• facebook
  • rss
  • Zdania mocno podzielone

    Monika Augustyniak

    |

    Gość Łowicki 15/2015

    dodane 09.04.2015 00:00

    – Z jednej strony myślę, że to bardzo przykre, iż pikieta została wycelowana tak osobowo. Jednak takie są właśnie konsekwencje działań i wyborów polityków. Pewnie będą je zbierać do końca swojej kariery – mówi pani Iwona.

    Reakcje były przeróżne. Niektórzy stukali się w głowę, inni podchodzili, żeby podyskutować lub wręcz nieco się pokłócić. Jeszcze inni dopytywali i z uznaniem mówili, że to bardzo dobra akcja. Jedno jest pewne – niemal nikt nie pozostał obojętny. I nic w tym dziwnego, bo obok zdjęć ukazujących rozszarpane ciałka malutkich dzieci poddanych aborcji trudno przejść obojętnie. Zwłaszcza gdy wraz z nimi widnieją zdjęcia lokalnych polityków, których wybory przyczyniły się do tragicznej śmierci z plakatu. W Skierniewicach odbyła się pierwsza w historii pikieta „Stop aborcji”, zorganizowana przez sochaczewską komórkę Fundacji „Pro – Prawo do Życia”.

    W trosce o młodych

    W niedzielę 29 marca na skrzyżowaniu ulic Armii Krajowej i Północnej, w godzinach między 8.30 a 11.30, mieszkańcy zostali zaskoczeni pierwszą pikietą tak dosadnie wyrażającą sprzeciw wobec zabijania nienarodzonych. Nie chodziło jednak o zaprotestowanie przeciwko samej aborcji, ale o niezgodę na popieranie przez polskich polityków prawa aborcyjnego. Na dwóch plakatach pojawiły się, obok drastycznych zdjęć martwych dzieci, twarze prezydenta Polski Bronisława Komorowskiego i skierniewiczanki Doroty Rutkowskiej, posłanki na Sejm RP. Organizatorzy pikiety tłumaczą, że największym problemem jest to, iż ci właśnie politycy, głosując przeciwko życiu, określają się mianem katolików, korzystają z sakramentów świętych i zbierają swoich wyborców spośród ludzi związanych z Kościołem. Dla Iwony i Alberta Wasilewskich, a także Sylwestra Ornafy to nie pierwsza pikieta w życiu. Z kolei pani Katarzyna, nauczycielka z Sochaczewa, po raz pierwszy podjęła decyzję o czynnym uczestnictwie w podobnej akcji. – Ostatnio rozmawiałam ze studentką, która opowiedziała mi o akcji przeprowadzonej na ich uczelni. Jedno ze stowarzyszeń odegrało sąd nad lekarzem, który nie zgodził się dokonać aborcji. Oczywiście, sprawę przegrał z kretesem, a przekaz był bardzo jednoznaczny. To mi uświadomiło, w jak ogromnym zagrożeniu są młodzi ludzie. Nie mają jeszcze doświadczenia macierzyństwa, ruchów dziecka w swoim łonie, oczekiwania na pierwszy krok, pierwsze słowo. I jeśli dostaną się pod wpływ środowisk lobbujących na rzecz aborcji, często zostaną bezbronni wobec indoktrynacji. Stąd moja decyzja o zaangażowaniu się w pikiety. Czy mi się chce? Dla takiej sprawy jak najbardziej – tłumaczy pani Katarzyna.

    Skrajne poglądy

    – Najbardziej przeraża mnie ta hipokryzja – mówi pani Teresa. – Przecież wiemy, że za każdym razem poseł Rutkowska głosuje tak, jak każe partia. Czyli przeciw życiu, a ostatnio też za „konwencją przemocową”. A z drugiej strony widzę ją, jak przystępuje do sakramentów świętych, chodzi do kościoła. Bardzo trudno zrozumieć mi te dwa światopoglądy w jednej osobie. Słyszałam kiedyś, jak pani poseł tłumaczyła, że sumienie sumieniem, a polityka polityką. Zastanawiam się tylko, po co idzie się do polityki, skoro nie chce się forsować swoich poglądów? Tylko po to, żeby utrzymać się na stołku? Modliłam się za panią Dorotę i zastanawiałam, co można by zrobić, żeby uświadomić jej tę dwulicowość. I choć wiem, że dzisiejsza pikieta jest bardzo osobista, a przez to z pewnością bardzo trudna i przykra, mam nadzieję, że uderzy ona nie tyle w osobę, ile w hipokryzję – mówi pani Teresa, zachęcając wyborców, by śledzili głosy oddawane przez wybranych przez siebie polityków. Wśród mieszkańców nie zabrakło też przeciwników akcji. – To skandal, żeby takie demonstracje robić w pobliżu kościoła! – mówił pan Mieczysław. – Od tego jest Sejm, niech tam idą. Kościół ma łączyć, a nie dzielić. I znów w jednym państwie mamy kilka obozów. Tak nie może być! – skarżył się. Inni mówili, że znając osobiście panią poseł, wiedzą, że nie jest ona zwolenniczką aborcji. – A jeśli chodzi o politykę, to rządzi się ona swoimi prawami. Oczywiście, że nas to oburza, że czujemy się oszukani przez tych, na których głosujemy, ale wydaje mi się, że pikiety ze zdjęciami konkretnych osób to stanowczo za dużo – mówił pan Wiesław. Sama pani poseł nie chciała komentować niedzielnej akcji, zaś pikietujący przyznali, że reakcje są bardzo skrajne. – Wielu przechodniów mocno krytykuje tę akcję, stukają się w głowy. Ale są też tacy, którzy mówią, że w końcu ktoś miał odwagę powiedzieć prawdę, bo przecież nie można mieć dwóch sumień – opowiada I. Wasilewska. – Byli też tacy, którzy podchodzili i nie mogli się nadziwić, że pani Dorota głosowała za aborcją dzieci chorych. Jedna z pań mówiła, że ma wnuczkę z zespołem Downa i gdyby wiedziała, nie głosowałaby na panią poseł – dodaje. Wielu mieszkańców miało mieszane uczucia. Z jednej strony było im przykro, że tak osobowo, tak dosadnie. – Z drugiej strony myślę sobie, że gdy człowiek staje się osobą publiczną i ma wpływ na prawodawstwo, jego poglądy również stają się publiczne – mówi pan Artur. Organizatorzy pikiety zapowiadają, że to nieostatnia taka akcja w Skierniewicach.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół