• facebook
  • rss
  • Rzeczpospolita skautowa

    Agnieszka Napiórkowska

    |

    Gość Łowicki 29/2014

    dodane 17.07.2014 00:00

    Kierunek: Francja. 12 tysięcy przewodniczek i skautów z 20 krajów, nie mniej niż 1500 zastępów będzie uczestniczyć w wielkim harcerskim święcie, jakim jest obóz obozów „Eurojam 2014”. Wśród uczestników zlotu będą skauci z Rawy Mazowieckiej, Skierniewic i Łowicza.

    W lesie pod Saint-Evroult-Notre-Dame-du-Bois, miejscowości leżącej w historycznym regionie Normandia, młodzi skauci spotkają się ze swoimi rówieśnikami z Europy i Ameryki Północnej, aby wspólnie rozmawiać, pracować, rywalizować i zawiązywać przyjaźnie. Szacuje się, że w Eurojamie weźmie udział około 1500 uczestników z całej Polski. Wśród nich będzie 78 skautów z diecezji łowickiej, nad którymi duchową opiekę będzie sprawował ks. Bogdan Skóra. Najliczniejszą – 48-osobową grupę – będą stanowić skauci z Rawy Mazowieckiej. Wśród uczestników będą także 23 osoby ze Skierniewic i 7 osób z Łowicza.

    Wspólne korzenie

    Co 10 lat w różnych krajach Europy odbywają się Eurojamy. Ostatni miał miejsce w Polsce. Każdy z nich ma swoje hasło i szczegółowy program. Mottem sierpniowego będą słowa: „Venite et videte”, co znaczy „Chodźcie, a zobaczycie!”. Jest to zaproszenie, które Jezus kieruje do uczniów, kiedy ci pytają Go: „Nauczycielu, gdzie mieszkasz?”. Słowa te zdradzają cel spotkania. Młodzi skauci zostają zaproszeni do pogłębiania relacji z Jezusem, a także do odkrywania podstaw europejskiego skautingu i poznawania sposobów życia europejskich sióstr i braci. Każdy zlot jest świętem pokoju i braterstwa. Tegoroczny, którego patronem jest Robert Schuman, jeden z ojców-założyciel wspólnoty europejskiej (jego proces beatyfikacyjny nabiera rozmachu), odbywający się w 100. rocznicę wybuchu I wojny światowej i 70. rocznicę lądowania aliantów w Normandii, ma znaczenie symboliczne. Nic więc dziwnego, że wybierający się na niego skauci wkładają wiele wysiłków, by się do niego przygotować. Poza zdobywaniem sprawności, które będą potrzebne w budowaniu obozu i przy różnego rodzaju rywalizacjach i wymianach, dbają także o rozwój duchowy. – Cieszę się, że takie wydarzenia są organizowane i że moje dziecko może w nich uczestniczyć – mówi Paweł Kwaśniak. – Mam nadzieję, że będzie tam – jak to się mówi – „mocno po katolicku”, że będzie jasno wyznaczony plan, w którym będzie czas na modlitwę, zabawę, wzajemne poznanie. Przeglądając oficjalne strony zlotu, nie mam wątpliwości, że Jadzia wróci zachwycona. Wrażenie musi zrobić spotkanie tak wielu wierzących młodych ludzi z Europy i Ameryki, którzy w życiu starają się kierować tymi samymi wartościami. Mam również taką cichą nadzieję, że poczuje też, iż my, Polacy, nie mamy się czego wstydzić, że to, co potrafimy, ma konkretną wartość. W to, że tak będzie, nie wątpi Robert Fedorowicz, wieloletni hufcowy rawski, który podczas ostatniego Eurojamu w Żelazku był szefem ochrony. – To wyjątkowy czas, który trudno przecenić. Spotkania nie tylko wzbogacają skautów, ale także pomagają im odkrywać wspólne korzenie, którymi dla nas wszystkich jest chrześcijaństwo – podkreśla.

    Zwarci i gotowi

    Eurojam, będący zawsze niezwykłą przygodą dla skautów, stał się motorem do wielu działań, nie tylko formacyjnych. Jak nietrudno się domyślić, z wyjazdem związane są konkretne koszty. By je obniżyć, skauci zakasali rękawy, ruszyli głowami i uzbierali potrzebne pieniądze. – Do Eurojamu przygotowujemy się już od września – mówi Małgorzata Stępień, przyboczna 2. Drużyny Rawskiej. – Najważniejszą rzeczą było dla nas umożliwienie wyjazdu wszystkim skautom, dlatego zbiórka pieniędzy była dla nas priorytetem. Przed świętami Bożego Narodzenia harcerki sprzedawały zrobione przez siebie pierniczki i kartki świąteczne. Harcerze mieli do zaoferowania też kalendarze i usługi odśnieżania. Po świętach całe środowisko rawskie rozpoczęło kolędowanie. W międzyczasie rozkręcała się akcja, która polegała na wysyłaniu listów z prośbą o kupienie kubków. Przy okazji koncertu Grzegorza Turnaua odbyła się też zbiórka pieniężna. Na tym nie koniec. Przed Wielkanocą zorganizowaliśmy sprzedaż ciast, a także prosiliśmy o przekazanie 1 proc. podatku na nasze stowarzyszenie. Dużą pomoc otrzymaliśmy również z Urzędu Miasta – wylicza Małgosia. Podobne akcje, choć na nieco mniejszą skalę, odbywały się w Łowiczu i Skierniewicach. W tych ostatnich największą był koncert „Bratnia Nuta”, w czasie którego odbyła się licytacja. Patrząc na zaangażowanie skautów, chce się powiedzieć, że pierwszy egzamin z braterstwa i odpowiedzialności mają już za sobą. Myliłby się ten, kto by twierdził, że miesiące poprzedzające Eurojam upłynęły zawiszakom jedynie na gromadzeniu pieniędzy. Drużynowi są już po biwaku w Normandii, a wszystkie drużyny po kilku spotkaniach, biwakach i obozach przygotowawczych. W Rawie skauci przeszli także kolejny kurs pierwszej pomocy i z szacunku do gospodarzy – szybki kurs języka francuskiego. – Wyjazdy to okazja, by sprawdzić harcerzy w różnych sprawnościach i „przepatrzyć” wszystkie funkcje. Zobaczyć, jak sobie radzą – mówi Jędrzej Paweł Fedorowicz, drużynowy 1. Drużyny Rawskiej, która w drugim tygodniu lipca uczestniczyła w obozie przygotowawczym w Inowłodzu. – Teraz patrzymy na pionierkę. Chłopcy szykują makiety szablonu stołu, który może być też kuchnią. Wcześniej były warsztaty z terenoznawstwa. Będziemy jeszcze ćwiczyć ekspresję i uczyć się śpiewu hymnu. Wszystko, co tu ćwiczymy, trzeba będzie zrobić też we Francji – wyjaśnia Jędrzej, który tłumaczy, że obóz jest też czasem, w którym wyjeżdżający na Eurojam mają się dotrzeć. – Oni muszą poczuć tu siłę, jaką daje zastęp. Tu mają złapać ducha.

    Z „Orłem” do snu

    Dziś już wiadomo, że cały teren, gdzie będzie odbywał się Eurojam, podzielony jest na 4 konstelacje, w których będą biwaki, a w nich po kilka drużyn. Drużyny rawska i skierniewicka będą biwakować obok siebie, razem z drużynami z Francji i Włoch. W każdej z nich jest po kilka zastępów. Zajęcia będą odbywały się między zastępami. Skauci z różnych krajów wspólnie będą m.in. gotować, brać udział w fabularnej grze w terenie, ćwiczyć jakąś technikę, sprawdzać się w udzielaniu pierwszej pomocy. Wszyscy udadzą się też na jednodniową pielgrzymkę do Lisieux, miejsca związanego ze św. Tereską i jej małą drogą. – Nie mogę doczekać się tego wyjazdu. Wiem, że będzie to niezwykły czas. To będzie mój drugi Eurojam. Podczas poprzedniego mój tata odpowiadał za bezpieczeństwo. On był bossem, a ja, jako mały wilczek, biegałem po całym obozowisku, myśląc, że jestem bezkarny. Próbowałem się nawet dostać z chłopakami do obozu dziewczyn, ale z krótkofalówki usłyszałem: „Jędrek, wracajcie na obiad”. Pamiętam też, że przed snem włączałem krótkofalówkę. Wiedziałem, że tata miał pseudonim „Orzeł”. Usypiając, słuchałem, jak go wzywali. Razem z nami były też mama i siostra ze złamaną nogę. Ona też w tym roku jedzie do Francji. Mimo że upłynęło już 10 lat, do dziś pamiętam swoje wrażenia, emocje i wzruszenie. Pamiętam, że wówczas naocznie przekonałem się, że federacja istnieje, że jest w Europie. Widziałem jej różnorodność i majestat. Największym przeżyciem były apele. Od dziecka prawie całe kieszonkowe wydawałem na książki historyczne. Uwielbiałem słuchać o rycerstwie. Jak zobaczyłem ten majestat, że te wszystkie apele są w takim stylu, byłem w szoku. Poczułem wtedy, co to duma, patriotyzm, honor. Wybierając się do Francji ze swoimi skautami, wiem, na co ich zabieram. Wiem, że doświadczą tam, czym jest „rzeczpospolita skautowa”, i co to znaczy, że są Federacją Skautingu Europejskiego – wyznaje z niekrytym wzruszeniem Jędrzej.

    Mocne charaktery

    Poprzedni Eurojam chętnie wspomina także Ewa Kalinowska, mimo że uczestniczyła w nim tylko jeden dzień. Do Żelazka pojechała z 3-miesięczną córką i mężem. – Oboje byliśmy w skautingu. Mimo że nasze dziecko było malutkie, chcieliśmy tam być, choć przez chwilę. Założyliśmy więc mundury, wsiedliśmy w samochód i pojechaliśmy. To były niezapomniane chwile. Wszyscy wrócili z tego zlotu mocno podbudowani, z podniesionymi głowami. Żałujemy, że w tym roku nie będziemy mogli tam być. Tym razem nasze trzecie dziecko ma dopiero miesiąc i na skauta jeszcze się nie nadaje – opowiada Ewa, tłumacząc, że FSE jest dla niej niezwykłym miejscem. Podobnego zdania są także Jędrzej Paweł Fedorowicz i Małgorzata Stępień. – Ja jestem człowiekiem, który w skautingu wzrastał od dziecka. Cała ta formacja bardzo dużo mi dała. Wzmocniła mój charakter, wypleniła złe cechy. Kiedyś byłem nieśmiały. Idąc do sklepu, wymyślałem scenariusze, co i jak powiedzieć. Dziś jestem otwarty. Jednym słowem mówiąc – skauting to najlepsza forma robienia z chłopca faceta – podkreśla Jędrek. Dla Małgosi zaś skauting to życie z Bogiem, ojczyzną i wspaniałymi ludźmi. – Nasze stowarzyszenie pomaga umocnić się w wierze, co w obecnych czasach jest bardzo trudne. Uczy pokory, odpowiedzialności, zaradności. Jest to skupisko ludzi o takich samych wartościach, dzięki czemu rodzą się wspaniałe przyjaźnie na wiele lat. Oczywiście, skauting to również świetna zabawa i niesamowite przygody, zwłaszcza podczas letnich obozów! Ten będzie wyjątkowy. Naprawdę warto być skautem Europy, bo tu życie mieni się niezwykłymi barwami – zapewnia.•

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół