• facebook
  • rss
  • Zawód: ewangelizator

    Monika Augustyniak

    |

    Gość Łowicki 28/2014

    dodane 10.07.2014 00:00

    „Młodzi – Młodym”. – Kiedy ks. Andrzej zapytał mnie, czy chcę w ten sposób pracować, zgodziłam się z marszu. Czułam, że Bóg mnie do tego przygotowuje i czekałam na taką propozycję – opowiada Agnieszka Kilińska z Żyrardowa.

    Kilkanaście miast, kilkadziesiąt rekolekcji, 6 tys. przejechanych kilometrów i spotkania z ponad 2200 uczestnikami – to wymierny bilans niemal rocznej pracy zatrudnionych przez Odnowę w Duchu Świętym ewangelizatorek. Tych najważniejszych – owoców duchowych – nie da się policzyć. Muszą wystarczyć świadectwa i zapewnienia młodych, że Bóg stał się dla nich kimś bliskim, że wyciągnął ich z rozpaczy i samotności, że w końcu czują się kochani. Agnieszka Kilińska i Beata Misztal przemierzają Polskę wzdłuż i wszerz, by nieść Dobrą Nowinę o Jezusie Chrystusie. Warto dodać, że całoroczne ewangelizowanie dla Agnieszki i Beaty jest nie tylko misją i powołaniem, ale także źródłem dochodów.

    Rodem z Brazylii

    Pomysł zrodził się wśród członków Rady Krajowego Zespołu Koordynatorów Odnowy w Duchu Świętym ok. 6 lat temu. Chodziło o to, by tworzyć nowe, młode wspólnoty Odnowy. Po jakimś czasie jeden z członków rady udał się do Brazylii, gdzie spotkał się z zatrudnionymi przez Kościół ewangelizatorami. – Opowiadał, że wspólnota „Shalom” ma 40 młodych, przeszkolonych i pełnych wiary ewangelizatorów, którzy w centrum miasta prowadzą bar z kanapkami i przekąskami – opowiada A. Kilińska. – Przychodzi tam wielu ludzi, z którymi można rozpocząć rozmowę choćby o ewangelicznych nazwach posiłków. Na zapleczu jest całodobowa adoracja, modlitwa wstawiennicza. Ta inicjatywa świetnie prosperuje i przyciąga do wspólnot rzesze młodych. To na nowo rozpaliło serca członków rady. W międzyczasie odbywały się spotkania i kongresy dotyczące starzenia się Kościoła i Odnowy, a pragnienie podążania śladem Brazylijczyków kiełkowało w sercach odpowiedzialnych za ruch. Aż przyszedł dzień, w którym ks. Andrzej Grefkowicz z Magdalenki zaczął tworzyć zawodowy zespół ewangelizacyjny. Wydaje się, że wybór Agnieszki i Beaty nie był trudny. Obie po głębokich nawróceniach, pełne żarliwości i chęci działania, z doświadczeniem w prowadzeniu wielu kursów ewangelizacyjnych i rekolekcji, posługujące modlitwą wstawienniczą i jako pomoc przy egzorcyzmach, a przede wszystkim zaangażowane w głoszenie słowa Bożego. – Kiedy ks. Andrzej złożył mi propozycję, zupełnie nie czułam się na siłach, ale ziarno zostało zasiane i zaowocowało w końcu moją zgodą i zaangażowaniem – mówi Beata. Agnieszka wręcz przeciwnie – od razu poczuła się jak ryba w wodzie. – Czułam, że Bóg mnie do tego przygotowuje i czekałam na odpowiedni moment, by powiedzieć „tak” – opowiada.

    Młodzi górą

    Beata jest z wykształcenia teologiem, ukończyła także doradztwo psychologiczne. Od kiedy została „półetatowym” ewangelizatorem, kolejne pół etatu wypracowuje w sklepie. Agnieszka rzuciła pracę pedagoga w szkole, by w pełni oddać się głoszeniu Ewangelii. Kontrakt podpisywany był na rok, jednak praktyka pokazała, że zapotrzebowanie na tego typu projekt jest ogromne. „Młodzi Młodym” – bo taką nazwę przybrał – skierowany jest głównie do gimnazjalistów i licealistów, a jego celem jest spotkanie młodego człowieka z Bogiem. Narzędziem, jakim posługują się ewangelizatorki, jest w zdecydowanej większości kurs Filip. – Jedziemy, gdzie nas zapraszają – opowiada Agnieszka. – Można powiedzieć, że zdobyłyśmy pewną renomę, bo odwiedziłyśmy już wiele miejsc Polski. W swoich działaniach wykorzystujemy narzędzia multimedialne, wizualizację, dynamiki, ale zawsze najważniejsze jest świadectwo. I nie tylko to, w którym opowiadamy o naszym nawróceniu, ale też zaangażowanie i miłość do naszych słuchaczy. Zależy nam na tym, by ci młodzi ludzie doświadczyli, że Bóg nie jest ideą siedzącą na chmurce, ale Kimś konkretnym, kto ma moc odmienić życie. Ich doświadczenie pokazuje, że nastolatkowie, zachowując pozory twardzieli, całym sercem szukają miłości. – W tej misji pokochałam młodych – tłumaczy Beata. – Oni potrzebują przytulenia, miłości, są samotni, zostawieni sami sobie. Niejednokrotnie przekonałyśmy się, jak bardzo chcą być wysłuchani, zrozumiani i przyjęci takimi, jakimi są. I choć trudno w to uwierzyć, ci młodzi po weekendzie z nami są inni – opowiada Beata, podkreślając, że nieprawdą są powszechnie wygłaszane tezy o „złej młodzieży”. – W młodych ludziach jest niesamowity potencjał, choć wielu z nich się zagubiło. Jednak oni to nasza przyszłość, dlatego trzeba w nich inwestować – dodaje Agnieszka. A żeby pokochać młodych i oddać im siebie, potrzeba jednego – stałej formacji. Wypalenie duchowe, przemęczenie, znużenie bądź zwykły egoizm nie omijają nawet najbardziej zaangażowanych i pałających miłością ewangelizatorów. – Każda z nas przeżywa swoje kryzysy, załamania, dlatego trzeba mocno trwać w Eucharystii, na modlitwie i we wspólnocie – tłumaczy Agnieszka. – Aby być ewangelizatorem, trzeba na nowo przeżywać głoszone treści, a nie tylko je odtwarzać. I mimo że to naprawdę męczące, będę głosić słowo Boże do czasu, aż nie znajdzie się ktoś na moje miejsce.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół