• facebook
  • rss
  • Skuteczny nie tylko w miłości

    nap

    dodane 12.02.2016 22:09

    Czy mężczyźni noszący imię Walenty przyjaźnią się ze swoim patronem, specjalistą od wyznawania miłości?

    Od kilku lat modnym i lubianym świętem jest Dzień Zakochanych, który przypada 14 lutego, we wspomnienie św. Walentego. Gros osób tego dnia obdarowuje się kwiatami, czekoladkami, prezentami i przygotowanymi walentynkami (nawet nasza redakcja ogłosiła w tym roku konkurs na taką walentynkę. Szczegóły TUTAJ). Nie dla wszystkich jednak św. Walenty jest przede wszystkim patronem miłości. Dla pana Walentego Bryla ze Skierniewic św. Walenty to przede wszystkim patron ciężko chorych.

    W diecezji na palcach jednej ręki można policzyć osoby noszące imię Walenty. Jeszcze trudniej znaleźć je u osób młodych. – Rzeczywiście, w swoim życiu nie spotkałem wielu osób noszących to imię. Ja je sobie przyniosłem. Urodziłem się 14 lutego 1959 roku, jako 6. z rodzeństwa. Rodziłem się w szpitalu, bo mama miała problemy zdrowotne i było zagrożenie życia. Mój ojciec, gdy mama znalazła się w szpitalu, modlił się do św. Walentego. Ja zawsze wiedziałem, że on jest patronem od chorób. W moim kościele rodzinnym w Strzelcach Wielkich był obraz z tym świętym – wspomina.

    – W 50. urodziny otworzyłem teczkę, w której były dokumenty ojca. Zauważyłem tam karteczkę. Były to dwa listy. Jeden z 14 lutego 1959 roku, pisany przez ojca do mamy do szpitala. Czytając go, nie mogłem powstrzymać wzruszenia. Tata do mamy pisał w nim tak: „Moja najdroższa Nino! Nie wyobrażasz sobie, jak pusto i ciężko zrobiło się po Twoim wyjeździe. Łzy same spłynęły jak strumienie. Wydawało mi się, że się już nigdy nie zobaczymy. Bóg jednak jest dobry i wysłuchał prośby mojej. Komunię św. ofiarowałem dzisiaj w Twojej intencji. I postanowiłem, że już Ci nigdy nie będę dokuczał, gdy wrócisz do domu, Ukochana. I oto po kilku godzinach strasznej niepewności, przynoszą piękną wiadomość. A więc mam znowu syna, a moja Ukochana czuje się dobrze. Już jadła klopsa. Myślałem, że oszaleję. I znowu łzy. Ale łzy radości. Cieszę się ja, cieszą się wszyscy. (...) Myślę, że imię, jakie sobie przyniósł nasz ostatni syn, będzie Ci się podobało. Tym więcej, że kilka modlitw dziś wysłałem do niego, jako patrona ciężko chorych” – cytuje pan Walenty.  – Drugi list był równie romantyczny i wzruszający. I ten święty ciągle był przy mnie i jest. Potem w rodzinie były przypadki pielgrzymowania do św. Walentego z prośbą o zdrowie. Poznałem też jego życiorys, a nawet legendy mówiące o jego życiu – dodaje skierniewiczanin.

    Święty biskup i męczennik z wykształcenia był lekarzem, zaś z powołania – duchownym. Żył w III w. w Cesarstwie Rzymskim za panowania Klaudiusza II Gockiego. Cesarz ten zabraniał młodym mężczyznom się żenić. Uważał bowiem, że najlepszymi żołnierzami są legioniści niemający rodzin. Zakaz łamał bp Walenty i błogosławił śluby. Został za to wtrącony do więzienia. Tam zakochał się w niewidomej córce swojego strażnika. Podobno pod wpływem tej miłości odzyskała ona wzrok. Gdy o tym dowiedział się cesarz, kazał zabić Walentego. Przed śmiercią skazaniec napisał list do swojej ukochanej, który podpisał: „Od Twojego Walentego”.

    – Ja też pisałem listy. Najpierw do swojej dziewczyny, potem do narzeczonej. Prowadziliśmy czułą korespondencję. Do dziś pamiętam, że jeden z pierwszych listów od Joli przyszedł do mnie 14 lutego. Było w nim jej zdjęcie – wspomina pan Bryl, który od dawna w swoje urodzino-imieniny obdarowuje swoją żonę i córkę kwiatami. – Robię to, mimo że św. Walenty jest dla mnie patronem chorych, a nie miłości. Owszem, muszę mu oddać sprawiedliwość, gdy idzie o żonę – pomógł mi wybrać cudowną kobietę. Czuję też, że on czuwa nad naszą miłością i małżeństwem. Wszędzie, gdzie jestem, szukam miejsc mu poświęconych. Do jednego z nich – do Studziannej – często pielgrzymuję rowerem. Kiedy się modlę, też o nim nie zapominam. To w końcu mój patron. I to bardzo skuteczny.

      Pan Walenty w dniu swoich 50. urodzin znalazł list ojca pisany do jego matki w dzień urodzin syna
    Agnieszka Napiórkowska /Foto Gość

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    Komentowanie dostępne jest tylko dla .

    Reklama

    Zapisane na później

    Pobieranie listy

    Reklama

    przewiń w dół