• facebook
  • rss
  • Prawdy nie znajdziecie

    Monika Augustyniak


    |

    Gość Łowicki 37/2014

    dodane 11.09.2014 00:00

    Paweł Szandruk. – Jedni się go bali, uważali, że trzyma z Niemcami, inni mrugali porozumiewawczo, że to swój człowiek. Niemcy traktowali go z dużą kurtuazją, z drugiej strony w kinie zawsze pracowało 4–5 osób zagrożonych wywózkami – wspomina kontrowersyjną postać prof. Jerzy Kulczycki.


    Dla jednych sprzymierzeniec, dla innych kolaborant. Pierwsi widzą w nim kolejnego Banderę, drudzy przeciwieństwo tej postaci. Jedni chcieli uczcić jego pamięć, nazywając ulicę jego imieniem, inni uważają, że nie jest wart choćby
5 zdań artykułu. Paweł (Pawło) Szandruk, ukraiński oficer dyplomowany, który czas wojny i okupacji spędził w Skierniewicach, jako dyrektor kina, do dziś budzi ogromne kontrowersje nie tylko w środowisku skierniewickim, gdzie żyją jeszcze pamiętający go weterani, ale i wśród polskich historyków.


    Jeszcze za życia toczyły się wokół niego międzynarodowe dyskusje. Kiedy w 1965 r. gen. Anders odznaczył go Krzyżem Kawalerskim Virtuti Militari za heroiczną wręcz odwagę we wrześniowej bitwie z Niemcami pod Tomaszowem Lubelskim, w państwach sowieckich podniosły się głosy sprzeciwu. Dziś znajdą się tacy, którzy uważają tę nagrodę za słuszną, ale wielu optuje za cofnięciem jej. Jedno jest pewne – postać Pawła Szandruka to ciężki orzech do zgryzienia dla tych, którzy zajmują się „prostowaniem” dziejów państwa polskiego.


    Polsko-ukraińska historia


    Pawło Szandruk, urodzony w 1889 r. na Wołyniu, w Borsukach koło Krzemieńca, w majątku Rzewuskich, studiował w Niżeńskim Instytucie Filologicznym oraz w Aleksandryjskiej Akademii Wojskowej w Moskwie. Brał udział w I wojnie światowej, gdzie walczył przeciwko bolszewikom i został awansowany do stopnia generała-chorążego [w Wojsku Polskim odpowiednik generała brygady – przyp. aut.]. Po układzie Piłsudski–Petlura w kwietniu 1920 r. walczył ramię w ramię z Wojskiem Polskim. Brał udział m.in. w ofensywie na Kijów, a potem w walkach w obronie Warszawy. Po zawarciu rozejmu między Polską a Rosją Sowiecką jesienią 1920 r. został internowany. Gdy został zwolniony po 6 latach, prowadził w Polsce działalność polityczną na rzecz niepodległego państwa ukraińskiego. Bliskie kontakty z polskimi kręgami politycznymi i wojskowymi sprawiły, że został oficerem kontraktowym w Wojsku Polskim. We wrześniu 1939 r. Szandrukowi powierzono dowództwo 29. Brygady Piechoty, a podczas bitwy pod Tomaszowem Lubelskim uratował ją przed niechybną zagładą (właśnie za ten czyn przyznano mu Virtuti Militari). W jednym z zeszytów paryskiej „Kultury” przeczytać można taki opis: „(...) Sytuacja Brygady była właściwie beznadziejna, jednakże wojska wyszły z pułapki szczęśliwie, unikając zagłady w dużej mierze dzięki osobistej interwencji płk. Szandruka, jego zdolności przewidywania, jego energii i odwadze. Zrobił on o wiele więcej dla uratowania wojska, niż można się było spodziewać od przeciętnego dowódcy w podobnej sytuacji (...)”. Ciężko ranny generał trafił do oflagu, ale dzięki rodzinie i działaczom ukraińskim został zwolniony i przebywał w Polsce pod stałym nadzorem gestapo. Spędził też kilka miesięcy w więzieniu na Mokotowie, a po zwolnieniu objął stanowisko szefa kina w Skierniewicach.


    Pod koniec wojny prezydent Ukraińskiej Republiki Ludowej na emigracji Andrij Liwycki powołał Szandruka na stanowisko dowódcy oddziałów ukraińskich walczących po stronie Niemiec przeciwko Związkowi Sowieckiemu. W ich składzie była też 14. Dywizja SS „Hałyczyna” (SS-Galizien). I choć generał starał się zapewnić jak największą niezależność od Niemców, jest jednak faktem, że dowodzone przez Szandruka oddziały Ukraińskiej Armii Narodowej walczyły u boku wojsk niemieckich niemal do ostatnich dni wojny, po czym poddały się armii amerykańskiej. Następnie gen. Szandruk nawiązał kontakt z gen. Andersem, którego wstawiennictwo sprawiło, że żołnierzy ukraińskich uznano za obywateli polskich niepodlegających przekazaniu władzom sowieckim. Sam Szandruk przebywał najpierw w Europie Zachodniej, a następnie emigrował do Ameryki, gdzie zmarł.


    Miłe wspomnienie
sprzed lat


    – Przed wojną Szandruk często bywał w naszym domu – wspomina Jerzy Kulczycki, wówczas 16-letni chłopak, dziś profesor i wybitny neurolog. – Przyjaźnił się z moim ojcem, który był majorem w 18. Pułku Piechoty. To była zadziwiająca przyjaźń. Ojciec pochodził z Bełżan i w 1918 r. dostał Krzyż Walecznych za obronę Lwowa, a dokładnie za wzięcie do niewoli ukraińskiego oddziału, i w domu o Ukraińcach nigdy najlepiej się nie mówiło – tłumaczy.
O Pawle Szandruku można usłyszeć wiele sprzecznych informacji nie tylko od historyków i pasjonatów II wojny światowej, ale i od tych, którzy pamiętają tę postać z lat młodości. Pan Jerzy również ma swoją opowieść. – W 1943 r. Szandruk dał mi posadę biletera w swoim kinie, czym uratował mnie przed wywiezieniem do Niemiec – opowiada J. Kulczycki.
– Jedni się go bali, uważali, że trzyma z Niemcami, inni mrugali porozumiewawczo, że to swój człowiek. Sam Szandruk zmienił pisownię nazwiska i na tabliczce gabinetu widniało: „Paul Schandruck”. Niemcy traktowali go z dużą kurtuazją. Oficerowie mówili per „Herr Direktor”, salutowali. Z drugiej strony w kinie zawsze pracowało 4–5 osób zagrożonych wywózkami. Wiadomo było, że się można tu schować – wspomina.


    Historia Pawła Szandruka obrosła już w legendy i w wielu publikacjach i na forach spotkać można informację, że ten ukraiński generał uratował kilkudziesięciu lub nawet kilkuset skierniewiczan. – Tej informacji nie mogę potwierdzić, myślę, że to nieprawda. Ale prawdą jest, że po wizytach gestapowców Szandruk wołał mnie i kazał ostrzegać ludzi, których Niemcy szukali. Tak uratował m.in. chłopaka, z którym potem zdałem maturę – wspomina prof. Kulczycki. Wybitny neurolog opowiada, że w czasie okupacji dowódca skierniewickiego AK kpt. Ratyński powiedział do niego: „Gdyby Szandruk puścił farbę, nie wiadomo, co by z nami wszystkimi było”. Sam generał w swoich wspomnieniach wymienia Ratyńskiego, st. sierż. Gortatowskiego i Kaczyńskiego (członkowie miejscowej Polski Podziemnej) jako tych, z którymi utrzymywał stałe kontakty i którzy nieraz ratowali go przed głodowaniem. Dziś, po wielu latach, pan Jerzy chętnie opowiada o generale, a swoimi odczytami przyczynił się do podjęcia dyskusji na temat kontrowersyjnego Ukraińca, o którym twierdzi, że w drodze do wolnej Ukrainy stał się polonofilem.


    Zdania mocno podzielone


    Czytając liczne publikacje na temat kierownika skierniewickiego kina w czasie okupacji, młodzi ludzie nie mieliby dużych wątpliwości co do oceny jego osoby. Jednak opowieści żyjących w tamtych czasach ludzi są niezwykle sprzeczne. Kilka lat temu w Skierniewicach powstał pomysł nazwania ulicy jego nazwiskiem, co spowodowało stanowczy sprzeciw w środowiskach kombatanckich.

    
– Nie wiem, jak można nazywać ulicę imieniem kogoś, kto kolaborował z Niemcami – mówi Zofia Skorupska, prezes Stowarzyszenia Szarych Szeregów i Związku Kombatantów RP w Skierniewicach.
– Bo jak nazwać Szandruka, który został zwolniony z niemieckiego więzienia? Jak inaczej nazwać dyrektora kina w tamtych czasach? Pamiętam zresztą opowieści zmarłego już Stanisława Piry, który pracował w kinie. Mówił, że Szandruk wciąż go szantażuje wywózką, że jest w wielkim stresie. Dla mnie była to kolejna wtyczka niemiecka, a właśnie przez takich przegraliśmy wojnę. Uważam, że niepotrzebnie wraca się do jego historii. Wiem, że wy, młodzi, szukacie prawdy, ale nie znajdziecie jej, bo tamte czasy zmuszały ludzi do czynów, o których dziś nie chcą wspominać – tłumaczy pani Zofia.


    Sprawa Szandruka nie daje spokoju wielu skierniewiczanom. Młodzi chcieliby przeciwstawić go Banderze, a w ten sposób dać Polsce i Ukrainie wspólnego bohatera. Starsi nawet nie chcą o tym słyszeć. Sprawa stała się tak problemowa, że zwrócono się do IPN z pytaniem, co zrobić w tak niejednoznacznej sytuacji. Odpowiedź, jak można było się spodziewać, również nie była jednoznaczna. Marek Drużka, dyrektor łódzkiego oddziału IPN, w piśmie skierowanym do Dariusza Seligi, posła na Sejm RP, tłumaczył: „Bez wątpienia Paweł Szandruk był jednym z niewielu działaczy i wojskowych ukraińskich, którzy stali na stanowisku, iż konieczny jest kompromis polsko-ukraiński (...). Odróżniało go to pozytywnie od znacznie liczniejszych i bardziej wpływowych nacjonalistów ukraińskich, którzy w Polsce upatrywali jednego z głównych przeciwników. Poglądów tych Szandruk nie zmienił nawet po wojnie, kiedy stosunki polsko-ukraińskie (...) stały się niezwykle napięte (...). Reasumując, stwierdzić należy, iż gen. Pawło Szandruk był konsekwentnym zwolennikiem polsko-ukraińskiej współpracy, co wymagało bez wątpienia sporej odwagi politycznej i nie było mile widziane w kręgach nacjonalistów ukraińskich. Z drugiej strony w ocenie tej postaci należy uwzględnić kolaborację z Niemcami pod koniec wojny. Znalazł się wówczas w obozie przeciwników Polski i całej koalicji antyhitlerowskiej. Nie ulega wątpliwości, iż działalność gen. Pawła Szandruka zasługuje na to, aby w Polsce stała się przedmiotem wnikliwej analizy i wyważonej oceny”.
•

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół