• facebook
  • rss
  • Krzyże, których już nie ma

    Marcin Kowalik

    |

    Gość Łowicki 47/2015

    dodane 19.11.2015 00:00

    – Gdybym wcześniej włożył kij w to mrowisko, może udałoby się uratować więcej grobów – mówi Piotr Wysocki.

    Jest młodym nauczycielem historii w Zespole Szkół z Oddziałami Integracyjnymi im. Jana Pawła II w Łowiczu, a także doktorantem w Katedrze Historii Polski XIX wieku Instytutu Historii Uniwersytetu Łódzkiego. Dwa lata temu ukazała się jego książka „Cmentarz prawosławny w Łowiczu”. Podczas jej promocji u niektórych odżyły animozje polsko-rosyjskie.

    Najstarsza nekropolia

    Autor uważa, że został źle zrozumiany. – Nie chodziło mi, żeby wywoływać konflikt polsko-rosyjski, ale żeby uratować zabytkowe nagrobki. Myślę, że do czasu ukazania się tej książki nikt poważnie o tym cmentarzu nie myślał – mówi P. Wysocki. Cmentarz przy ul. Listopadowej jest najstarszą nekropolią w Łowiczu. Założony w pobliżu tzw. Gór Szubienicznych, od 1820 r. był miejscem grzebalnym dla ówczesnych łowickich parafii – kolegiackiej i Świętego Ducha. Funkcję tę spełniał stosunkowo krótko. Ze względu na znaczą odległość, parafia świętoduska postarała się o inny teren (obecnie cmentarz Emaus). Wierni z parafii kolegiackiej od 1836 r. zaczęli grzebać zmarłych w nowym miejscu (współczesny cmentarz katedralny). Teren przy Górach Szubienicznych katolicy przekazali prawosławnym, czyli Rosjanom, którzy w czasie zaborów zaczęli osiedlać się w Łowiczu. Jedynym widocznym dzisiaj śladem obecności katolików na cmentarzu prawosławnym jest nagrobek pułkownika Wojsk Polskich Józefa Rzodkiewicza z 1829 roku.

    Do wybuchu I wojny światowej pochowano tam ponad 3 tys. osób. Ostatni pogrzeb odbył się w 2000 roku. Dziś na cmentarzu można znaleźć zaledwie kilkadziesiąt widocznych miejsc pochówku. Większość uległa zniszczeniu. – Jeździłem tam, gdy był w dużo lepszym stanie. Widziałem nagrobki i krzyże. Wszystko porośnięte krzakami. Gdy miałem kilkanaście lat, bałem się tam nawet wejść. Myślałem, że wpadnę do jakiegoś grobu. Na zdjęciach, które zrobiłem później, uwieczniłem dwa krzyże, których teraz już nie ma – mówi P. Wysocki. Poznikały także inne metalowe elementy nagrobków, głównie ażurowe ogrodzenia. Prawdopodobnie ukradli je zbieracze złomu.

    Ekumenizm na cmentarzu

    Cmentarz nie ma zarządcy. Powodem jest nieuregulowany stan prawny. Po odzyskaniu przez Polskę niepodległości w 1918 r. powołano dozór cmentarny, składający się z prawosławnych mieszkańców miasta. Komplikacje pojawiły się po zakończeniu II wojny światowej. Jeszcze w czasie działań wojennych na wydzielonym terenie cmentarza pochowano żołnierzy polskich poległych w 1939 roku. W 1945 i 1948 r. w oddzielnej kwaterze spoczęli żołnierze radzieccy. Nie oznaczało to jednak, że cmentarz jest własnością miasta. Po wojnie nie udało się bowiem ustalić prawnego właściciela gruntu, dlatego przeszedł w samoistne posiadanie Skarbu Państwa. Przekazanie go stronie prawosławnej wymaga zgody Komisji Regulacyjnej ds. Polskiego Autokefalicznego Kościoła Prawosławnego. Jednocześnie władze Łowicza ubiegają się o wyodrębnienie z cmentarza prawosławnego części, na której pochowani są polscy żołnierze. Ani miasto Łowicz, ani Polski Autokefaliczny Kościół Prawosławny, nie mając do tego terenu prawa własności, nie mogą podjąć odpowiednich prac porządkowo-konserwatorskich. Co pewien czas z inicjatywy Urzędu Miasta w Łowiczu przeprowadzana była na cmentarzu wycinka dziko rosnących krzaków i zarośli. Nie odbywało się to jednak regularnie.

    Piotr Wysocki zachęcił do działania „Dziesiątaków”, czyli członków Stowarzyszenia Historycznego im. 10. Pułku Piechoty. W tym roku trzykrotnie porządkowali teren cmentarza. Do sprzątania przyłączyły się osoby także spoza stowarzyszenia. Przybyli nawet przedstawiciele prawosławnej parafii św. Aleksandra Newskiego z Łodzi, którzy są jednocześnie członkami łódzkiego oddziału Stowarzyszenia „Bractwo Prawosławne świętych Cyryla i Metodego”. Dzięki zaangażowaniu wolontariuszy udało się odsłonić zabytkowe neoklasycystyczne nagrobki, które do tej pory pozostawały niedostępne dla odwiedzających nekropolię.

    To niejedyne działania, które pozwalają zachować pamięć o pochowanych tu osobach. Ksiądz Adam Domański, proboszcz parafii Matki Bożej Nieustającej Pomocy w Łowiczu, razem z parafianami co roku w listopadzie nawiedzają cmentarz. Przechadzając się wśród mogił, oplatają modlitwą różańcową zarówno polskich żołnierzy, jak i pochowanych prawosławnych. – To jest bardzo pozytywne w dobie, kiedy zalewani jesteśmy religiami niechrześcijańskimi. To świadectwo łączności chrześcijaństwa, bo przecież modlimy się do jednego Boga. Czy ta modlitwa wychodzi od wiernego lub księdza katolickiego, czy wiernego lub księdza prawosławnego, to tą modlitwą zraszamy dusze zmarłych – mówi ks. Jakub Dmitruk z łódzkiej cerkwi św. Aleksandra Newskiego.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół