• facebook
  • rss
  • Bo wielkiś Ty...

    Monika Augustyniak

    |

    Gość Łowicki 15/2015

    dodane 09.04.2015 00:00

    Świadectwa. – Miłosierdzie Boże to ratunek dla ludzkości. Jeśli chcemy ocalić człowieka, musimy odmawiać za niego koronkę. Imiennie. Więc ja już „omodliłam” chyba wszystkich znajomych – śmieje się Teresa Jeznach.

    Prawdę o tym niezwykłym obliczu Boga poznają od kilkunastu lat. Poprzez lekturę, modlitwę, sakramenty, trudne doświadczenia. Przekonały się, że to ostatnia deska ratunku nie tylko dla nich samych. Dlatego też nie ustają w wysiłku, by głosić je spotkanym na swojej drodze ludziom. Codziennie modlą się o zbawienie dla całego świata, a jednocześnie uczą się z pokorą przyjmować to, co spotyka je na co dzień.

    Bez żadnego „ale”

    Krystyna Budnik kult do Miłosierdzia Bożego pielęgnuje w sobie od ponad 10 lat. W 2003 r., kiedy jej 14-letnia córka przeszła operację usunięcia guza mózgu, jej świat całkowicie się przewartościował.

    – Zawsze myślałam, że jestem człowiekiem wierzącym. Jednak kiedy przyszło mi zmierzyć się z tak trudnym doświadczeniem, przekonałam się, jak bardzo się myliłam – wspomina. Mówi, że w ciągu kilku miesięcy wszystko nabrało innych barw, a wartościowanie i myślenie uległy ogromnej zmianie.

    Było tak tym bardziej że operacja, choć uratowała życie Malwiny, pozostawiła trwały ślad na jej zdrowiu. – Zaraz po operacji lekarze powiedzieli mi, że wszystko jest w porządku – wspomina pani Krystyna. – Byłam bardzo szczęśliwa. Jednak w nocy obudziłam się z przekonaniem, że jednak coś poszło nie tak. Kiedy rano wpuścili mnie na oddział, dowiedziałam się, że córka miała udar, a jej stan jest bardzo ciężki – opowiada.

    Na pytanie, czy buntowała się przeciwko Bogu, pani Krystyna odpowiada, że nigdy z Nim nie walczyła. Pomimo wielkiego bólu i lęku, jakie jej towarzyszyły, była przekonana, że Boże decyzje są najlepsze i nie warto z nimi dyskutować. Gdy wyszła ze szpitala, przez łzy zaczęła śpiewać jedną ze znanych pieśni: „Bo wielkiś Ty, wielkie dzieła czynisz dziś...”.

    Od tego dnia wszystko się zmieniło. Dziś Malwina ma 26 lat i choć jej stan znacznie się polepszył, jest osobą niepełnosprawną, a przez to wymagającą stałej opieki.

    Miłosierdzie na co dzień

    – Pamiętam, że czas po operacji wypełniony był zadawaniem wielu pytań, uczeniem się nowej roli, nowej sytuacji, w jakiej się znalazłyśmy. Był to też sprawdzian dla znajomych, którzy dość szybko zaczęli odwracać się od cierpienia – wspomina mama Malwiny.

    Szukała odpowiedzi i pocieszenia u Boga. Aż pewnego razu, za namową pani doktor, udała się do Rybna, gdzie Wspólnota Sióstr Służebnic Miłosierdzia Bożego głosi kult Miłosierdzia Bożego. – To miejsce wydało mi się wyjątkowe od momentu, gdy tylko je zobaczyłam. Poznawałam tam nowe, miłosierne oblicze Boga. Ale nie tylko. W tym miejscu Bóg pokazywał mi również prawdę o mnie samej. Podczas modlitwy przed Najświętszym Sakramentem i obrazem Jezusa Miłosiernego wracało do mnie wiele sytuacji z przeszłości, z których nigdy się nie rozliczyłam. Zastanawiałam się też, czy dziś mogę je jakoś naprawić. Po modlitwach i kontemplacji Boga świat stawał się dla mnie bardziej wyraźny, zrozumiały i jednoznaczny. Pewne sytuacje jawiły mi się jako dobre, a inne jako złe. A co więcej, w tym odkrywaniu prawdy o sobie czułam się bardzo kochana i akceptowana. Wręcz przytulana przez Boga – tłumaczy pani Krystyna.

    Dziś jest członkinią Kręgu Miłosierdzia Bożego, który każdego dnia wyprasza łaski dla całego świata. Jednak to, co jest jej najważniejszym zadaniem, to przeżywanie codzienności w pełnym zaufaniu Bogu.

    – Muszę przyznać, że stosunkowo niedawno pogodziłam się z chorobą córki. Jeśli chodzi o mnie, rozumiem moją rolę jako powołanie do tego, by pomagać potrzebującemu. I dobrze mi z tym. Są tacy, którzy pracują za biurkiem, a ja pracuję z człowiekiem, z moją Malwiną. Jednak żarliwie modlę się, by córka odnalazła sens i radość życia, by znalazła swoją pasję i zaczęła się nią cieszyć. Widzę, jak Bóg działa w naszym życiu i nie zostawia nas samych. Choćby w takich drobnych sytuacjach, gdy pociąg się opóźnia, bym ja mogła na niego zdążyć, gdy ktoś „przypadkiem” nas podwiezie, pomoże. Wiem też, że jestem zaproszona do współcierpienia z Jezusem. Tym jest dla mnie Boże miłosierdzie – łaską daną człowiekowi do wykonywania nawet najtrudniejszej woli Boga i godzenia się z nią, w milczeniu i posłuszeństwie.

    «« | « | 1 | 2 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół