• facebook
  • rss
  • Bagnet w stodole

    Marcin Kowalik

    |

    Gość Łowicki 32/2014

    dodane 07.08.2014 00:00

    – Wystarczy wejść kilkadziesiąt metrów w głąb lasu, a naszym oczom ukażą się okopy i ziemianki – mówi Adam Dymecki.

    Mija 100 lat od momentu, gdy przez teren na Bzurą i Rawką przetoczyła się wojenna nawałnica. Wielka wojna o dominację w Europie swój krwawy ślad zaznaczyła na terenach dzisiejszej centralnej Polski. To tutaj ścierały się wojska cesarstwa niemieckiego i imperium rosyjskiego.

    Nikła świadomość

    Historycy dyskutują, w wyniku której wojny światowej nasz kraj poniósł większe straty. Wielu uważa, że jednak podczas pierwszej. Wojna pozycyjna, wbrew pozorom, była bardzo wyniszczająca także dla cywilów. Żołnierze zajmowali wsie i osady. Wypędzali mieszkańców i przejmowali ich dobytek. Niektóre miejscowości zostały kompletnie zniszczone. Wiele o tym mógłby opowiedzieć Adam Dymecki, jeden z założycieli Stowarzyszenia „Inicjatywa Ziemi Bolimowskiej”. Zajmuje się ono m.in. przywróceniem pamięci o wydarzeniach, jakie rozegrały się w Bolimowie i okolicach podczas I wojny światowej. Jednym z efektów działań jest Międzynarodowy Zlot Historyczny. Odbywają się wtedy rekonstrukcje bitew.

    – Okoliczne tereny nadal kryją wiele śladów działań wojennych. Wystarczy wejść kilkadziesiąt metrów w głąb lasu, a naszym oczom ukażą się okopy i ziemianki, w których stacjonowali żołnierze. Gdy się zbiera grzyby, po odgarnięciu liści można znaleźć łuski od karabinu. Mieszkańcy, od kiedy zaczęliśmy robić rekonstrukcje, zaczęli nam przynosić rozmaite przedmioty. Ktoś w stodole przechowywał bagnet czy menażkę. Okazuje się, że należały do żołnierzy tu walczących – mówi A. Dymecki. Kłopot w tym, że na razie nie ma pomieszczenia, w którym można byłoby je wyeksponować. Być może większa świadomość o wydarzeniach sprzed 100 lat sprawi, że uda się stworzyć izbę pamięci. Byłaby to także atrakcja turystyczna. – Powoli ta świadomość wzrasta, ale idzie to bardzo opornie. Zorganizowaliśmy prelekcję o działaniach wojennych na terenie Bolimowa. Nie widziałem żadnego nauczyciela historii, więc jak ta wiedza ma dotrzeć do młodych? – pyta A. Dymecki.

    Impuls do poszukiwań

    Na rynku w Bolimowie cały czas wisi dzwon strażacki, wykonany prawdopodobnie z używanej na froncie butli po ciekłym chlorze. Tych butli Niemcy użyli 12 tys., a więc więcej niż pod Ypres. Trzy ataki chemiczne spowodowały śmierć wielu tysięcy żołnierzy zarówno armii rosyjskiej, jak i niemieckiej. Wśród nich, po obu stronach frontu, byli Polacy, zmuszeni do bratobójczej walki. Zdarzało się, że podczas wielomiesięcznych działań wojennych żołnierze walczących stron, wychodząc z okopów po wodę czy rannych, krzyczeli po polsku, żeby do nich nie strzelać. Zabitych chowano w zbiorowych grobach. O swoich żołnierzy Niemcy zadbali tuż po wojnie. Na cmentarzach wojennych można znaleźć polsko brzmiące nazwiska. Patrząc na ruiny zamku prymasowskiego w Łowiczu, trudno sobie wyobrazić, że było to miejsce pochówku poległych żołnierzy z całej okolicy. Ślady wojny odnaleźć można również pod Łęczycą. Rok temu na poddaszu kościoła mariawickiego w Nowej Sobótce odnaleziono trzy karabiny oraz 900 naboi. To dało impuls do poszukiwań innych pamiątek związanych z I wojną światową. Po wakacjach ruszy projekt, w który zaangażowani będą uczniowie miejscowych szkół. Może dzięki temu uda się doprowadzić do porządku miejsca pochówku żołnierzy, którzy zginęli tu wiek temu.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół