalej, tym gorzej. Nie wiem, czy śmiać się, czy płakać. Kiedy czytam o historiach rodziców w Niemczech czy Holandii, którzy trafili do więzienia za wypisanie podopiecznych z edukacji seksualnej, przestaję dziwić się temu, że ci właśnie rodzice wychodzą na ulice i strajkują przeciwko deprawacji ich dzieci. Czy nas też to czeka? – pyta z niepokojem i niedowierzaniem pan Rafał. – Prawda jest taka, że nikt nas nie zwolni z obowiązku wychowywania naszych dzieci i musimy mieć ogromny wpływ na to, co dzieje się w szkołach lub przedszkolach – podkreśla pan Sylwester.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół