• facebook
  • rss
  • Tysiące spraw, o które trzeba zadbać

    Marcin Kowalik


    |

    Gość Łowicki 02/2015

    dodane 08.01.2015 00:00

    Sylwester u nazaretanek. Choć po balu na dzieci czekały już posłane łóżka, nie wszystkie z nich skorzystały. Część towarzyszyła rodzicom podczas Różańca i adoracji w kaplicy. O północy w niebo strzeliły fajerwerki. Zziębniętych rozgrzał potem taniec.


    Wszystkie drogi prowadzą do Żdżar – mogliby powiedzieć uczestnicy sylwestrowej zabawy u sióstr nazaretanek. Niektórzy przejechali nawet kilkaset kilometrów, jak rodzina Zajkowskich spod Giżycka w woj. warmińsko-mazurskim. Pan Dariusz przywiózł żonę Magdalenę i czwórkę dzieci busem. Jak twierdzi, żadne zaspy i zawieje śnieżne nie przeszkodziłyby mu w dotarciu do celu.


    Noworoczne skupienie


    – Przyjeżdżamy głównie dla warsztatów dla małżeństw – mówi D. Zajkowski. – Bardziej nas to przyciąga niż zabawa nowo-
roczna – potwierdza pani Magda-
lena.
Rekolekcje dla rodzin połączone ze świętowaniem przyjścia nowego roku nie są żadną nowością w Żdżarach. Piękny dom rekolekcyjny w pobliżu Nowego Miasta nad Pilicą oferuje doskonałe warunki do odpoczynku w samotności lub z rodziną. Są tu też kaplica, sala konferencyjna i duża jadalnia. Posiłki przygotowują same siostry. Dom nosi imię bł. Franciszki Siedliskiej, założycielki Zgromadzenia Sióstr Najświętszej Rodziny z Nazaretu, która przez wiele lat mieszkała w Żdżarach.


    Przy zgromadzeniu działa Stowarzyszenie Najświętszej Rodziny. Zajmuje się formacją małżeństw i rodzin.
– Od czasu do czas organizujemy wspólne weekendowe spotkania – mówi s. Klara Żygo CSFN, odpowiedzialna za stowarzyszenie w prowincji warszawskiej nazaretanek. – Noworoczne dni skupienia urządzamy już od 10 lat. Pomysł wyszedł od samych rodzin, które w ten nietypowy sposób chciały przywitać nowy rok. To zazwyczaj też pierwsze dni skupienia dla rodzin, które chcą wstąpić do stowarzyszenia. Przyjeżdżają tutaj i przeważnie wiążą się na dłużej ze wspólnotą. Promujemy międzypokoleniowe więzi. Są więc rodziny z rocznym dzieckiem, ale i dziadkowie.


    Wodzirej mówi o Bogu


    Zacieśnianiu więzi przysłużyła się zabawa. Najpierw odbył się bal dla dzieci. Wpadająca w ucho muzyka oraz prowadzenie imprezy spoczęło na dwójce młodych z Projektu Wodzirej. Arkadiusz Jarosiewicz i Jolanta Kowalik przyjechali aż z Lublina. Pan Arek zachęca do zabawy, tworzy odpowiednią atmosferę i – co ciekawe – nie boi się używać słów „Jezus” czy „modlitwa”. Pani Jolanta dba o oprawę muzyczną. Słychać dobre, znane przeboje.


    – Gdy tutaj jechaliśmy, mieliśmy pokój w sercu, że nie będzie to impreza z alkoholem i namolnymi ludźmi, którzy domagają się grania tylko disco polo. Czasami można powiedzieć otwarcie o Bogu, tak jak tutaj, a czasem o wartościach, które zbliżają do Boga. I to staramy się robić, gdy prowadzimy wesela czy bale. Nie robimy niczego, co uwłaczałoby drugiej osobie. Nie nawołujemy do picia alkoholu czy zabaw z podtekstem erotycznym. Zawsze, kiedy wyjeżdżamy w trasę, modlimy się o szczęśliwą podróż, ale też za osoby, dla których będziemy prowadzić zabawę czy wesele – mówi A. Jarosiewicz. – Żeby ludzie dobrze się bawili, muzyka musi być znana, ale staramy się nie puszczać piosenek, które mają zły tekst. Nawet gdy obsługiwaliśmy włoskie wesele, sprawdzaliśmy wszystkie słowa, co nie było łatwe, bo żadne z nas nie zna włoskiego – dodaje J. Kowalik.


    Wodzirej zwrócił uwagę na atmosferę panującą na żdżarskim balu dla dzieci: – Tutaj miło prowadzi się zabawę. Zwykle to jest tak, że rodzice stoją pod ścianą, robią zdjęcia i oceniają. Jeżeli jest propozycja tańca z rodzicami, wyjdą na środek może dwie czy trzy mamy. Tutaj jest inaczej. Inne podejście rodziców widać także w szkołach i przedszkolach, które prowadzą siostry.


    Siostry czuwają


    Choć po balu na dzieci czekały już posłane łóżka, nie wszystkie z nich skorzystały. Część towarzyszyła swoim rodzicom podczas Różańca i adoracji Najświętszego Sakramentu w kaplicy. Te najmłodsze usnęły w ramionach mamy czy taty, którzy uczestniczyli również w dziękczynnej Mszy św. za miniony rok. Kapucyn o. Piotr Zajączkowski OFMCap skończył odprawiać Eucharystię równo o północy, gdy w okolicy rozlegał się huk fajerwerków. Za kilka chwil na dziedzińcu przed domem rekolekcyjnym w górę poszły kolejne. Uczestnicy zabawy także przyłączyli się do radosnego powitania 2015 roku. Trochę zziębnięci wrócili do auli, gdzie rozgrzali się w tańcu. Z zaproszenia wodzireja skorzystały siostry i postulantki a także o. Piotr.
Dwójka małych dzieci państwa Krajewskich z Warszawy spała obok. – Co jakiś czas zaglądamy do nich. Czuwają nad nimi też siostry – mówi Joanna Krajewska. Rodzice są spokojni o dalszy pobyt w Żdżarach. Uczestnicząc w warsztatach, na jakiś czas będą musieli opuścić swoje pociechy. – Myślę, że siostry tak to zorganizowały, że nie ucierpimy ani my, ani nasze dzieci – mówi Piotr Krajewski.


    Małżonkowie, odciążeni w obowiązkach rodzicielskich, mogą skupić się na sobie. Te kilka dni ofiarowują sobie i Bogu. Pod okiem o. Zajączkowskiego, duszpasterza rodzin i twórcy projektu „Kurs na Miłość”, pogłębiają więź małżeńską. – Podczas warsztatów małżonkowie pracują ze sobą w parach. Mają do dyspozycji stolik. To jest ich azyl małżeński. Przy tym stoliku rozmawiają, piszą do siebie listy, wymieniają się poglądami. Chodzi o to, żeby odczuli bliskość emocjonalną. Na co dzień nie mają zazwyczaj na to czasu. Na zajęciach przyswajają pewne zachowania i gesty, które budują ich relację i podtrzymują ją na dobrym poziomie. Są tysiące spraw, o które trzeba zadbać, ale muszą pamiętać, że małżeństwo z racji sakramentu jest w ich życiu wartością najważniejszą. Muszą w nie inwestować. Jeżeli się tego nie robi, to ono umiera – mówi kapucyn.•

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół