• facebook
  • rss
  • Święci do zadań specjalnych

    dodane 03.12.2015 00:00

    „Wierzę w świętych obcowanie” – to dla ks. Dariusza Szeląga nie jest pusty frazes. Święci są jego przyjaciółmi. Niektórzy nawet z nim... mieszkają.

    W pokoju wikariuszowskim w Łęczycy ma ołtarzyk, a na nim relikwiarze bł. Bolesławy Lament, bł. Edmunda Bojanowskiego i św. o. Pio. Wyżej, na ścianie, wiszą oprawione wizerunek i relikwie szczególnie mu bliskiego świętego – papieża Jana XXIII. Przez ich wstawiennictwo zwraca się do Boga o pomoc w różnych sprawach. I jeszcze się nie zawiódł.


    Relikwie jak bilet


    Najpierw zamieszkała z nim łowiczanka bł. Bolesława. – Pracowałem 5 lat w parafii Świętego Ducha w Łowiczu. Miałem kult do błogosławionej, założycielki Zgromadzenia Sióstr Świętej Rodziny. To wielka propagatorka jedności chrześcijan. Wyprzedziła swoją epokę. Gdy odchodziłem do innej parafii, poprosiłem matkę generalną zgromadzenia o relikwie matki Bolesławy. Pamiętam, jak przyjechałem w odwiedziny do ks. Władysława Moczarskiego, proboszcza świętoduskiej parafii. Powiedział: „Jest tutaj przesyłka od sióstr”. W środku były relikwie – opowiada ks. Szeląg.
Wcześniej zaprzyjaźnił się z Janem XXIII. Jeszcze zanim został ogłoszonym świętym. – Pisałem pracę magisterską o wychowaniu do pokoju. Czytałem encyklikę Jana XXIII „Pacem in terris”. Od tego momentu mam głębokie nabożeństwo do niego – mówi ks. Dariusz.
Poprosił swojego kolegę o pomoc. Ksiądz Radosław Czarniak studiował w Rzymie. Napisał po włosku prośbę o papieskie relikwie. Do Polski wysłał je osobisty sekretarz Jana XXIII kard. Loris Capovilla. Te relikwie stały się przepustką na plac św. Piotra podczas kanonizacji papieży Jana Pawła II i Jana XXIII.
– Nie udało mi się zdobyć biletu. Z relikwiami w rękach przechodziłem przez poszczególne bramki. Zatrzymano mnie dopiero na ostatniej, przy wejściu do sektora dla księży. Trzymałem te relikwie jak żebrak. Chyba w życiu tak się nie modliłem. Po 20 minutach jeden z gwardzistów szwajcarskich podszedł do mnie. Wyciąga bilet i przeprowadza mnie przez bramkę. Dla mnie to już wtedy była kanonizacja – żartuje ks. Dariusz.
Jan XXIII stał się da niego wzorem kapłana i człowieka. – Dobroć papieża mnie inspiruje do tego, żeby być dobrym księdzem, choć nie zawsze mi to wychodzi. Jan XXIII podchodził do życia z pewna rezerwą i z poczuciem humoru. Z drugiej strony uważał się za wielkiego grzesznika. Nigdy nie chował urazy względem drugiego człowieka i zawsze przebaczał. Był człowiekiem głębokiej modlitwy. Jak się czyta jego „Dziennik duszy”, to tak, jakby się czytało „Dzienniczek” św. Faustyny. To jest mój orędownik czystości. Napisał, że nigdy nie zgrzeszył nawet myślą nieczystą, ale o tę czystość modlił się przez całe życie. Modlę się o to za jego wstawiennictwem – mówi ks. Szeląg.


    Tylko szerz tam kult


    Znany święty kapucyn o. Pio jest dla ks. Dariusza patronem kapłaństwa. – Jest mi bliski, bo 16 czerwca, w pierwszą rocznicę moich święceń, został ogłoszony świętym. Był gorliwym spowiednikiem. Jak mam trudne spowiedzi, a nawet przed swoją spowiedzią zawsze modlę się za jego wstawiennictwem za siebie i za innych. Wszystkim chorym czy tym, którzy mają kryzysy wiary, polecam modlitwę za przyczyną tego świętego. Jeżeli trzeba, to przekazuję relikwie. Nawet na tydzień, bo nie po to są, żeby stały tylko u mnie – mówi kapłan.
Nasączony krwią skrawek bandaża świętego kapucyna trafił do ks. Szeląga też dzięki koledze. Ksiądz Andrzej Wacławiak odprawiał kiedyś rekolekcje na Jasnej Górze. Spotkał tam kapucyna, który był odpowiedzialny za rozdzielanie relikwii św. Pio w Polsce.
Z kolei relikwie bł. Edmunda Bojanowskiego pojawiły się u ks. Dariusza dzięki jednej z sióstr ze zgromadzenia służebniczek, założonego przez błogosławionego. – Zakonnica, która pochodzi z mojej rodzinnej wioski, zobaczyła mój ołtarzyk z relikwiami. „A to nie masz naszego bł. Edmunda?!”. Odpowiedziałem: „Ale to nie jest pytanie do mnie. Jeśli chcesz, żebym miał, to mi je załatw”. Otrzymałem... razem z relikwiarzem. Gdy zadzwoniłem z podziękowaniami, usłyszałem: „No, tylko szerz tam kult” – opowiada ks. Szeląg.
Błogosławiony Edmund jest dla niego orędownikiem w pracy katechety. Modli się za jego wstawiennictwem za uczniów, którzy sprawiają mu kłopoty wychowawcze. – To niezwykła postać. Można długo o nim mówić. Zaniosłem jego relikwiarz do szkoły. Powiedziałem uczniom, że za przyczyną tego błogosławionego modlę się za nich – mówi ks. Dariusz.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół