• facebook
  • rss
  • 30 całusów dla Dzieciątka

    Agnieszka Napiórkowska

    |

    Gość Łowicki 51-52/2015

    dodane 17.12.2015 00:15

    Święta w klasztorze. – Pierwsze Boże Narodzenie za klauzurą przepłakałam z tęsknoty i wzruszenia. Dziś jest to czas, którego nie mogę się doczekać – mówi s. Ludwika, bernardynka łowicka.

    Jak wyglądają święta Bożego Narodzenia w klasztorze? Czy ojcowie, bracia i siostry zakonne ubierają choinkę, czy zostawiają wolne nakrycie, czy dzielą się opłatkiem i jedzą 12 potraw? Jasne, że tak. Adwent, a później Boże Narodzenie i Nowy Rok w wielu wspólnotach są pełne symboli, niezwykłych tradycji i znaków. W tym roku, zasiadając na wolnym miejscu przy stole wspólnot franciszkańskich, z nimi będziemy wieczerzać, łamać się opłatkiem, śpiewać kolędy i adorować małego Jezusa złożonego w żłobie.

    Żywy Jezus i maślanka

    – Nie wszyscy wiedzą, że pierwszą szopkę i Mszę pasterską zawdzięczamy św. Franciszkowi z Asyżu – mówi o. Krzysztof Oniszczuk, gwardian miedniewickiego klasztoru. – W 1223 r. św. Franciszek przygotował pierwszą szopkę w Greccio we Włoszech. W Wigilię Bożego Narodzenia zwołał braci i miejscowy lud do jaskini w lesie, w której przygotowano żłóbek ze słomą i sianem. Przyprowadzono owce, wołu i osła. W takim otoczeniu o północy odprawiono Eucharystię, aby Boże Dziecię pod postaciami chleba i wina mogło przyjść tak samo, jak w stajence betlejemskiej. Przed ołtarzem w żłobie leżała figurka małego Jezusa. Jak mówi legenda, obecni widzieli, że gdy zbliżał się do niej św. Franciszek, figurka ożywała i Jezus wyciągał rączki do Biedaczyny. By pamiętać o tym zdarzeniu, no i oczywiście o narodzinach Jezusa, na naszym stole wigilijnym zawsze na sianku kładziemy figurę Nowonarodzonego – opowiada o. Krzysztof. Wigilia w miedniewickim klasztorze franciszkanów jest szczególna z uwagi na sąsiedztwo sióstr klarysek. Obie wspólnoty wieczerzę jedzą w jednym miejscu, ale – co ciekawe – nie razem. Siostry w swojej rozmównicy przygotowują kolację dla braci. Same jedzą ją w refektarzu za klauzurą. Przed posiłkiem franciszkanie czytają fragment Ewangelii wg św. Łukasza i śpiewają kolędę „Wśród nocnej ciszy”. Później wszystkim współbraciom ojciec gwardian składa życzenia: siły, zdrowia, wierności powołaniu i opieki Bożej Dzieciny. Po przełamaniu się opłatkiem i złożeniu życzeń bracia zasiadają do stołu, na którym znajduje się 12 potraw. W wigilijnym menu zawsze są pierogi z kapustą i grzybami, zupa grzybowa, smażone ryby. Przy posiłku wspomnieniom i opowieściom nie ma końca. 93-letni o. Ignacy Rejch chętnie powraca do wigilii z dzieciństwa. Opowiada o żywym drzewku, na którym płonęły świece, o własnoręcznie wykonywanych ozdobach choinkowych. – Takich choinek dziś już nie ma. Nie robi się już pająków z pajęczyną, bibułkowych aniołów i bombek z kartonu. Ileż trzeba było w to włożyć pracy! Ale efekt był imponujący – zapewnia. Świetna pamięć pozwala zakonnikowi powracać także do wigilii z czasów okupacji. Wówczas posiłek stanowiły maślanka i ziemniaki. – Po wojnie przez kilka lat pierwszego i drugiego dnia świąt w klasztorze zawsze były słodkie kolacje. Podawano ciasto i kakao. Jak ja to uwielbiałem! Zwłaszcza to kakao. Trudno też zapomnieć wieczerze wigilijne w Niepokalanowie. Tam długo czekało się na kolejną potrawę. Ale nie ma się co dziwić. Wówczas wspólnota liczyła ponad 200 osób. Jedliśmy z aluminiowych naczyń – wspomina o. Ignacy. Po wieczerzy zakonnicy i sio- stry klaryski spotykają się na wspólnym śpiewie kolęd. Poprzedza je łamanie się opłatkiem przez kratę. Wieczór kończy uroczysta Msza św. pasterska. – Tego dnia trzy razy łamiemy się opłatkiem: z braćmi, siostrami i wiernymi. W parafii jest zwyczaj składania sobie życzeń po Pasterce. Zawsze wtedy przypomina mi się Wigilia, którą spędziłem w Padwie. Zachwyciły mnie tam przepiękne szopki przed domami i brak postnej kolacji. Do dziś pamiętam tamto zdziwienie. Stół zastawiony był mięsem i owocami morza. Po raz pierwszy poczęstowano mnie ośmiorniczką. Jak poczułem na języku jej przyssawkę, myślałem, że... Wrodzone poczucie taktu sprawiło, że zjadłem. Dziś lubię wszystkie owoce morza. Nic jednak nie pobije grzybowej i pierogów – uśmiecha się ojciec gwardian.

    Opłatkowy maraton i życzenia mądrości

    W klasztorze sióstr bernardynek jaskółką, która mówi o tym, że rozpoczyna się czas przygotowań do narodzin Jezusa, jest roznoszenie opłatków. Każdego roku w opłatkarni siostry wypiekają tysiące białych chlebków. Część same roznoszą po łowickich parafiach. Wizyty w domach są dla nich nie tylko sposobem zarobienia na utrzymanie klasztoru, ale przede wszystkim okazją do dzielenia się radością i wiarą. – Wchodząc do domów, poza opłatkiem, zanoszę też życzenia, radość i pokój – mówi s. Daniela. – Dziś ludzie są asertywni, ale i otwarci. Bardzo rzadko spotykają nas jakieś zaczepki. To tak, jakby dosypać pieprzu do rosołu i on jest wtedy lepszy. W pamięci przechowujemy jedynie dobre spotkania. W tym roku np. pukam do jednego mieszkania i w odpowiedzi słyszę: „Ki diabeł?!”. Odpowiadam, że siostra zakonna z opłatkiem. Po otwarciu drzwi zobaczyłam mężczyznę w średnim wieku na lekkim rauszu. Gdy mnie zobaczył, zrobił duże oczy. Po krótkiej rozmowie i życzeniach tak się rozrzewnił, że aż mnie po rękach wycałował, jakbym jakąś damą była – śmieje się s. Daniela. Siostra nie ukrywa, że Adwent jest w klasztorze czasem wytężonej pracy, zabiegania i zmęczenia. Nie brakuje w nim także refleksji, podjętych postanowień i bardzo radosnych chwil. Jedną z nich jest wspomnienie św. Mikołaja, który przynosi prezenty. W tym roku każda z sióstr otrzymała pierwszy tom liturgii godzin zakonów franciszkańskich. Drugą, równie radosną chwilą jest wspomnienie św. Łucji – dzień imienin przełożonej. Z tej okazji mniszki przygotowują zabawne przedstawienie, pyszne dania à la „Okrasa łamie przepisy”. Wydarzeniem, na którym wielu świeckich pewnie chciałoby się znaleźć za klauzurą, jest wieczór 17 grudnia, przez siostry nazywany Sapientią, czyli wieczorem mądrości. – Jest to dzień, w którym zmieniają się antyfony do pieśni Maryi. Tego dnia wieczorem spożywamy kolację przy świecach. Jemy wtedy ziemniaki, rybę smażoną i surówkę z kapusty deptanej siostrzanymi nogami. Zawsze są też nasze kruche ciasteczka i kompot z suszonych owoców. To jest wstęp do Wigilii. Posiłek poprzedzają życzenia mądrości, kierowane przez przełożoną do wszystkich sióstr. Śpiewamy też antyfonę o mądrości, która ma nas doprowadzić do Betlejem, gdzie rodzi się Boży Syn. Do tego dnia prowadzą nas teksty brewiarzowe – opowiada s. Daniela.

    Jezus nas budzi

    Łowickim bernardynkom nieobce są prace, przy których przed świętami ręce urabia większość kobiet. Na kilka dni przed Wigilią siostry robią generalne porządki, piorą firanki, myją okna, czyszczą podłogi. W ten sposób chcą, by Jezus przyszedł nie tylko do ich czystych serc, ale i do czystych cel, pięknie ozdobionego refektarza i chóru. Wszystkie siostry dzielą się na ekipy od zadań specjalnych, dzięki którym każda wie, co ma robić. Jedna z nich zajmuje się przygotowaniem paczek dla potrzebujących. W Wigilię Bożego Narodzenia rano odwiedza mniszki ordynariusz diecezji. Przybywa do klasztoru, by podzielić się z siostrami opłatkiem. – Wspólnotową wieczorną wieczerzę rozpoczyna śpiew kolęd przy świecach – opowiada s. Ludwika. – Potem jest czas na życzenia, w czasie których topnieją wszystkie urazy i żale. Szczęśliwe zasiadamy do tradycyjnej kolacji, po której są życzenia z kapelanem i czas wolny aż do 23.10. O tej porze zbieramy się przy chórze. Każda siostra trzyma płonącą świecę, a matka przełożona – figurkę Dzieciątka Jezus. Ustawione w dwóch rzędach wyruszamy z procesją po klasztornych korytarzach. Pierwsza siostra, idąc, zapala światła, by podkreślić, że Jezus jest światłością świata. On jest tym, który nas budzi. Gdy docieramy na chór, śpiewamy ostatnią zwrotkę „Bóg się rodzi” i wtedy matka błogosławi nas figurką Jezusa. Po kolei pochodzimy i całujemy Nowonarodzonego na powitanie. Dostaje 30 całusów – tyle, ile jest sióstr w naszym domu. Pasterkę poprzedza liturgia godzin – mówi s. Ludwika. Kolejne dni w łowickim klasztorze są także pełne radości i wrażeń. W Boże Narodzenie część sióstr przebiera się za Świętą Rodzinę, anioły, pasterzy i skoro świt zaczyna budzić współsiostry, wchodząc do ich cel. Mniszka przebrana za Matkę Bożą podaje obudzonej figurkę Jezusa do ucałowania. W zamian za to otrzymuje słodycze. – Reakcje budzonych sióstr są bardzo różne. W największym szoku są te, które przeżywają to pierwszy raz. Wyrwane ze snu krzyczą, śmieją się, zaczynają biegać bez celu. Przez cały dzień nie ma milczenia. Wtedy czytamy korespondencję, która spływała przez Adwent, rozmawiamy, odbieramy telefony. Każdego dnia, aż do Trzech Króli, śpiewamy wspólnie kolędy. Radość z Bożego Narodzenia udziela się wszystkim. Jedynie sylwester jest dniem pokuty i refleksji. Mamy wówczas dzień skupienia. Chwilę przed Mszą św. o północy wszystkie leżymy krzyżem, wynagradzając Bogu za grzechy świata i za wszelkie zło popełnione tej nocy – mówi s. Ludwika.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół