• facebook
  • rss
  • Ludzie po Mszy uśmiechnięci

    Monika Augustyniak

    |

    Gość Łowicki 36/2014

    dodane 04.09.2014 00:00

    – Kiedy usłyszałem dziewczyny śpiewające podczas Pierwszej Komunii św., pomyślałem: „Rety, jak te dzieci świetnie śpiewają, ale kiedy one dorosną?”. Nawet nie zauważyłem, kiedy stały się maturzystkami i studentkami – śmieje się Marek Kozłowski.

    Z taką liczbą dyplomów, wyróżnień i nagród mogliby pokusić się o chęć błyśnięcia poza parafią. Z takimi muzykami i wokalistkami mogliby chcieć nagrać płytę i tak, jak wiele scholi, promować ją w diecezji i dalej. Ale się nie pokusili. Mówią, że ich charyzmatem jest służyć do niedzielnej Mszy św., a od roku również posługiwać na parafialnej Eucharystii z modlitwą o uzdrowienie. Owszem, zdarzają się konkursy, przeglądy, czasem jakiś koncert, ale to tylko dodatek. We wrześniu często nagradzana schola „Cantare per Dio” obchodzi swoje 10. urodziny.

    Radość i chluba

    Pomysł zrobienia „czegoś” z dziećmi zrodził się w głowach i sercach ks. Grzegorza Gołębia, proboszcza parafii św. Stanisława w Skierniewicach, i Andrzeja Lange, organisty z tej parafii. – Pracowałem już wtedy 2 lata i naprawdę miałem pragnienie pracy z młodymi – wspomina pan Andrzej. – Traf chciał, że tego roku do Komunii przystępowały niezwykle zdolne muzycznie dzieci, więc bez problemu utworzyłem 15-osobowy zespół. W wakacje daliśmy ogłoszenia, a we wrześniu ruszyliśmy z próbami i oprawą liturgii – opowiada. Jeszcze przed wakacjami Marek Jankiewicz, gitarzysta, zgłosił swoją chęć pomocy, a po pół roku do scholi dołączył kolejny gitarzysta – Marek Kozłowski. – Wiele się w tym czasie uczyłem – mówi organista. – Marki grały ze sobą od lat, dogadywały się bez słów i tworzyły dużo fajnej muzyki, do której dzieci chciały śpiewać. Za to ja musiałem przerzucić się na pianino. Poza tym uczyłem się, jak uczyć śpiewu. Na szczęście dziewczynom bardzo się spodobało, więc motywowały się wzajemnie. Nie miały też tremy, a kiedy coś im nie wychodziło, potrafiły przyjąć to z uśmiechem, nigdy na smutno. Byłem zachwycony! To uczucie, kiedy nagle zaczyna coś wychodzić – niezastąpione. Poza tym widziałem, że ludzie wychodzą po Mszach uśmiechnięci – opowiada. I rzeczywiście, schola dziecięca, a teraz także młodzieżowa są ogromną radością parafii. I jej chlubą. Świadczą o tym niezliczone dyplomy, wyróżnienia, a także dwie pierwsze nagrody w prestiżowym Ogólnopolskim Festiwalu Kolęd i Pastorałek w Niepokalanowie.

    Pasja, wiara i bunt

    Prowadzenie i śpiew w scholi to nie tylko przyjemność i nowe przyjaźnie, ale też ciężka praca. A dzięki temu – wspaniałe efekty. – Co rok prowadzę przesłuchania i przyjmuję tylko najlepszych – mówi pan Andrzej, który dziś prowadzi scholę dziecięcą „Pod skrzydłami anioła”, młodzieżową „Cantare per Dio” i chór „Credo et Canto”. – Owszem, zostawiam jakiś margines na „douczenie się”, ale są dzieci, których nie dopuszczam do scholi młodzieżowej – tłumaczy. Systematyczne, cotygodniowe próby, a na nich „rozśpiewki”, ćwiczenie pieśni, a potem zabawy muzyczne typu „Jaka to melodia?” stały się podstawą wielu sukcesów. Wiele dziewcząt ma na swoim koncie nagrody i wyróżnienia na ogólnopolskich festiwalach, takich jak „Wygraj sukces” czy Ogólnopolski Festiwal Jana Wojdaka. Kilka z nich założyło zespoły i próbuje swoich sił w świecie muzycznym. – Śpiewam w scholi od 9. roku życia i od pierwszych dni czułam się w niej świetnie – mówi Monika Kędzierska. – Pan Andrzej uczy nas nie tylko śpiewać tekst, ale też interpretować muzykę, wyśpiewywać emocje, panować nad dynamiką. Schola to kawał mojego życia – moja pasja, wiara, przyjaźnie, praca – mówi. Podobnie o scholi opowiadają pozostałe dziewczyny, które – choć przeżywały chwile zwątpienia i odejścia – zawsze wracały. Bo przecież posługa podczas liturgii to bardzo konkretna formacja, wobec której nastolatki często się buntują. – Zależy nam na tym, by poza śpiewaniem dać dzieciom i młodzieży coś więcej, „przemycić” Pana Boga – tłumaczy M. Jankiewicz. – Nie jest to proste, bo jednak nie jesteśmy wspólnotą. Ale mamy za sobą ważny rok, podczas którego padło wiele pytań oczekujących na odpowiedź, przyglądamy się drodze, jaką nas Bóg prowadzi i rozeznajemy dalszy kierunek. Swojej radości i dumy nie ukrywa ks. Grzegorz, który ściśle współpracuje ze scholą, jest otwarty na propozycje i hojny w kupowaniu potrzebnego sprzętu. – Najważniejsze jest to, że ci młodzi ludzie, angażując się w Eucharystię, poznają ją i mogą ją głębiej przeżywać. Poza tym jest to forma ewangelizacji, bo ich śpiew przyciąga wielu wiernych. Cieszę się, że nasza schola posługuje, a nie koncertuje, że nie szuka popularności, nie korzysta ze świeckich form promocji, takich jak nagrywanie płyt, koncertowanie poza parafią w celu błyśnięcia. Od 10 lat poszukujemy odpowiedniej drogi formacji i będziemy robić to dalej, by szli do przodu, a nie w górę.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół