• facebook
  • rss
  • Ojciec mimo woli

    dodane 17.07.2014 00:00

    Krótki pobyt Fryderyka w sannickim pałacu o mało co nie zakończył się obyczajowym skandalem.

    W młodości sławny kompozytor spędzał wakacje u swoich przyjaciół i znajomych. Na zaproszenie Konstantego Pruszaka przybył latem 1828 r. do majątku jego rodziców w Sannikach. Był wówczas we dworze fortepian starego typu, zwany pantaleonem. To na nim grywał i komponował. Jednak – jak żalił się w liście do Tytusa Woyciechowskiego – fortepian ów często zamykano. Widocznie pani Pruszakowa wzięła sobie do serca prośbę matki Fryderyka, by ten jak najwięcej czasu spędzał na świeżym powietrzu. Dlatego pobyt w Sannikach upływał Chopinowi na zabawie, odpoczynku i spacerach po ogrodzie w towarzystwie guwernantki. Wyniknęła wówczas niezręczna sytuacja, bowiem panna zaszła w ciążę i podejrzenie uwiedzenia padło na Fryderyka, który całą sprawę zrelacjonował Tytusowi w liście z 27 grudnia 1828 r., częściowo w języku włoskim, by zachować większą dyskrecję na wypadek, gdyby list wpadł w niepowołane ręce.

    Oto jego przekład: „Jednak to, co Cię najwięcej zajmie, jest, że ja biedny, ja muszę dawać niby lekcje. Przyczyna jest następująca. N. unieszczęśliwił pannę guwernantkę w domu przy ul. Marszałkowskiej. Panna ma dziecię w brzuszku, a hrabina, czyli pani domu, nie chce więcej widzieć uwodziciela. Ale najlepsze w tym, że poprzednio myślano, iż rzeczywiście wydawało się, jakobym ja był uwodzicielem, ponieważ byłem dłużej niż miesiąc w Sannikach i zawsze z guwernantką wychodziłem do ogrodu na przechadzkę. Ale chodziłem na przechadzkę i nic więcej. Ona nie jest zachwycająca. Ja, niedołęga, nie miałem apetytu na szczęście dla mnie”. Nie powinno dziwić, że 18-letni Fryderyk miał kiepskie zdanie o swoim wyglądzie. Często chorował, a przy wzroście 168 cm ważył ledwie 50 kg. Historia z guwernantką miała swój dalszy ciąg. W liście z 17 kwietnia 1830 r. do Tytusa kompozytor informuje: „N. mię prosił, żeby mu synka do chrztu trzymać, nie mogłem odmówić, tym bardziej, że jest to życzenie tej nieszczęśliwej, która odjeżdża do Gdańska. Pruska ma być moją kumą. Jest to niby sekretem przed moimi rodzicami, którzy niby o tym nie wiedzą...”. W kolejnym liście z 15 maja 1830 r. Chopin oznajmia: „Trzymałem też N. z panią Pruską synka do chrztu, który został adoptowanym: nie uwierzysz, jaki ładny chłop”. Z listu Chopina nie wynika jednak, kto zaadoptował jej synka. Najprawdopodobniej Pruszakowie znaleźli dla guwernantki miejsce u swojej pomorskiej rodziny bądź przyjaciół. Tę rzadko przypominaną przez biografów kompozytora historię oddał w swojej rzeźbie Bartłomiej Kurzeja. Guwernantka z zamkniętymi oczami opiera się o fortepian, obok młody Fryderyk zamierza uderzyć palcami w klawiaturę instrumentu. – Wyszło tak trochę przewrotnie. Każda kobieta marzy o jakimś księciu z bajki. Guwernantka zamienia się więc w fortepian, wabiąc w ten sposób Chopina – tłumaczy przesłanie swojego dzieła B. Kurzeja. Rzeźba znalazła swoje miejsce w ogrodzie obok pałacu. Wśród zieleni i kwiatów przyciąga wzrok spacerujących. Śladami Chopina parkowymi alejkami podążają często zakochani. Całe otoczenie i pałac ostatnio wypiękniały. Odrestaurowany z pietyzmem stał się siedzibą Europejskiego Centrum Artystycznego im. Fryderyka Chopina i miejscem licznych wydarzeń kulturalnych, wśród których są i koncerty muzyki genialnego polskiego kompozytora.Przy pisaniu korzystałem z książki E. Sławińskiej-Dahlig „Chopin w Sannikach. Konteksty historyczno-kulturowe”.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół