• facebook
  • rss
  • Pasaż nad ziemią

    dodane 12.03.2015 00:00

    – Można wiele o tym przeczytać, obejrzeć wiele filmów, ale Gdy człowiek stanie przy wejściu do Lasu Katyńskiego, zaczyna czuć w sobie zupełnie coś innego – mówi bp Andrzej F. Dziuba

    Na przełomie lutego i marca ordynariusz łowicki przebywał w Rosji na zaproszenie Nuncjatury Apostolskiej w Moskwie, w której pracuje ks. prał. Andrzej Józwowicz, kapłan diecezji łowickiej. Bp Dziuba odwiedził Katyń i Smoleńsk, miejsca bliskie Polakom ze względu na tragedie, jakie się tam wydarzyły, oraz Siergiejew Posad – „rosyjską Częstochowę”.

    Rosyjska dusza

    – Pojechałem po raz pierwszy w życiu do Rosji. Nie tylko z szeroko otwartymi oczami, ale i z otwartym sercem, żeby samemu bezpośrednio doświadczyć chociaż namiastki tego wielkiego kraju – mówi bp Dziuba. Z rozmów z nuncjuszem abp. Ivanem Jurkovicem wyłaniał się obraz Kościoła widziany oczami dyplomaty watykańskiego. – Był poprzednio nuncjuszem na Białorusi i Ukrainie. Ma wyjątkowe doświadczenie. Jest Słoweńcem, więc czuje duszę słowiańską. Spotkałem się również z arcybiskupem metropolitą moskiewskim Paolem Pezzim. Dużo dały mi rozmowy z polskimi księżmi i siostrami pracującymi w Rosji, szczególnie w Smoleńsku, gdzie prężnie działają franciszkanie brązowi [z Zakonu Braci Mniejszych – przyp. aut.] oraz z samymi Rosjanami – opowiada ordynariusz łowicki. Przydała się tu znajomość rosyjskiego wyniesiona z czasów szkolnych. Biskup Dziuba sprawował Mszę św. dla Polaków, odwiedził również kościół św. Ludwika. To jedyna katolicka świątynia w Moskwie, która działała przez cały okres istnienia ZSRR. Położony w Siergiejew Posad kompleks klasztorny to centrum duchowe. Jego ranga wzrosła podczas Wielkiej Smuty, kryzysu carstwa. W 1610 r. Polakom udało się zająć Moskwę. Oblegali też ławrę siergiejewską, ale jej nie zdobyli. 16 miesięcy trwała obrona klasztoru i była dla Rosjan tym, czym dla nas obrona Jasnej Góry podczas potopu szwedzkiego. – Z jednej strony widać skłonność do wielkości. Czasami to się objawia w kiczowatych, ogromnych pomnikach i budowlach, szczególnie w Moskwie. Tu nawet samochody muszą być duże. Z drugiej strony są ludzie, którzy, przechodząc obok świątyni, żegnają się trzy razy i skłaniają głowę. Zarówno starsi, jak i młodzi, także małe dzieci. Jest w tej rosyjskiej duszy jakieś odniesienie do Boga. Rosjanie czują, gdy ktoś przyjdzie do cerkwi i okazuje religijność, czy to jest szczere, czy na pokaz – mówi biskup.

    Katyń i Smoleńsk

    Niezwykłym przeżyciem dla bp. Dziuby była wizyta w Katyniu. Emocje dały o sobie znać już przed wejściem do lasu, w którym pochowanych jest 4410 polskich oficerów. To także miejsce spoczynku Rosjan zamordowanych przez NKWD. – Pobyt tam skutkuje całkowitą reinterpretacją tego, co się wie teoretycznie. Można wiele o tym przeczytać, obejrzeć wiele filmów, ale to nie jest to samo. Gdy człowiek stanie przy wejściu do Lasu Katyńskiego, zaczyna czuć w sobie zupełnie coś innego. Symboliczna jest brama, która prowadzi na cmentarz. Jest jedna, ale ma dwa wejścia oznaczone flagami rosyjską i polską. Dla mnie połączenie tych wejść u góry przybiera postać krzyża – mówi ordynariusz. Przez wiele lat w miejscu zbrodni nie było żadnych symboli religijnych. W 1988 r. ówczesne władze zgodziły się, żeby stanął tu krzyż. Przywieziono go z Polski. Stoi nadal. – Byłem przy błogosławieństwie tego krzyża w Warszawie przez prymasa Glempa. Pamiętam, jak ekipa, która jechała go ustawić, wzięła ze sobą wszystkie narzędzia i materiały konieczne do jego instalacji. Łopaty, taczki, nawet wapno i piasek, bo nie wiadomo było, czego się spodziewać – wspomina bp Dziuba. Na miejscu kaźni duże wrażenie zrobiły podziemny dzwon, ołtarz i tabliczki z nazwiskami zamordowanych polskich oficerów. – Taka myśl mnie naszła, że Rosjanie stwarzali pozory nadziei tym oficerom, że jadą do Polski. Musiałem zrobić rewolucję wewnętrzną w patrzeniu na tę zbrodnię. Trudno sobie wyobrazić, że na tak małym terenie pochowanych jest aż tyle osób. Moją uwagę przyciągnął drewniany pasaż, który w pewnym miejscu unosi się nad ziemią, taki, by kroczący po nim nie dotykali stopami miejsca pochówku – mówi. Prosto z Katynia bp Dziuba udał się na miejsce katastrofy samolotu prezydenckiego pod Smoleńsk. – Nie było żadnych drogowskazów czy tabliczek informujących, jak się tam dostać. Miejsce zrobiło na mnie przygnębiające wrażenie. Nie tylko ze względu na tragedię, ale i otoczenie. W odróżnieniu od Katynia, gdzie panowała cisza, tutaj dawały znać o sobie krzykliwe wrony. Smutnego widoku dopełniały roztapiający się śnieg i zachmurzone niebo – opowiada ordynariusz. Odwiedził też Smoleńsk, jedno z najstarszych rosyjskich miast. Znajduje się tam katedra prawosławna. Jest zadbana, w odróżnieniu od kościoła katolickiego, którego władze nie chcą przekazać franciszkanom, chociaż ci prężnie działają i cieszą się wśród miejscowych dużą estymą. – W dzwonnicy przy katedrze są liczne dzwony, ale jednego nie powieszono, bo ma napisy po polsku. Stoi na podwyższeniu. To pokazuje specyfikę myślenia. Takie sygnały wielkoruskie można zauważyć prawie na każdym kroku – komentuje biskup.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół