• facebook
  • rss
  • Starczy na cały rok

    Monika Augustyniak

    |

    Gość Łowicki 51-52/2014

    dodane 18.12.2014 00:00

    – Kiedy zobaczyłam, jak wiele rodzin nadal czeka, pomyślałam: „Trudno, najwyżej nie wyjedziemy na ferie, ale musimy pomóc choć jeszcze jednej” – mówi Dorota Lechowicz.

    Wydaje się, że grudzień to najgorszy miesiąc na pomaganie innym. Prezenty dla bliskich, multum jedzenia, ozdoby świąteczne, może jakiś wyjazd – na to można wydać każdą sumę pieniędzy. A jednak właśnie w grudniu tysiące Polaków odmawiają sobie komfortu i spełnienia zachcianek, by obdarować paczkami świątecznymi tych, którzy na co dzień doznają niedostatku. W tym roku – podobnie, jak w poprzednim – w Szlachetną Paczkę włączyli się także mieszkańcy diecezji łowickiej, a stworzenie dwóch nowych rejonów pozwoliło na dotarcie z pomocą do kilkudziesięciu kolejnych rodzin.

    Lista potrzeb x 10

    – Rok temu byłam wolontariuszem w Kutnie i pomyślałam, że także u nas, w Żychlinie, trzeba otworzyć rejon, żeby jak największa liczba rodzin miała szansę na pomoc – mówi Aleksandra Jankowska. Razem z 11 wolontariuszami odwiedzili 50 rodzin, a spośród nich wybrali 22, które kwalifikują się do wzięcia udziału w akcji. Mówią o ogromnym nakładzie pracy, stałym zaangażowaniu i wielkim wysiłku, ale jeszcze bardziej podkreślają satysfakcję, jaką zyskują dzięki ofiarowanej pomocy. – W naszym rejonie jest wiele naprawdę potrzebujących rodzin, więc widzimy, że nasza praca ma sens – opowiada pani Aleksandra. – Na co dzień pracuję i studiuję, więc nie jest to takie proste wygospodarować czas na kolejne aktywności, zwłaszcza że jako lider zaczęłam swoje przygotowania już w lipcu. Ale wolontariat to dopełnienie mojego życia, coś, co sprawia, że czuję się potrzebna. Zwłaszcza że stworzyliśmy z wolontariuszami niezwykle zgraną paczkę, przez co praca szła żwawo i była czystą przyjemnością. A rodziny, którym pomagaliśmy, okazały się niezwykle wdzięczne – opowiada i dodaje, że bez wątpienia za rok również zaangażuje się w Szlachetną Paczkę. W tym roku po przerwie rejon otworzyli także młodzi i młodzi duchem ze Skierniewic. Kilkunastu wolontariuszy pod dowództwem Jana Piecki zebrało pomoc dla 25 rodzin. – Okazało się, że skierniewiczanie mają niezwykły potencjał jako darczyńcy. Po kilku dniach wszystkie nasze rodziny miały już swoich „Mikołajów”, więc przydzielono nam kilka rodzin z okolic. I dla nich również znaleźli się ofiarodawcy. Zresztą wystarczy tylko spojrzeć na paczki, które trzeba dowozić busami lub kilkoma samochodami, żeby stwierdzić, że darczyńcy listę potrzeb pomnożyli przez 10 – śmieje się.

    Wychowanie do hojności

    – Dziś otworzyłam ostatnią paczkę herbaty z zeszłorocznej Szlachetnej Paczki. Prezenty, które dostaliśmy, służyły nam cały rok – mówi pani Anna z Bełchowa. Jest samotną matką wychowującą 7-letnie bliźniaczki. Od długiego czasu próbuje podjąć pracę. Bezskutecznie. Utrzymuje się z tego, co podarują jej gmina i sąsiedzi. Kiedy dziewczynki zachorują, niemal wszystkie pieniądze zostają w aptece. – W tym miesiącu zapłaciłam rachunki, bo wiedziałam, że dostaniemy żywność i nie będę musiała się o nią martwić. Szlachetna Paczka jest dla mnie ogromną pomocą na cały rok! – mówi wzruszona. W tym roku do domu pani Anny wolontariusze dowieźli 24 pudła z prezentami. Na dowóz czekają jeszcze 2 tony węgla. Artykuły spożywcze, chemiczne, ubrania i kilka paczek z zabawkami dla dzieci pozwolą nie tylko radośnie i w spokoju przeżyć święta, ale też odłożyć pieniądze na inne potrzeby. Wielu darczyńców twierdzi, że to, co tak bardzo przekonuje ich do Szlachetnej Paczki, to właśnie weryfikacja rodzin i mądra pomoc. – Brałam udział w wielu akcjach charytatywnych, ale ta podoba mi się najbardziej. Nie tylko pomagam na dużą skalę (potrzeby rodzin zazwyczaj są ogromne), ale też daję tym, u których bieda jest niezawiniona – mówi D. Lechowicz, dodając, że stara się oddawać nie z tego, co jej zbywa, ale odmawiać sobie, by podarować innym. W tym roku pani Dorota z mężem i przyjaciółmi objęła opieką 2 rodziny. – Kiedy skończyliśmy paczkę dla jednych, sprawdziłam, że w Polsce zostały jeszcze 82 rodziny bez pomocy. I pomyślałam, że to nieważne, że prawie 19 tys. innych otrzyma paczki, skoro ponad 80 pozostanie bez niczego. Zupełnie tego nie planowaliśmy, ale stwierdziliśmy, że możemy zrezygnować z ferii i wypłacić oszczędności, byle tylko pomóc komuś jeszcze – opowiada. Na szczęście nie musieli tego robić. Po kilku apelach na Facebooku zgłosiło się kilkanaście osób chętnych do pomocy. – Jestem pod wrażeniem tego, jak ludzie się włączają, solidaryzują z nieszczęściem innych. I wciąż mam takie odczucie, że najwięcej i najchętniej pomagają ci, którzy mają najmniej. Cieszę się też, że nasza 4-letnia córka od kilku lat obserwuje nas podczas pomocy potrzebującym. Bardzo to przeżywa, zadaje wiele pytań, zachęcamy ją także do oddania części swoich zabawek. Jestem pewna, że w ten sposób wychowujemy ją i siebie do hojności i szczodrości serca – mówi pani Dorota.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół