• facebook
  • rss
  • Kolega niósł kolegę

    dodane 23.10.2014 00:00

    – Nie zabiegaliśmy szczególnie o relikwie ks. Jerzego. Można stwierdzić, że same do nas trafiły. Widocznie błogosławiony uznał, że chce tu być – mówi ks. Zdzisław Madzio, proboszcz parafii w Szczukach.

    Od 20 lat imię bł. ks. Jerzego Popiełuszki nosi znajdująca się na terenie parafii Szkoła Podstawowa w Chodnowie. Mieszkańcy starają się zaszczepić w młodych ludziach idee, jakie głosił kapłan męczennik.

    Patron na trudne dni

    O tym, że zło należy zwyciężać dobrem, przypomniała szkolna uroczystość w 30. rocznicę śmierci ks. Popiełuszki. Budynek jest niewielki. Uczy się tam tylko 25 dzieci i jedno w oddziale przedszkolnym, ale dzięki wysiłkom mieszkańców i pracowników placówki szkoła o 100-letniej historii ma się dobrze. Pomaga im w tym od dwóch dekad patron.

    – 10 lat po jego męczeńskiej śmierci mieszkańcy Chodnowa wpadli na pomysł nadania placówce imienia ks. Jerzego. Dla nich historia szkoły, którą zbudowali ich przodkowie, ma coś z męczeństwa. Od dawna nie miała spokojnego życia. Władze oświatowe często zmniejszały lub zwiększały liczbę klas. Ludzie byli zmęczeni tą sytuacją i uznali, że władze komunistyczne nie zamkną szkoły, która nosi imię ks. Popiełuszki – mówiła dyrektor placówki Halina Cygan.

    Uczniowie wystąpili w przedstawieniu o życiu swojego patrona. Wcześniej zebrali się w sanktuarium św. Maksymiliana. Niedziela 19 października była dniem, w którym wprowadzono uroczyście relikwie ks. Jerzego. Mszy św. z tej okazji przewodniczył bp senior Alojzy Orszulik, a relikwiarz wniósł ks. Wiesław Wasiński, kolega kursowy ks. Popiełuszki z seminarium warszawskiego, obecnie proboszcz parafii w Wysokienicach. Obaj podzielili się z wiernymi wspomnieniami o błogosławionym.

    – Na drugim roku seminarium powołano nas do służby wojskowej. Trafiliśmy do tzw. jednostki kleryckiej. Z powodu izolacji i szykan wojsko stało się dla nas obozem koncentracyjnym. Zapomnieliśmy, co to znaczy wolność. Jeden z oficerów uwziął się szczególnie na Jurka. Znęcał się nad nim. Ale on się nie złamał. Dawał nam przykład. Miał w sobie „coś z wysoka”. Kto wie, co by dzisiaj ze mną było, gdyby nie on? Był nam wtedy, w tych trudnych czasach, bardzo potrzebny – mówił ks. Wasiński.

    W relikwiarzu, który niósł, znajduje się cząstka kości. Trafiła do Szczuk przypadkowo. – Pomagałem ks. Adamowi Kwaśniakowi, naszemu; misjonarzowi w Argentynie, w odbiorze reliwii ks. Jerzego dla misji. Kiedy pojawiliśmy się w kurii warszawskiej, kanclerz ks. Grzegorz Kalwarczyk przygotował je także dla naszej parafii – opowiada ks. Madzio.

    Herbert i kamienie

    W niezwykły sposób obchodzono także rocznicę śmierci ks. Jerzego w Rzeczycy. Najpierw podczas uroczystej Mszy św. modlono się o kanonizację błogosławionego, którego w homilii wspominał ks. Henryk Linarcik, proboszcz. Podkreślał, że ks. Popiełuszko poniósł śmierć męczeńską, bo bardzo cenił i szanował swoją wolność, wolność innych i wolność uciemiężonego narodu. Uczył, jak należy zwyciężać zło. Nie przemocą, nie walką, ale dobrem. Dziś ta zasada powinna być bliska nie tylko tym, którzy obierają sobie go za patrona, ale wszystkim, którzy decydują się na walkę ze złem i niesprawiedliwością.

    Bezpośrednio po Mszy św. w kościele odbył się poetycki koncert „Kamienie i ptaki”, będący refleksją muzyczną na temat myśli Zbigniewa Herberta. Poezję i teksty poety ilustrowane muzyką fortepianową i organową zaprezentował Konrad Kluszczyński. Przy organach wierni usłyszeli Laurenta-Martina Schmita z Francji, przy fortepianie zaś – Marcina Rogalskiego. – Było to poruszające i wyjątkowe zdarzenie, aż serce drżało z emocji – powiedziała, dziękując artystom, Ewa Laskowska, parafianka.

    Po muzycznej uczcie swoimi refleksjami podzielił się ks. Linarcik. – Ksiądz Popiełuszko był dla mnie zawsze wzorem zaangażowanego kapłana. Był moim rówieśnikiem. Koledzy, którzy znali go osobiście, wiele mi o nim opowiadali. Do dziś pamiętam jego pogrzeb. Było to doświadczenie na całe życie. Tak się złożyło, że znałem też jego oprawców. Jeden był związany z Łodzią, gdzie się urodziłem, a drugi – z moją pierwszą parafią proboszczowską. Wiedziałem, że byli osobami aparatu władzy. Ludzie mówili, że przed porwaniem jednego z nich widziano, jak zbierał kamienie. Kilkanaście lat po śmierci ks. Jerzego odwiedziłem jego dom rodzinny. Spotkania z jego matką nigdy nie zapomnę. Jej pokora, poddanie się woli Bożej, skromność zapadły mi głęboko w serce. Rozmawiając z nią, miałem wrażenie, że mam przed sobą świętą osobę – mówił ks. Linarcik.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół