• facebook
  • rss
  • Ekonomiści z Wisławą

    dodane 09.10.2014 00:00

    – zawsze mamy wrażenie, jakbyśmy jechały na urodziny kogoś bliskiego, komu się bardzo wiele zawdzięcza – mówi pani Stanisława.

    Od uroczystej Eucharystii pod przewodnictwem bp. Andrzeja F. Dziuby w parafii Niepokalanego Serca Najświętszej Maryi Panny w Skierniewicach rozpoczęły się obchody 90-lecia Zespół Szkół nr 3, połączone ze zmianą patrona. W Eucharystii uczestniczyli posłowie, władze miasta, przedstawiciele kuratorium, proboszczowie skierniewickich parafii, obecni i emerytowani pracownicy i nauczyciele, a także uczniowie i absolwenci. Podczas homilii biskup ordynariusz dziękował Bogu za „winny krzew Zespołu Szkół nr 3”. Dziękował także za rzesze absolwentów i profesorów, którzy nie tylko w sposób kompetentny przekazywali wiedzę, ale także starali się kształtować charaktery swoich uczniów, będąc dla nich przyjaciółmi.

    Podczas Eucharystii nastąpiło poświęcenie nowego sztandaru, na który – już w gmachu szkoły – nowi uczniowie złożyli ślubowanie. Od września patronem ZS nr 3 jest Wisława Szymborska. Wcześniej był nim Wincenty Rzymowski. Zespół, który został utworzony w 1975 roku, jest spadkobiercą i kontynuatorem tradycji 3-letniej Szkoły Handlowej, powstałej w 1924 r. W okresie II wojny światowej placówka była jedyną legalnie działającą szkołą średnią w mieście. Okres powojenny rozpoczął się od Gimnazjum i Liceum Kupieckiego. Potem były: Liceum Administracyjne, Państwowe Liceum Administracyjno-Handlowe, Technikum Finansowe Ministerstwa Finansów, Technikum Rachunkowości, Technikum Ekonomiczne, Liceum Ekonomiczne. Obecnie ZS nr 3 jest jedną z największych szkół w mieście, która na przestrzeni lat wychowała rzesze m.in. ekonomistów, handlowców, hotelarzy. W jej murach wychowało się wiele tysięcy absolwentów i pracowało wiele pokoleń nauczycieli. Wszyscy oni cenią sobie spędzone tu lata i chętnie powracają.

    – A jak tu nie wracać? Z tym miejscem jest związane tak wiele naszych wspomnień – mówi Stanisława Mazgajska-Biskupska-Jastrzębska. – To były nasze lata młodości. Wszyscy chcieliśmy zrobić maturę. Mimo że od zakończenia szkoły minęło już tak wiele lat, chętnie się ze sobą spotykamy. Najłatwiej jest się rozpoznać po głosie. Pięć lat temu, podczas zjazdu absolwentów, hulałyśmy do białego rana. Dziś jest równie przyjemnie. Przykre jest to, że z naszego pokolenia wiele osób już nie żyje. My jesteśmy chyba najbardziej żywotne. Przeżyłyśmy dwóch, a nawet trzech mężów. Kiedy się spotykamy, w telegraficznym skrócie próbujemy sobie opowiedzieć wszystko to, co się wydarzyło od ostatniego spotkania – dodaje pani Stanisława.

    O czasach szkolnych chętnie opowiada także Teresa Gutt-Chmielińska-Ertel. – Maturę zdawałyśmy w 1953 roku. To nie były łatwe lata. Były nakazy pracy, które niejedną osobę rzucały w dalekie zakątki Polski. A sama szkoła? No cóż, to były zupełnie inne czasy. W głowie większości była głównie nauka, a nie żeniaczka. To była dobra szkoła, w której dyrektor czuwał nad naszą moralnością. Jak kogoś spotkał zbyt późno na ulicy, to wymieniał go na apelu. No i było wstyd. Solidne wykształcenie pozwalało znaleźć dobrą pracę, w której większość z nas pięła się po szczeblach kariery zawodowej. Niejedna z nas była główną księgową. Później, gdy czasy się zmieniły, mając wiedzę i doświadczenie, też sobie radziłyśmy. Dziś, mimo swoich 78 lat, nadal mogłabym diabłu łeb urwać. Będąc na emeryturze, nie tylko się modlę, ale też opiekuję się kotami i psami. Za wcześnie na to, by usiąść w fotelu i nic nie robić – podkreśla pani Teresa, która z zachwytem ogląda występy obecnych uczniów szkoły.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół