• facebook
  • rss
  • Niespodzianka dla Zbyszka

    Marcin Kowalik

    |

    Gość Łowicki 29/2015

    dodane 16.07.2015 00:00

    Biegiem na Jasną Górę. Było słońce, były wiatr, deszcz, w nocy tylko 8 st. C, o świcie mgła, a rano ulewa. Ale przede wszystkim była ogromna satysfakcja.

    Pod koniec czerwca odbyła się trzecia 24-godzinna Sztafetowa Pielgrzymka Biegowa z Łowicza do Częstochowy. Jej organizatorem i pomysłodawcą był porucznik Służby Więziennej Ernest Polit. Większość biegaczy to funkcjonariusze Zakładu Karnego w Łowiczu. Jednym z zamierzeń pielgrzymki jest promocja regionu łowickiego. Na starcie biegowej wyprawy burmistrz miasta Krzysztof Jan Kaliński nie krył zadowolenia z tego, że wpisała się w tradycję łowickiego pielgrzymowania.

    Cichy bohater

    Grupę dziewięciu biegaczy tworzyło sześciu mundurowych, dwoje cywilów i ks. Bogdan Skóra, kapelan ZK w Łowiczu. Część z nich należy do klubu biegowego R-Team Łowicz. Liczne kontuzje, a także sprawy osobiste sprawiły, że skład był o połowę mniejszy niż w pierwszych dwóch edycjach. Wpłynęło to na formułę biegu. Trasa pozostała ta sama. Do przebycia biegacze mieli 221 km. Jednak poza dwoma odcinkami – początkowym i końcowym – biegli sami. Wcześniej 5- lub 10-kilometrowe etapy (w zależności od możliwości) pokonywali w parach. Na trasie biegacze spotkali się z wyrazami sympatii, jak chociażby wtedy, gdy grupa motocyklistów jadących z naprzeciwka pozdrawiała uczestników klaksonami albo gdy kierowcy samochodów zwalniali po to, by wesprzeć gestami i słowami biegnących pielgrzymów. Nieoczekiwane wsparcie okazał im ppor. Robert Stępniewski, na co dzień wychowawca i oficer prasowy łowickiej jednostki penitencjarnej. To cichy bohater pielgrzymki. Towarzyszył biegaczom całą drogę, jadąc obok nich na rowerze, choć jeszcze rano przed startem nie miał takich planów. – Być może gdybym psychicznie się do tego przygotowywał, mogłoby się nie udać – żartuje R. Stępniewski. Ok. 30 km przed Częstochową nie było mu do śmiechu. – Odnowiła mi się kontuzja kolana, ale głupio byłoby się w tym momencie poddać i zejść z roweru. Pierwotnie miałem go zostawić w miejscu zbiórki – przed bramą zakładu. Na jazdę rowerem namówiło mnie kilku kolegów. Na początku nie myślałem o przejechaniu całej trasy, wszak to 220 km. chciałem jedynie towarzyszyć biegaczom, którzy pokonywali dystans pojedynczo, aby dodawać im otuchy. Po pokonaniu 100. kilometra zaświtała myśl dojechania rowerem do końca, choć było to już niemałym wyzwaniem – opowiada. Pierwotne założenie było takie, że ppor. Stępniewski miał robić zdjęcia biegaczom, ale jechać w busie, tuż obok pilota pielgrzymki...

    Ziomek w sutannie

    Najgorzej było biec nocą. Kilometry dłużyły się niesamowicie. Narastały zmęczenie i tzw. zakwasy. Owszem, można było zdrzemnąć się w busie, jednak nie wystarczało to do zregenerowania w pełni organizmu. Przykład powinien iść z góry. Z takiego założenia wyszedł por. Polit. Wziął na siebie najdłuższy odcinek trasy. W sumie ponad 50 km. Niewiele mniej, bo 47 km, w nogach miał sierż. Andrzej Bojanowski z ZK w Garbalinie. Inni przebiegli odcinki od 22 do 37 km. Godzinę i 28 minut przed planowanym czasem uczestnicy pielgrzymki dotarli pod mury jasnogórskiego klasztoru. Ostatni, 4-kilometrowy odcinek pokonali całą grupą w asyście policyjnego motocykla oraz w rzęsistym deszczu, który przemoczył ich do suchej nitki. Nie przesłoniło to jednak satysfakcji z osiągniętego celu. – Ten jest taki sam jak podczas pierwszej pielgrzymki. Oprócz propagowania biegania chcemy pokazać, że negatywny wizerunek Służby Więziennej, jaki kreują media, jest niezgodny z prawdą – mówi E. Polit. Dzięki ks. Andrzejowi Przybylskiemu, rektorowi Wyższego Seminarium Duchownego w Częstochowie, na nietypowych pielgrzymów czekał w refektarzu domu rekolekcyjnego ciepły regeneracyjny posiłek. Ks. Przybylski pochodzi z Walewic, niedaleko Łowicza. Nie zapomniał o swoich ziomkach.

    Zaskoczenie i wzruszenie

    Po krótkim odpoczynku, ciepłej kąpieli i jedzeniu uczestnicy pielgrzymki zakończyli ją Mszą św. w jasnogórskim sanktuarium przed obrazem Matki Bożej Częstochowskiej. Wśród biegaczy był Zbigniew Łaziński, nauczyciel wf. w Zespole Szkół Integracyjnych w Łowiczu. – Do udziału w pielgrzymce namówił mnie Ernest. Regularnie biegam, więc się zgodziłem. Tym bardziej że miałem dla kogo biec – mówi Z. Łaziński. Dopiero podczas Eucharystii dowiedział się, że Msza i bieg odbywały się w intencji jego młodszego, niepełnosprawnego syna Jasia. Zaskoczenie i wzruszenie malowały się na jego twarzy. – To miała być niespodzianka dla Zbyszka – mówi E. Polit. Bieg funkcjonariuszy odbywał się w czasie wolnym od służby. Zastrzyk finansowy z Urzędu Miasta w Łowiczu pozwolił na jego organizację. Ale sporą część kosztów wyprawy pokryli uczestnicy pielgrzymki. Grupę pątników biegaczy tworzyli również: ppor. Gabriel Okraska, st. sierż. sztab. w stanie spoczynku Jacek Brzeziński, kpt. Jakub Jarka, mjr Mirosław Kosiorek oraz jedyna kobieta – Karolina Karasek (startująca w barwach R-Teamu). Pilotem biegu był por. Mariusz Kapusta z ZK w Łowiczu, ratownikiem medycznym – sekc. Rafał Salamon z PSP w Łowiczu, kierowcą pojazdu technicznego – mł. chor. Bartek Kostrzewa z ZK w Łowiczu. – Jestem im wszystkim bardzo wdzięczny. Każdemu. Zarówno biegaczom, jak i członkom obsługi pielgrzymki – mówi E. Polit.•

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół