• facebook
  • rss
  • Mogę się spektakularnie wywalić...

    Monika Augustyniak

    |

    Gość Łowicki 27/2015

    dodane 02.07.2015 00:00

    – Myślę czasem, że nasza grupa teatralna to jakiś fenomen. Znamy się jak łyse konie, robimy kawał dobrej roboty, a przy tym świetnie się bawimy – mówi Maryla Wencek.

    Zabawa, improwizacja, ucieczka od szarej rzeczywistości, przyjaźń, odstresowanie, niesienie radości najmłodszym, ale też ciężka praca i spora dawka adrenaliny – te i wiele innych skojarzeń przywołują aktorzy „Truskawkowych Rodziców” na pytanie, czym jest dla nich udział w teatrze. Do niedawna adresatami ich przedstawień byli najmłodsi – podopieczni skierniewickiego Przedszkola nr 4, przy którym działa teatr. Ostatnio aktorzy amatorzy występują przed znacznie szerszą publicznością, a swoim talentem i zaangażowaniem pomagają w zbiórkach pieniędzy dla potrzebujących. 28 czerwca zagrali podczas imprezy charytatywnej, z której dochód przeznaczony był na leczenie Tomka Michałowskiego ze Skierniewic.

    Stroje ze wszystkiego

    Zaczęło się od malutkiego teatrzyku, jakich nie brakuje przy wielu przedszkolach. Początkowo w jego skład wchodziło 7 mam i babcia. Proste przedstawienia, które miały cieszyć przedszkolaków. Pierwszym reżyserem była Beata Pacocha, przedszkolanka. Z czasem skład aktorski rozrastał się, a występy nabierały rozmachu. Dziś w skład zespołu wchodzi 24 aktorów, w tym 16 dorosłych (mamy, tatusiowie, babcie, ojciec chrzestny i przedszkolanki) oraz 8 dzieci (część z nich to absolwenci przedszkola). Za scenografię i garderobę w ogromnej mierze odpowiada Bożena Smolińska, przedszkolanka. Opowiadając o strojach do tegorocznego przedstawienia, jakim jest „Lampa Alladyna”, wspomina o spodniach uszytych z 50-letnich zasłonek, chustach z ciucholandu i innych rarytasach wynalezionych gdzie tylko się da. Mózgiem teatru, reżyserem, twórcą scenariuszów, a także menedżerem jest Aneta Maszewska-Szymczak, która od 2012 r. przejęła stery nad grupą. Nie ukrywa, że to ciężka, bardzo absorbująca praca, ale też zajęcie, które daje mnóstwo satysfakcji.

    – Scenariusze powstają na podstawie wielu bajek, filmów, przedstawień – zdradza reżyser. – Łączę je w jedno i dodaję swoje pomysły. Czasem zajmuje to 3 tygodnie, czasem 4 dni. W naszych przedstawieniach jest coraz więcej śpiewanych na żywo piosenek i tańca, więc można śmiało powiedzieć, że wymagania wciąż rosną – dodaje. Tego samego zdania są aktorzy. Przyznają, że kiedyś wystarczyły im dwie, trzy próby i wszystko było gotowe. Teraz potrzeba znacznie więcej spotkań, ale i to okazuje się ogromną zaletą...

    Wymagająca publiczność

    – Kiedyś przyszłam na przedstawienie „Truskawkowych Rodziców” jako wizytator i obiecałam sobie i córce, że gdy zostanie przedszkolakiem, przyłączę się do trupy aktorskiej. Byłam zachwycona! – wspomina Iwona Górniak. Takie same doświadczenia mają Beata Krzesak i Aneta Nowak. – Kiedy oglądałam pierwsze przedstawienie, niemal się popłakałam. Kiedyś chciałam zostać aktorką, więc pomyślałam, że to świetna okazja, by połączyć marzenia z przeszłości z dobrze spędzonym czasem z dziećmi, które również chętnie dołączyły do teatru. Obecne przedstawienie jest już siódmym, w którym bierzemy udział. Moje dzieci nie chodzą już do przedszkola, ale nikt z nas nie zamierza rozstawać się z teatrem – śmieje się pani Aneta.

    I nie jest jedyną osobą, która swój udział w przedstawieniach określiła jako „dożywotni”. Aktorzy nie ukrywają, że nie jest łatwo połączyć rodzicielstwo i pracę zawodową z dodatkowymi próbami i uczeniem się ról po nocach, jednak mówią, że to niewielka cena za tak świetną zabawę.

    – Po pierwsze – widzimy, jak wielką radość dajemy dzieciom – tłumaczy Maciej Białek, który w najnowszym przedstawieniu gra Alladyna. – Dzieci reagują bardzo żywiołowo na to, co widzą na scenie. Kiedy kogoś rozpoznają, krzyczą, że to jego mama czy tata. I, co ciekawe, to właśnie dzieci są najbardziej wymagającą publicznością. Jak przedstawienie będzie nudne, szybko dadzą nam to odczuć. Stąd tyle piosenek, ruchu i żywych, kolorowych strojów. Poza tym to już drugie przedstawienie, z którego dochód przeznaczony jest na cele charytatywne, a to trudno przecenić – podkreśla.

    Inni aktorzy szybko dodają, że często reakcje dzieci sprawiają, że gafy i pomyłki wchodzą do repertuaru. – W zasadzie do końca nie wiemy, co kto zagra – mówi pani Iwona. – Pamiętam, że gdy grałam macochę Kopciuszka, już na scenie przyszła mi do głowy myśl, że mogę się spektakularnie wywalić. Kiedy to zrobiłam, reszta aktorów nie wiedziała, czy to było zamierzone, czy może trzeba mi pomóc po takiej wywrotce – śmieje się.

    „Truskawkowi Rodzice” zżyli się z sobą. – Mija ponad 10 lat, od kiedy jestem w składzie grupy i muszę przyznać, że nigdy nie było tak zgranej ekipy i dobrej atmosfery, jak teraz – mówi pani Maryla, która wstąpiła do zespołu jako babcia przedszkolaka. – Najważniejsze jest chyba to, że nikt z nas nie gwiazdorzy, wiemy, że tylko razem możemy dokonać wielkich rzeczy.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół