• facebook
  • rss
  • Kronika lokalnej siłaczki

    Monika Augustyniak

    |

    Gość Łowicki 46/2014

    dodane 13.11.2014 00:00

    Społeczeństwo. – Prawdziwa historia zaczyna się wtedy, gdy rozmawiam z ludźmi o ich przeżyciach bądź wspomnieniach lub gdy znajduję zdjęcie i szukam kontekstu, w którym JE zrobiono – mówi Jarosław Włostek.

    Była współczesną siłaczką. Nie tylko odrzuciła dobrze płatne i prestiżowe posady, wybierając życie i pracę wśród prostego ludu, ale też przyczyniła się do znacznego rozwoju wiedzy i szkolnictwa w okolicy. O Kazimierze Osińskiej, dyrektor szkoły z Mąkolic, która stworzyła kronikę miejscowości pozwalającą m.in. na odtworzenie historii bohaterów zamordowanych przez Niemców, nie zapominają jej następcy. 6 listopada Wioletta Przyżycka, obecna dyrektor szkoły, Daniel Ożóg, nauczyciel historii, i Jarosław Włostek, wielki pasjonat czasów II wojny światowej, zaprosili uczniów na wysłuchanie wspomnień o ich szkole i miejscowości.

    Wykład o pani dyrektor

    Grób K. Osińskiej znajduje się na miejscowym cmentarzu i mimo że nie mieszka tu nikt z jej bliskich, parafianie dbają o niego z wielką pieczołowitością. Każdego 1 września delegacja uczniów i nauczycieli wybiera się na jej mogiłę, by złożyć kwiaty i zapalić znicz. Nie ma mieszkańca i ucznia, który nie wiedziałby, kim była ta postać. Urodzona w 1897 r., swoje dzieciństwo wspominała jako bardzo trudne, w którym doznała wielu krzywd i upokorzeń. Jako 13-latka rozpoczęła pracę w zakładzie krawieckim, następnie kształciła się na nauczycielkę. – Kurs seminarium nauczycielskiego ukończyła z tak dobrymi wynikami, że do wyboru dostała trzy prestiżowe posady (m.in. u boku Marii Rodziewiczówny) – opowiadał zebranej młodzieży pan Daniel, który przygotował czwartkową prelekcję. – Jednak nie wybrała żadnej z nich i postanowiła szukać pracy na własną rękę. Najpierw znalazła ją w Ostrołęce, a potem w Mąkolicach. Zaraz po przybyciu założyła kronikę. Chyba nie spodziewała się, że odtwarzając i zapisując historię, stanie się jej częścią – opowiadał historyk. A dzieło pani Kazimiery rzeczywiście zachwyca, bo obejmuje zasięgiem nie tylko historię szkoły i nauczycieli, ale też miejscowe zwyczaje, pobożność, stosunek do życia i śmierci, relacje panujące między ludźmi, rozkład budynków, liczbę uczniów i ich wyniki w nauce, ciekawe wspomnienia i anegdoty. Co więcej – sięga czasów, które pamiętali najstarsi mieszkańcy. – Najwięcej informacji pani dyrektor wyniosła z opowieści Mateusza Jeża. Dzięki jej wnikliwości wiemy m.in. to, że początki szkoły sięgają 1612 r. – opowiadał pan Daniel, który z kroniki starał się wybierać co najciekawsze opowieści i informacje. Opowiedział uczniom, że w 1922 r., kiedy pani Osińska przejęła placówkę, szkoła była mocno zaniedbana, a nauczyciele, by zachęcić uczniów do nauki, każdego dnia wędrowali po wsi i zapraszali ich na lekcje. Te trwały cały dzień z 2-godzinną przerwą. Rodzice nie chcieli kupować dzieciom zeszytów i podręczników, rzadko zjawiali się na zebraniach, a gdy ich dziecko sprawiało problemy, znali jedno rozwiązanie – bicie. – Kronika pokazuje, jak bardzo zmieniły się czasy, obyczaje, stosunek do wielu spraw. Dobrze, że możemy poznawać przeszłość – mówi dyrektor Przyżycka. Na ponad 200 uczniów przypadało 4 nauczycieli, a zajęcia odbywały się w 4 miejscach. To właśnie K. Osińska sprawiła, że w 1952 r. rozpoczęto budowę dużej, murowanej szkoły, w której do dziś odbywają się zajęcia. Uczniowie obecni na prelekcji z uwagą słuchali opowieści o swoich poprzednikach, oglądali zdjęcia, dokumenty, świadectwa szkolne i podręczniki sprzed lat.

    Od kroniki do IPN

    Kronika spisywana przez nieżyjącą już dyrektor placówki pozwala nie tylko poznać zwyczaje ludzi żyjących przed laty, ale przyczyniła się też do odtworzenia historii mieszkańców z czasów wojny i okupacji. – Właśnie kronika szkolna była jednym z pierwszych dokumentów, który pogłębił moją pasję historyczną i pchnął mnie w kierunku odkopywania historii lokalnej – mówi J. Włostek, były wychowanek szkoły w Mąkolicach, obecnie historyk i członek grupy rekonstrukcyjnej SH10PP w Łowiczu. Od najmłodszych lat interesował się historią, a kiedy zauważyli to nauczyciele, wspierali go, jak tylko mogli. – Nasza szkoła stawia na rozwój indywidualnych zainteresowań, więc od zawsze miałem potężne wsparcie w nauczycielach. W szkole średniej było podobnie, gdyż mój historyk prowadził mnie praktycznie indywidualnym tokiem nauczania. Kiedy moi koledzy poznawali dzieje średniowiecza, ja przyswajałem sobie wiedzę z czasów II wojny światowej – śmieje się. Dzięki kronice i zapisanej w niej historii mieszkańców pan Jarek na własną rękę zaczął przeprowadzać wywiady z sąsiadami i rodziną na temat minionych lat. – Pani dyrektor opisała egzekucje, jakie odbywały się na naszym terenie, walki, jakie tu się toczyły, podała nazwiska osób, które zginęły, a także wymieniła zburzone budynki. Tak szczegółowe informacje, a także kilka innych, na które natknąłem się w lokalnych gazetach, zachęciły mnie do dalszych poszukiwań losów naszych przodków – tłumaczy. W ten sposób pan Jarosław dotarł do informacji o swoich krewnych, którzy w 1943 r. zostali wywiezieni do więzienia na Pawiaku i słuch o nich zaginął. – W poszukiwaniach pomogli mi państwo Anna i Jan Czubatkowie ze Skierniewic, którzy od lat wskrzeszają pamięć o rozstrzelanych i pomordowanych. Udało mi się ustalić, że Mateusz i Sylwester Deptowie, członkowie mojej rodziny, zostali rozstrzelani w zbiorowej egzekucji 20 stycznia 1943 roku na ulicy Rawskiej pod ścianą skierniewickiego getta – opowiada. Wszystkie te wiadomości pan Jarosław udostępnił IPN, który wszczął dokładne śledztwo i potwierdził wersję lokalnego historyka. – Moje poszukiwania trwały ponad 2 lata. Wywiady, zbieranie dokumentów, odwiedzanie przeróżnych archiwów – trochę to trwa. Ale satysfakcja jest niesamowita. Za największy swój sukces uważam to, że moja ciocia po 70 latach dowiedziała się, jak i gdzie zginęli jej ojciec i wuj. Widziałem wzruszenie na jej twarzy, gdy stała pod ścianą, pod którą zginęli jej najbliżsi – tłumaczy pan Jarosław. Oczywiście to nie koniec jego poszukiwań. Aktualnie zbiera dokumenty i świadectwa ludzi na temat jednego z mieszkańców, na którym Niemcy wykonali egzekucję we wrześniu 1939 roku. – Nasza okolica zapomniana jest przez historyków, a szkoda, bo jest niezwykle ciekawa. Paręset metrów od nas zaczynało się Generalne Gubernatorstwo, tu dokonywane były zrzuty amunicji, działało zgrupowanie „Tartak”, mieliśmy tajnego agenta, a także zdrajców, przez których mieszkańcy trafili na Pawiak – wylicza fakty historyczne.

    Kopia do AK

    Dyrekcja i nauczyciele szkoły doskonale wiedzą, że takiej historii nie mogą zapomnieć i zaprzepaścić. Dlatego, na tyle, na ile mogą, starają się organizować spotkania z ludźmi, którzy przybliżą uczniom to, co działo się w ich miejscowościach w czasie wojny i okupacji. Po nawiązaniu kontaktu z IPN przez pana Jarka do szkoły zawitała Joanna Gierczyńska, pracownik muzeum więzienia „Pawiak”, o ciekawostkach historycznych opowiadał Zbigniew Zagajewski, dziennikarz Radia Niepokalanów i wielki pasjonat historii, a także sam pan Jarosław. Kadra szkoły bardzo chętnie korzysta z pomocy pasjonatów, a dyrektor bez żadnego „ale” zgadza się na dodatkowe spotkania. – Staramy się na wszelkie sposoby pielęgnować historię lokalną, tak, by dzisiejsze pokolenie wiedziało, skąd jest i jakie ma korzenie – tłumaczy pani dyrektor. – Szkoła jest jedynym ośrodkiem kulturalnym w naszym rejonie, dlatego to my musimy zadbać o ocalenie od zapomnienia naszej kultury i tradycji. Działa u nas zespół regionalny, który również pełni taką funkcję. Poza tym spotkania z historykami pozwalają wyjść poza program szkolny – tłumaczy. Pan Jarosław dodaje, że prawdziwa historia zaczyna się wtedy, gdy zaczyna rozmawiać z ludźmi o tym, co przeżyli, gdy znajduje zdjęcie i szuka kontekstu, w którym go zrobiono. – Dyrektor Osińska świetnie wykorzystywała zamiłowanie Niemców do robienia fotografii i zachęcała ich do pozowania z miejscową ludnością. Jedno zdjęcie zostawało w kronice, drugie trafiało do AK. Dzięki temu dziś znamy nazwiska i wizerunki tych, którzy dokonywali bestialskich mordów na mieszkańcach. Te opowieści połączone z aktami, starymi dokumentami i zdjęciami sprawiają, że historia staje się bliska i naprawdę ciekawa nie tylko dla nas, ale i dla młodych ludzi.•

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół