• facebook
  • rss
  • Po drugiej stronie ulicy

    dodane 13.11.2014 00:00

    – Lepszych sąsiadów nie mogłam sobie wymarzyć. Cisi, spokojni, tajemniczy i zawsze pomocni. Ich obecność sprawia, że nigdy nie czuję się samotna – wyznaje Teresa Chmielińska-Ertel.

    Wybierając wymarzone miejsce do zamieszkania, wiele osób dokładnie sprawdza jego lokalizację. Przed zakupem potencjalni nabywcy chcą wiedzieć, czy jest to miejsce spokojne, cieszące się dobrą sławą. Ważne jest także, jak daleko położone jest od najbliższego sklepu, szpitala, szkoły czy kościoła. Nie bez znaczenia jest również widok z okna. Sąsiedztwo cmentarza często dyskwalifikuje ofertę. A szkoda. Bo – jak zapewniają mieszkający vis à vis nekropolii – lepszej lokalizacji daleko szukać.

    Bezpieczna ostoja

    W Skierniewicach, Kutnie, Łowiczu, Żyrardowie istnieje kilka cmentarzy. Niektóre z nich powstały stosunkowo niedawno. Inne mają już swoją bogatą historię i są świadkami wydarzeń życia wielu pokoleń. Na łowickim cmentarzu katedralnym przy jednym z grobów rozmowę ze swoim mężem prowadzi pani Marianna. Nie ma tygodnia, by tu nie zaglądała. Przychodzi, bo tęskni za pogaduszkami, które toczyła z mężem Janem przy stole, na kanapie i podczas spacerów. Jego śmierć nie przerwała ich niezwykłego porozumienia. – Dialogu, a właściwie monologu z tymi, którzy odeszli, nauczyłam się, będąc dzieckiem – opowiada pani Marianna. – Przed wojną mieszkałam w Warszawie niedaleko cmentarza Bródnowskiego. Każdego dnia w okolicach południa razem z mamą i rodzeństwem chodziliśmy tam na „Anioł Pański”. Później, gdy z nieba leciały bomby i Niemcy dobijali się do drzwi, mama kazała nam biec na cmentarz i tam się chować. Już wtedy to miejsce kojarzyło mi się z bezpieczną ostoją. Jeszcze mocniej związałam się z nim po śmierci mamy, która zginęła w 1944 roku. Przez cały czas nauki w szkole, a potem także w czasie studiów przychodziłam do niej na cmentarz i opowiadałam o tym, co się u mnie działo, z czym miałam trudności i co było moim sukcesem. Każdą rozmowę zaczynałam w ten sam sposób, od pytania: „Pewnie chcesz wiedzieć, co u mnie słychać?”. Moi dalsi znajomi, gdy im mówiłam, że idę do mamy, myśleli nawet, że ona nie mieszka z nami, dlatego często ją odwiedzam. Dzięki tym wizytom przez te wszystkie lata nie czułam się sierotą. Brakowało mi jedynie jej przytulenia – mówi pani Marianna, która na cmentarzu poznała swojego męża. – Janek przychodził na grób swojego ojca, którego zastrzeliło gestapo. Kiedy był już pełnoletni, pewnego razu zapytał, czy może mnie odprowadzić do domu. No i tak to się zaczęło. Nasze randki wiele razy odbywały się na cmentarzu, pod okiem rodziców. Po ślubie, zamiast na wesele, przyszliśmy na cmentarz. Potem przez lata to miejsce było naszym ulubionym. Tak było aż do wyprowadzki do Łowicza. Przyszliśmy tu do córki – opowiada pani Marianna, dla której śmierć jest niczym innym niż „przejściem na drugą stronę ulicy”. – Wiem, że to, co powiem, może dziwić, ale taka jest prawda. Od śmierci męża z utęsknieniem czekam na zielone światło. Bardzo chciałabym już być tam, gdzie nie ma bólu i tęsknoty. Wiem, że jak po śmierci otworzę oczy, zobaczę swojego Jasia i rodziców – dodaje, nie kryjąc wzruszenia.

    Paszport do nieba

    Bliskość cmentarza i kościoła ma wpływ także na życie Edyty Sukiennik, która mieszka naprzeciw najstarszego w Skierniewicach cmentarza św. Rocha. – To miejsce oddziałuje bardzo pozytywnie na moje życie, duchowość i relacje z innymi ludźmi – mówi. – Moje okna wychodzą na tę nekropolię. Muszę przyznać, że jest to niezwykłe miejsce, na którym spoczywa wielu zacnych ludzi. Ich bliskość przypomina mi o tym, co jest najważniejsze w życiu i co jest na końcu mojej drogi. Druga droga! By mieć siłę nią iść, trzeba dzielić się okruszynami dobra i karmić Eucharystią, która zapewne będzie paszportem do nieba – mówi Edyta, która patrząc przez okno, nieraz modli się za zmarłych i stara się być z nimi w stałym kontakcie. – Kiedy jest mi ciężko, powierzam im swoje kłopoty. Za pomoc rewanżuję się modlitwą. Niezwykłe sąsiedztwo jest także inspiracją w mojej pracy zawodowej. Jako farmaceutka głowię się nad tym, jakie medykamenty podać cierpiącym klientom. W takich chwilach nieraz uświadamiam sobie, że najlepszym lekarstwem są leki duchowe. O ich „dostarczenie” proszę dusze czyśćcowe – dodaje. O niezwykłym sąsiedztwie cmentarza długo mogłaby opowiadać także Teresa Chmielińska-Ertel, która od 1936 r. mieszka naprzeciw cmentarza św. Józefa w Skierniewicach. – Nigdy nie czułam się tu jakoś nieswojo. Przeciwnie. Żadna dusza nie zrobiła mi też krzywdy. Kiedyś, gdy sprzątałam grób teściowej, zobaczyłam jakąś białą postać. Nie wiem, czy było to przewidzenie, czy co innego. Spojrzałam na nią i bez strachu wróciłam do pracy. Cmentarz to w końcu ich dom, więc mogą tu robić, co chcą. Przychodząc tu, jestem ich gościem. A trzeba przyznać, że mam tu wielu bliskich i przyjaciół. Leżą tu moi rodzice, siostra i dwóch mężów. Wszystkich często odwiedzam. W płomieniach świec przypominam sobie ich twarze. Idąc, pozdrawiam także koleżanki i znajomych. Nikogo się nie boję. Zresztą od dziecka tak było. Kiedy na podwórku słyszeliśmy bijące dzwony, biegliśmy co sił w nogach i dołączaliśmy do żałobników. Ileż ja się tu naśpiewałam pieśni żałobnych! Bardzo lubiłam oddawać zmarłym tę ostatnią przysługę. Później cmentarz był moim papierkiem lakmusowym, gdy idzie o chłopaków. Kiedy się do mnie zalecali, zabierałam ich tu na spacer. Jak któryś się wzbraniał albo był zmieszany, wiedziałam, że ma coś za kołnierzem. Kiedy był spokojny, wiedziałam, że to dobry chłopak. Bliskość cmentarza sprawiała także, że chłopcy nie mogli przesiadywać do późnych godzin, bo potem w drodze powrotnej mieli stracha – śmieje się pani Teresa. Świat zmarłych jest dla niej równorzędnym światem w stosunku do świata żywych. Pracując w ogrodzie, karmiąc koty i psy, gdy tylko usłyszy dźwięk dzwonu bądź trąbki, zawsze na chwilę się zatrzymuje i odmawia modlitwy za tych, którzy odeszli.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół