• facebook
  • rss
  • Matka Pana wie, co robi

    Agnieszka Napiórkowska

    |

    Gość Łowicki 25/2015

    dodane 18.06.2015 00:00

    – Gdyby przyszło mi jeszcze raz się urodzić, bez wahania po raz drugi wstąpiłabym do służebniczek. Nigdzie indziej nie mogłabym być tak szczęśliwa i spełniona – mówi s. M. Fidencja.

    Zgromadzenie Sióstr Służebniczek Najświętszej Maryi Panny Niepokalanie Poczętej to popularnie służebniczki śląskie. Co ciekawe, założył je świecki mężczyzna. Takie przypadki nie zdarzają się często. Zgromadzenie powstało w połowie XIX w. Czasy, w których się rodziło, to okres zaborów i walk o niepodległość. Za jego początek przyjmuje się dzień 3 maja 1850 r., kiedy w Podrzeczu Edmund Bojanowski otworzył pierwszą wiejską ochronkę. – To był niezwykły człowiek – mówi s. M. Fidencja.

    – Pochodził z rodziny ziemiańskiej. W dzieciństwie bardzo chorował. Kiedy miał cztery lata, matka wyprosiła mu łaskę zdrowia za wstawiennictwem Matki Bożej. Świadomość, że został cudownie ocalony, towarzyszyła mu przez całe życie, w którym Maryja zajmowała szczególne miejsce. Codziennie uczestniczył w Mszy św., nieustannie się modlił i żył sprawami Kościoła. Kiedy wybuchła epidemia, nosił chorym leki. Mimo że nie był ani zakonnikiem, ani księdzem, widząc zaniedbane i pozbawione należytej opieki dzieci, na terenie zaboru pruskiego otworzył dla nich pierwszą ochronkę, czyli coś, co miało chronić przed złem. Opiekę nad dziećmi powierzył trzem wiejskim dziewczętom – opowiada siostra.

    W ochronce pod życzliwą, ale i wymagającą opieką E. Bojanowskiego kształtowały się nie tylko dzieci, ale również pierwsze służebniczki. Niezwiązanym żadnymi ślubami dziewczętom założyciel przedstawił pomysł składania przyrzeczeń wytrwania w służbie przez określony czas. Początki zgromadzenia nie były jednak łatwe. Pomysł E. Bojanowskiego budził wiele kontrowersji. Jeden z duchownych pisał: „Uważam za rzecz nieprzyzwoitą, a nawet niebezpieczną, aby dziewice świeckiej osobie, a do tego mężczyźnie posłuszeństwo ślubować miały, a świecka osoba nie powinna się mieszać do interesów sumień osób zakonnych”.

    Złe opinie nie zatrzymały dzieła. Nowością było to, że do rodzącego się zgromadzenia mogły wstępować także ubogie dziewczęta, które ciężką pracą miały zarobić na utrzymanie. W 1856 roku został otworzony dom nowicjatu zgromadzenia w Jaszkowie, który przyjmował licznie zgłaszające się kandydatki. Polityka zaborców wrogo nastawionych do sióstr, utrudniająca kontakt między powstającymi domami, doprowadziła do podziału gromadzenia na służebniczki: starowiejskie, śląskie, dębickie i wielkopolskie. 100. rocznica powstania pierwszego domu, a później także przygotowania do beatyfikacji założyciela doprowadziły do utworzenia federacji służebniczek.

    Dziś służebniczki śląskie działają w trzech prowincjach polskich – opolskiej, katowickiej i warszawskiej oraz dwóch zagranicznych – kolońskiej i czesko-słowackiej. Mają domy zakonne we Włoszech, Francji, Kanadzie, na Ukrainie i Białorusi. Jak wyjaśnia s. M. Bonifilia, przełożona łowickiej wspólnoty, w której obecnie przebywają trzy siostry, służebniczki śląskie podejmują liczne dzieła charytatywno-apostolskie. Prowadzą przedszkola, pracują w szkołach, szpitalach i zakładach opiekuńczych. Obecne są także na misjach. Zgromadzenie liczy około 700 sióstr. Łowicka wspólnota istnieje od momentu utworzenia diecezji, czyli od 1992 r.

    – Kiedy bp Alojzy Orszulik został ordynariuszem łowickim, zaprosił siostry do Łowicza. Zgromadzenie było mu dobrze znane z pracy w sekretariacie Episkopatu Polski. Na początku w jego rezydencji prowadziłyśmy biuro, kuchnię i dom. Pracy nie brakowało, bo biskup przez dwa lata nie miał ani sekretarza, ani kapelana. Po przejściu na emeryturę, na prośbę biskupa, przeszłyśmy do jego domu, by dalej służyć mu pomocą – wyjaśnia s. Fidencja. – Jestem służebniczką, bo tego chciała Maryja. Ona też przyprowadziła mnie do tego zgromadzenia, mimo że od dziecka zaprzyjaźniona byłam z elżbietankami. Dziś wiem, że Matka Pana wiedziała, co robi. Nigdzie nie byłoby mi lepiej – zapewnia s. M. Regina.

    Słowa bł. Edmunda Bojanowskiego

    Każda dobra dusza jest jako ta świeca, która sama się spala, a innym przyświeca. (…) Wy, serca szlachetne, wy weźcie się do pracy. Dobre uczynki niechaj będą sierpem, a zasługi będą snopami, które przed sobą wyślecie do spichlerza Ojca Niebieskiego.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół