• facebook
  • rss
  • Z bronią paciorkową

    Agnieszka Napiórkowska

    |

    Gość Łowicki 49/2014

    dodane 04.12.2014 00:00

    – Pani Agnieszka mówiła, że długo nie wiedziała, jakie jest jej powołanie, siostra chciała mieć męża i gromadkę dzieci, a ja przez lata wiedziałem, że na pewno nie chcę być księdzem – mówił w Dmosinie Mateusz Wojtczak, kleryk V roku WSD w Łowiczu.

    W niedzielę 23 listopada, w uroczystość Chrystusa Króla, z naszą akcją ewangelizacyjną gościliśmy w parafii pw. św. Andrzeja Apostoła i św. Małgorzaty Dziewicy i Męczennicy w Dmosinie. Podczas Eucharystii, której przewodniczył ks. Tadeusz Jaros, proboszcz parafii, modliliśmy się o święte powołania do małżeństwa, kapłaństwa i życia konsekrowanego. W modlitwę włączyli się także parafianie, wśród których byli przedstawiciele wszystkich wspólnot i grup parafialnych, s. Anna Maria Pudełko, apostolinka, oraz kleryk Mateusz.

    Już bez wymówek

    Msza św. w Dmosinie miała uroczysty charakter. Ze względu na Niedzielę Chrystusa Króla Wszechświata wierni podczas specjalnych modlitw prosili o to, aby Jezus królował w ich życiu. Podczas liturgii wzywano także wstawiennictwa św. Ojca Pio, prosząc go o pomoc w sprawach zdrowotnych, w kłopotach rodzinnych i uwolnieniu od uzależnień. Akcja ewangelizacyjna „Rośnij z Gościem” zbiegła się także z niedzielą powołaniową, organizowaną w parafiach przez Wyższe Seminarium Duchowne w Łowiczu. Z tego względu przez cały dzień we wspólnocie przebywał kleryk Mateusz, który na wszystkich Mszach św. opowiadał o swojej drodze powołania, przyjaźni z Jezusem i formacji seminaryjnej. – Jako mały chłopak wcale nie garnąłem się do kościoła – mówił kleryk. – W niedzielę zawsze szukałem wymówek, by tam nie pójść – a to źle się czułem, a to musiałem pójść do babci, a to miałem dużo zadane... Później, w starszych klasach, zrobiłem sobie przerwę od Kościoła. Kiedy przyszedł czas na bierzmowanie, przeraziłem się liczbą Mszy św. i nabożeństw, w których trzeba było uczestniczyć. Chciałem zrezygnować. Przekonała mnie jednak mama, mówiąc, że bez tego sakramentu będę miał kłopoty ze ślubem i byciem chrzestnym – wspominał Mateusz, który podczas jednego z pierwszych spotkań usłyszał o możliwości wyjechania na Mszę św. z modlitwą o uzdrowienie. – Ponieważ jechała tam dziewczyna, która bardzo mi się podobała, chcąc na niej zrobić wrażenie, pojechałem. Tam po raz pierwszy mocno poczułem dotyk Boga. Poczułem, że On jest i działa. To był punkt zwrotny. Zacząłem się więcej modlić i zbliżać do Chrystusa. Z miesiąca na miesiąc odkrywałem też pragnienie bycia księdzem. Dziś jestem już na piątym roku. Chcę być księdzem, mimo że wiele osób mi to odradzało, mówiąc, że 50 lat temu taka decyzja była może i dobra, ale w dzisiejszych czasach to kiepski pomysł i inwestycja – opowiadał. O swojej drodze odkrywania powołania opowiadały także s. Anna Maria i niżej podpisana. – Nawet nie wiecie, jak bardzo się cieszę, że tu przyjechaliście – powiedziała po Mszy św. pani Małgorzata. – Wasze świadectwa były odpowiedzią Pana Boga na moje dylematy. Teraz wiem, że nie mogę ustawać w modlitwie. Słuchając was, odzyskałam zapał do walki i modlitwy.

    Bogactwo doświadczeń

    Mówiąc o modlitwie, warto podkreślić, że dmosińska parafia należy do wspólnot, w których wiele spraw udaje się załatwić i zorganizować wespół z Maryją. Część parafian należy do 13 kół różańcowych, wśród których są dwie róże rodziców modlących się za dzieci, dwa koła dziecięco-młodzieżowe i jedno męskie. Wszyscy ich członkowie zapewniają, że modlitwa różańcowa jest najlepszą tarczą i skuteczną bronią zmieniającą świat i budującą wspólnotę. – Modląc się każdego dnia za swoje dzieci, wiem, że są bezpieczne – mówi Teresa Pawliczak, zelatorka koła rodziców im. Jana Pawła II, które powstało 16 października 2008 r. – Dziś nie wyobrażam sobie dnia bez tej modlitwy. Bardzo lubię ten czas spędzony z Maryją, której powierzam nie tylko swoje dzieci, ale także uczniów, których na mojej drodze Bóg postawił – zaznacza pani Teresa, która razem z innymi różami współorganizuje uroczystości parafialne, zwłaszcza te związane z rocznicami urodzin, wyboru czy śmierci św. Jana Pawła II. Tradycją parafii jest także to, że przez tydzień każdego dnia przed Mszą św. wieczorną jedno z kół prowadzi modlitwę. – O tym, że wspólna modlitwa jest wielką łaską, zapewniały mnie nieraz panie przez lata należące do kół Żywego Różańca – mówi Krystyna Kotecka. – Od kiedy sama założyłam drugie koło rodziców im. św. Rity, na własnej skórze doświadczam tego błogosławieństwa. Już w samym jego powstaniu czułam palec Boży i interwencję Jana Pawła II, który jest mi bardzo bliski. Na dwa dni przed jego kanonizacją udało mi się zebrać wszystkie osoby potrzebne do założenia koła. Był to pierwszy znak, że to dobry pomysł. Kolejnymi są owoce, o których można opowiadać godzinami – dodaje. Wiele łask i dobra widocznego w parafii wypraszają i czynią także członkowie innych wspólnot i grup. Od lat prężnie działają tu: Wspólnota św. Ojca Pio, parafialna Caritas, grupa AA, krąg Domowego Kościoła, schole dziecięca i młodzieżowa, ministranci i lektorzy, a także rada parafialna. – Muszę przyznać, że jest tu spora grupa wiernych mocno zaangażowana w życie parafii. Oni mnie mobilizują do pracy i służby. Większość inicjatyw, jak choćby wyjazdy wakacyjne dla dzieci, w których co roku bierze udział około 50 uczniów, czuwania modlitewne czy piknik parafialny, to inicjatywy oddolne – przyznaje ks. proboszcz. Dmosińscy parafianie, w odpowiedzi na naszą akcję, postanowili każdego dnia modlić się o... święte rodziny.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół