• facebook
  • rss
  • O życiu bez wstydu

    dodane 26.03.2015 00:00

    – To mój obowiązek. Gdy wiem, że ktoś może zginąć, muszę zrobić wszystko, by do tego nie dopuścić! – mówi Jolanta Świderek.

    O tym, ile zrobili dla drugiego człowieka, nie będą trąbić wielkie rozgłośnie radiowe czy telewizyjne. Nikt nie wystawi im też pomników ani nie uhonoruje tytułami. Owszem, zdarzyło się, że zostali odznaczeni medalami. Jak prawdziwi bohaterowie. I choć z początku nie chcieli przyjąć złotego krążka z wizerunkiem św. Stanisława BM – opiekuna ładu w rodzinie, ostatecznie ucieszyli się z takiego wyróżnienia. Na kilka dni przed Dniem Świętości Życia uczniowie i absolwenci Gimnazjum nr 3 im. I. Krasickiego w Skierniewicach nie mają wątpliwości, że w tym roku także zrobią wszystko, co w ich mocy, by bronić nienarodzonych – podejmą duchową adopcję.

    Misja od ponad 30 lat

    – Pierwszy raz o takiej adopcji usłyszałam w wieku 15 lat na jednych z rekolekcji powołaniowych – wspomina Jolanta Świderek, katechetka z Gimnazjum nr 3 w Skierniewicach. – Od razu podeszłam do tego bardzo poważnie. Nie miałam wątpliwości, że skoro czyjeś życie jest zagrożone, a ja mogę pomóc, to jest to mój obowiązek. Myślę, że to bardzo naturalna potrzeba ratowania życia komuś, kto jest w potrzebie. Dlatego też po zakończeniu pierwszej duchowej adopcji od razu rozpoczęła drugą. A potem trzecią. I kolejne. – I tak przez 30 lat. Oczywiście czasem zdarzały się kilkumiesięczne przerwy, ale nie jestem w stanie zliczyć, ile razy podejmowałam modlitwę za dziecko i jego matkę – opowiada pani Jola. Od początku miała też ogromną potrzebę zachęcania innych do wspierania nienarodzonych. Opowiadała o tym rodzinie, koleżankom, znajomym, przez co kolejni ludzie włączali się w systematyczną modlitwę. Kiedy została katechetką, wykorzystała możliwość ku temu, by jej misja nabrała rozmachu. Dzięki przeprowadzanym lekcjom i akcjom uświadamiającym, czym jest życie, od ponad 10 lat kilkudziesięciu uczniów rocznie podejmuje się modlitwy za dziecko nienarodzone.

    Trudne rozmowy o życiu

    Pierwszą szkołą, w której pani Jola zachęciła dziesiątki uczniów do codziennej modlitwy w obronie życia, było gimnazjum w Głuchowie. – Ks. proboszcz Mieczysław Głowacki był z nas tak dumny, że gromadził nas w kościele, zapraszał fotografa i uwieczniał nasze wizerunki – śmieje się katechetka. Kiedy zaczęła uczyć w skierniewickim gimnazjum, „zabrała” akcję ze sobą. – Każdego roku prowadzę lekcję, na której opowiadam o tym, czym jest życie. Pokazuję slajdy i korzystam z dostępnych pomocy. Zdarza się, że pierwszoklasiści pytają oburzeni: „Dlaczego aborcja jest złem? Przecież to prawo kobiety! Każdy może decydować o swoim ciele!”. Dopiero gdy opisuję dokładnie, na czym polega aborcja, i tłumaczę, że to jedna z brutalniejszych śmierci, jaką można zadać człowiekowi, powoli zmieniają zdanie. A kiedy rozmowa schodzi na temat: „Kiedy zaczyna się życie?”, zadaję uczniom pytanie, czy znają kobietę, która urodziłaby cegłę lub jakieś zwierzę. To znaczy, że każda ciężarna w swoim łonie nosi człowieka. Jest wtedy trochę śmiechu, ale na szczęście te argumenty działają – opowiada katechetka. Potwierdzają to uczniowie. Ci, którzy podejmują adopcję duchową po raz kolejny, mówią, że w ich klasach nie ma zwolenników aborcji. – To, że dowiedzieliśmy się o adopcji duchowej na lekcji, sprawiło, że zaczęliśmy rozmawiać o życiu bez wstydu. Duża część klasy podejmowała modlitwę za nienarodzonych, więc wspieraliśmy się wzajemnie – tłumaczy Adrianna Gielecińska, była uczennica gimnazjum. Monika Sumińska dodaje, że rozmowy na temat życia w wieku dorastania pomagają kształtować światopogląd. – Bardzo się cieszę, że pani Jola tak prężnie działa w obronie życia. To nie tylko szansa, by podjąć konkretne działanie, ale też moment, w którym młodzież zadaje sobie trudne pytania i szuka na nie odpowiedzi. Monika Augustyniak

    Nie kosztuje, działa cuda

    Justyna Kwaczyńska (17 lat) – Wierzę, że moją modlitwą za nienarodzonych mogę wpłynąć na Boga, a On na matkę, która chce dokonać aborcji. Dlatego staram się być zdeterminowana w modlitwie i zanoszę ją przez ręce Maryi. Ona jest kobietą, więc wie, jak rozmawiać z kobietami. Monika Sumińska (17 lat) – Nie tylko sama podejmuję duchową adopcję, ale też zachęcam do tego innych. Być może niektóre matki po prostu nie wiedzą, że aborcja jest zabójstwem. Dlatego chcę wziąć udział w ich trudach noszenia dziecka pod sercem i modlę się, by ono przyszło na świat. Jest to też rodzaj mojego przygotowania do macierzyństwa. Adrianna Gielecińska (17 lat) – Duchowa adopcja to nie tylko ratowanie życia nienarodzonym. To także szkoła wytrwałości w modlitwie i czas zbliżania się do Boga. Podejmując trud codziennej modlitwy, sama wiele na tym zyskuję. Paulina Cieślak (15 lat) – Modlitwa za nienarodzonych nie kosztuje mnie wiele, a działa cuda. Jeśli nie mogę pomóc fizycznie, mogę chociaż wesprzeć duchowo. Poza tym jest to wielka korzyść dla mnie, bo pomagając innym, sama wiele otrzymuję.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół