• facebook
  • rss
  • Transsaharyjski szlak

    dodane 10.07.2014 00:00

    Już niebawem kapelan Zakładu Poprawczego w Studzieńcu uda się na urlop. Ale nie będzie to słodkie leniuchowanie. Przez 35 dni zamierza rowerem pokonać 4500 km.

    Jak pisał niegdyś Sławomir Mrożek, podróżować można „za interesami, do rodziny lub dla zdrowia”. Ale nie tylko. Co roku w wakacje przez wioski, miasta, w upale i deszczu setki kilometrów przemierzają ludzie w różnym wieku, których celem są sanktuaria maryjne i miejsca święte. Wszyscy oni podczas drogi, w głębi serc, prowadzą wewnętrzne rozmowy ze Stwórcą i próbują odpowiadać na rodzące się pytania. Nie inaczej pewnie będzie także w przypadku ks. Romana Wcisły, marianina, kapelana Zakładu Poprawczego im. Józefa Wieczorkowskiego w Studzieńcu, który z grupą znajomych zamierza rowerem dotrzeć do Maroka. W ciągu 35 dni, jadąc przez Czechy, Niemcy, Francję, Hiszpanię i Portugalię, przyjdzie mu pokonać 4500 km.

    Stalowy rumak

    – Chcąc dotrzeć do jakiegoś oddalonego sanktuarium, mógłbym polecieć samolotem, jednak uważam, że jeszcze nie jest na to czas – mówi z uśmiechem ks. Roman. – Nie odpowiada mi też pielgrzymowanie autokarem, bo za duszno i monotonnie. Dlatego zaprzyjaźniłem się ze stalowym rumakiem napędzanym siłą mięśni, intencją drogi i fascynacją przygody. Takie pielgrzymowanie uczy pokory i jest pełne niespodzianek. Z założenia nie korzystam z hoteli, kempingów, restauracji. Podczas drogi dane jest mi doświadczać, jak dobry i hojny jest człowiek, którego prosi się o pomoc, i jak Bóg troszczy się o nas. Poprzednie pielgrzymki do Santiago szlakiem „de norte” i ubiegłoroczna do Rzymu potwierdziły, że mając intencje, przy wsparciu Niepokalanej, osiągnięcie celu jest możliwe – zapewnia. Tegoroczna wyprawa rowerowa, która rozpocznie się w Żywcu w środę 16 lipca, dla kapelana Zakładu Poprawczego i jego towarzyszy będzie prawdziwym wyzwaniem, „wyjściem na pustynię” dosłownie i w przenośni. 9-osobowa grupa, której przewodzi ks. Grzegorz Kierpiec, kapłan pracujący w Żywcu, inicjator akcji „Rozkręć Wiarę”, zamierza z pomocą Bożą dojechać do Maroka, a dokładnie na Saharę – do miejscowości Merzouga, gdzie znajdują się ruchome piaszczyste wydmy sięgające do 250 m i jest to najwyższy piaszczysty skrawek pustyni Erg Chebbi. Trasa została podzielona na dwie części. Pierwsza, licząca 3200 km, rozpocznie się w Żywcu i skończy w Fatimie. Druga zacznie się w Fatimie, a skończy na Saharze. W Maroku cyklistów czeka przeprawa przez Góry Riff oraz Atlas Wysoki (2100 m). Ostatni odcinek to transsaharyjski szlak. Przez 35 dni dwóch księży, studenci i zawodowy żołnierz będą zdani na siebie i opatrzność Bożą.

    Sakwy pełne intencji

    Przygotowania logistyczne do niezwykłej wyprawy rozpoczęły się w październiku. Dużo wcześniej trzeba było wytyczyć trasę, zadbać o noclegi, zarezerwować bilety na prom i powrotny na samolot. Poza logistyką nie mniej ważna była praca nad formą. – Każdy z nas ma „wykręcone” na rowerze po kilka tysięcy kilometrów, ale obecna pielgrzymka wysoko podniosła poprzeczkę. Po poprzednich wyprawach mamy świadomość, że każdy kolejny dzień będzie kumulował zmęczenie. Dlatego, mimo rozlicznych zajęć, poza jazdą na rowerze także biegamy. Każdy w swoim miejscu zamieszkania. Im więcej teraz wylejemy potu, tym później więcej będzie przygody i radości – tłumaczy kapelan. Każdy zabierze ze sobą własne, ale i wspólne intencje. Ta, która łączy wszystkich, jest modlitwa za mających problem z wiarą. – Wspólnie będziemy się modlić za ateistów, agnostyków, wątpiących, zgorszonych, spętanych uzależnieniami, a także za wszystkich katolików tylko z nazwy. Jedziemy również, by podziękować Bogu za kanonizację Jana Pawła II. Poza tym ja jadę w intencji samego siebie, w formie pokuty, ale też by szukać głębszej relacji z Bogiem. Pokonując kolejne kilometry, będę pamiętał o chłopakach ze Studzieńca i o wszystkich, którzy prosili o modlitwę. A co spakuję do sakw na podróż, która będzie trwała ponad miesiąc? Nie będzie wielu rzeczy. Zabieram parametry liturgiczne, dużą gąbkę do kąpieli, odzież cyklisty, strój galowy i części rowerowe. Dodatkowo w bagażu, który będzie liczył około 25 kg, będą karimata i śpiwór. Kiedyś zabierałem jeszcze maszynkę do kawy. Dziś wiem, że to zbytek. Ufam, że o wszystko, co będzie potrzebne, zadba Maryja. Ona już nieraz interweniowała w naszych potrzebach. We Włoszech zostaliśmy podjęci przez nieznajomą rodzinę taką kolacją, że jeszcze dziś widzę smakołyki gospodyni i przednie wina gospodarza, a w Santiago dzięki Matce Bożej odnalazłem dokumenty, które tam zgubiłem – wspomina ks. Roman.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół