• facebook
  • rss
  • Pierwsza trzeźwa rozmowa

    dodane 02.10.2014 00:00

    – Pacjenci na widok najbliższych otwierają się, a rodziny cieszą się, mimo że często doznały krzywd ze strony synów i mężów – mówi mjr Dariusz Wiśniewski.

    Ci pacjenci to recydywiści przebywający w łowickim Zakładzie Karnym na oddziale dla osób uzależnionych od środków odurzających lub psychotropowych. Dwa razy w roku zamienia się on w miejsce pełne gwaru, radości, śmiechu, gier i zabaw. Nie brakuje wzruszeń. Pojawiają się łzy, a przy tym obietnice poprawy i zerwania z nałogiem.

    W celi i świetlicy

    Kolejne – nietypowe, jak na warunki więzienne – spotkanie skazanych uzależnionych od narkotyków z członkami rodzin odbyło się we wrześniu. Od zwykłych, regulaminowych widzeń odróżnia je to, że skazani odwiedzani są nie w kompleksie widzeniowym, a w oddziale, w którym przebywają. Osadzeni mogli zaprosić swoich bliskich do cel, świetlicy i innych pomieszczeń, a nawet pochwalić się uprawianym ogródkiem warzywnym i szklarnią, w której na co dzień pielęgnują m.in. pomidory i paprykę. Dla dzieci zorganizowano zabawy. Ustawiono stoły z piłkarzykami i do ping-ponga. Rodzinne spotkania w więzieniu to inicjatywa kadry działu terapeutycznego. Terapeuci są wtedy do dyspozycji rodzin osadzonych. Rozmawiają z nimi i również kształcą. W świetlicy organizują wykłady dla dorosłych uczestników spotkania. Tematem wrześniowego były „Mechanizmy chorobowe w leczeniu narkomani”. – Nie spotkałem się z takimi widzeniami wcześniej – mówi jeden z jego uczestników, który przebywał już w kilku zakładach karnych. – To rodzinne diametralnie różni się od widzeń w innych zakładach – dodaje Piotr S. – Jest miła atmosfera, bliscy skazanych mogą bez żadnych ograniczeń chodzić po oddziale mieszkalnym. Widzenie trwa aż 5 godzin, podczas których zapomina się, że jest to zakład karny. Wzmacniają się więzi rodzinne.

    Przeprosiny i obietnice

    Major Wiśniewski, kierownik oddziału terapeutycznego, jest zadowolony z efektów spotkań. – Pacjenci na widok najbliższych otwierają się, a rodziny cieszą się, mimo że często doznały krzywd ze strony synów i mężów. Niebagatelne znaczenie dla terapii ma obecność na takich spotkaniach dzieci skazanych. Zauważyliśmy, że oddziałuje to pozytywnie także na osadzonych, do których rodziny nie przyjechały, bo trzeba wiedzieć, że pacjentów mamy z całej Polski – mówi. Także osadzeni podkreślają wagę odwiedzin najbliższych. – To właśnie na takich widzeniach człowiek widzi, ile był w stanie poświęcić i wszystko stracić dla paru chwil z pseudokumplami i narkotykami. Dopiero tutaj, na tym spotkaniu, przeprowadziłem pierwszą trzeźwą rozmowę z moją mamą po ponad 20 latach mojego dorosłego życia i po raz pierwszy w życiu byłem i jestem szczęśliwym człowiekiem – mówi 44-letni Piotr. – To na tym widzeniu szczerze wszystkich moich bliskich przeprosiłem i poprosiłem o wybaczenie oraz obiecałem sobie przed nimi, że już nigdy więcej nie przyniosę im wstydu i nie wrócę do nałogu – mówi jego kolega z celi, prosząc, by nazywać go „Biniem”. Być może uda się zorganizować takie widzenia częściej niż dwa razy w roku. Niektórzy osadzeni podkreślają, że to najlepsza rzecz, jaka spotkała ich w więzieniu. Czerpią z nich siłę na dalsze leczenie. – Nie pamiętam, abym spędzał tak mile czas z rodziną, będąc na wolności – mówi jeden z nich.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół