• facebook
  • rss
  • Bez patrzenia wstecz

    dodane 04.02.2016 00:00

    Ślady po tragedii zostały już tylko w sercach i pamięci. 
Budynek Ośrodka Pomocy Społecznej w Makowie, który po pożarze wymagał kapitalnego remontu, został oddany do użytku.

    O dramatycznych wydarzeniach z grudnia 2014 roku, kiedy 63-letni Lech G. oblał benzyną i podpalił dwie urzędniczki, które na skutek poniesionych obrażeń zmarły, trudno zapomnieć. W środę 3 lutego ma zapaść wyrok w tej sprawie. Oskarżonemu grozi dożywocie. W Makowie 25 stycznia na nowo otwarto wyremontowany budynek, który podczas pożaru uległ częściowemu spaleniu. Po remoncie obiekt został wyposażony w zabezpieczenia poprawiające bezpieczeństwo pracowników. W budynku GOPS zamontowano specjalną śluzę. Pojawiły się też trzy okienka, przez które pracownicy kontaktują się z petentami. W urzędzie zainstalowano monitoring i alarmy. Koszt remontu to 548 tys. zł.

    Większość pieniędzy gmina otrzymała z budżetu państwa (424 tys.).

    
– Remontując budynek, zadbaliśmy o większe bezpieczeństwo pracujących tam osób. Wszystko po to, by urzędniczki mogły spokojnie pracować, nie oglądając się co chwilę za siebie – mówi Jerzy Stankiewicz, wójt gminy Maków. – Wydarzenia, które się tu rozegrały, trudno wymazać z pamięci. Ale życie idzie dalej. Nadal trzeba służyć tym, którzy potrzebują pomocy oraz wsparcia. Nie można pielęgnować strachu czy złych wspomnień. Przyjmując zasadę bł. ks. Jerzego Popiełuszki, że zło trzeba dobrem zwyciężać, panie pracują tu tak jak dawniej – nadal bardzo ofiarnie – dodaje wójt Stankiewicz.

    
W uroczystym otwarciu budynku udział wzięli m.in. Elżbieta Bojanowska, podsekretarz stanu, Zbigniew Rau, wojewoda łódzki, oraz Dariusz Klimczak, wicemarszałek województwa łódzkiego.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół