• facebook
  • rss
  • Prawo kontra sumienie

    Monika Augustyniak

    |

    Gość Łowicki 32/2014

    dodane 07.08.2014 00:00

    – Gdybym jeszcze raz miała podjąć decyzję dotyczącą Kubusia, zrobiłabym to samo – mówi dr Lidia Kuchta.

    Zawód lekarza to nie tylko leczenie ciała. To także dawanie nadziei, podejmowanie trudnych decyzji, czasem uczestnictwo w ludzkich dramatach. O tym, jak wysoką cenę płaci czasem lekarz, gdy pozostaje wierny swojemu sumieniu, przekonała się dr Kuchta. Po oddaniu dziecka w ręce biologicznego ojca została zawieszona w pełnieniu obowiązków ordynatora oddziału noworodkowego w Wojewódzkim Szpitalu Zespolonym w Skierniewicach. Prokuratura bada, czy lekarka nie przekroczyła uprawnień ordynatora.

    Kolejny porzucony

    19 marca br. w skierniewickim szpitalu przyszedł na świat chłopiec. Matka, będąc w głębokiej depresji, zdecydowała się go zostawić. Nie chciała nawet zobaczyć syna. Nadała mu tylko imię Jakub. W metryce urodzenia kobieta podała, że ojciec dziecka jest nieznany. Sprawą szybko zainteresowały się lokalne (i nie tylko) media, przez co do szpitala zaczęły spływać zabawki, pieluszki i odżywki dla Kubusia. – To nie pierwszy i na pewno nie ostatni taki przypadek – mówi dr Kuchta, neonatolog pełniący wtedy obowiązki ordynatora oddziału noworodkowego. – W naszym szpitalu co jakiś czas niemowlę czeka na nowy dom i muszę przyznać, że dzięki zainteresowaniu mediów społeczeństwo bardzo szybko reaguje i stara się pomóc porzuconym dzieciom. Sprawa Kubusia była znana chyba każdemu skierniewiczaninowi. Rozmawiano o nim podczas rodzinnych spotkań, na spacerze. Wszyscy wiedzieli, że chłopiec jest zdrowy, a „mała wada kosmetyczna” nie będzie miała wpływu na jego rozwój. Warszawski sąd rodzinny rozprawę, na której matka miała zostać pozbawiona praw rodzicielskich, ustalił na 12 czerwca. Do tego czasu obowiązywało zarządzenie, zgodnie z którym za chłopca odpowiadał szpital. – Szpital nie jest dobrym miejscem dla noworodka, który potrzebuje miłości, bliskości, spokoju – mówi neonatolog. – Jednak jeszcze gorszym miejscem byłby dom małego dziecka. Dlatego byłam bardzo szczęśliwa, że sprawa zyskała rozgłos, bo była szansa na to, że Kubę przyjmie rodzina czekająca na adop- cję. Jako lekarz nie mam wpływu na tempo rozpraw adopcyjnych, a wiem, że każdy tydzień spędzony w szpitalu, a nie w domu rodzinnym, wpływa bardzo niekorzystnie na kondycję noworodków – tłumaczy dr Kuchta.

    Wreszcie do domu!

    Dlatego też ogromną radością dla skierniewickiej pani doktor był nagły zwrot akcji. 25 maja, w niedzielny poranek, do szpitala zgłosili się rodzice Kuby z informacją, że chcą zabrać syna do domu. Jeszcze tego samego dnia udali się do USC (urząd był otwarty ze względu na odbywające się w tym dnu wybory) i, w obecności matki, mężczyzna został wpisany do metryki Kuby jako ojciec. Rodzice wrócili do szpitala i odebrali Kubę. – Byłam bardzo szczęśliwa z takiego zakończenia! – wspomina pani doktor. – Nie dość, że chłopiec nie trafił do domu dziecka, to jeszcze wrócił do swojego domu. Jego rodzice wspólnie wychowują pierwsze dziecko, mam z nimi kontakt, wiem, że matka wychodzi z depresji. Znane mi są takie procedury, w których, gdy oboje rodzice figurują w metryce urodzenia, automatycznie biorą na siebie wszelkie prawa i obowiązki związane z wychowaniem. Dlatego też bez mrugnięcia okiem wydałam im ich dziecko. Po jakimś czasie okazało się jednak, że niesłusznie. Dyrekcja szpitala zawiesiła ją w pełnieniu obowiązków ordynatora oddziału i zgłosiła sprawę do prokuratury. – Dyrekcja szpitala uznała, że pani doktor mogła przekroczyć uprawnienia ordynatora, dlatego, zobligowana przepisami Kodeksu prawa karnego, do czasu wyjaśnienia sprawy przez prokuraturę zawiesiła ją w pełnieniu obowiązków ordynatora, ale bez konsekwencji finansowych. Poza tym pani doktor wciąż pracuje na oddziale jako neonatolog – mówi Paweł Bruger, rzecznik prasowy szpitala. Na szczęście dla Kubusia 8 lipca sąd uchylił postanowienie z kwietnia, dlatego też chłopiec może przebywać pod opieką rodziców. Sprawa pani doktor jest wciąż w toku. – Problem polega na tym, że według wydanego przez skierniewicki sąd postanowienia do momentu oddania Kuby do domu dziecka za chłopca miał odpowiadać szpital – mówi Krzysztof Kopania, rzecznik prokuratury okręgowej. – Aktualnie prokuratura zabezpiecza dowody w sprawie, odbyły się już przesłuchania i choć potrzeba jeszcze sporo czasu na ocenę sytuacji, mało prawdopodobne wydaje się to, by czyn pani doktor został uznany za działanie na szkodę publiczną lub prywatną. A co na to sama dr Kuchta? – Jest mi bardzo przykro. Pracuję już wiele lat i zawsze starałam się pracować rzetelnie i sumiennie. I tak też było w przypadku Kuby. Działałam zgodnie z własnym sumieniem i gdybym drugi raz miała podjąć decyzję, zrobiłabym to samo. Bo Kuba spędził u nas 2,5 miesiąca, czyli stanowczo za dużo. A powrót do rodzinnego domu, gdzie czekają na niego rodzice i rodzeństwo, jest najlepszym rozwiązaniem, jakie można znaleźć.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół