• facebook
  • rss
  • Gdy się spotkają, to się kłaniają

    Marcin Kowalik

    |

    Gość Łowicki 16/2016

    dodane 14.04.2016 00:00

    Chorągwiarze. – Różnie bywało. Rowy się przeskakiwało i, zamiast na drugiej stronie, lądowało się w wodzie. W niektórych miejscach były takie doły, że trzeba było nadkładać kawał drogi – mówi Jerzy Salamon.

    W każdy Poniedziałek Wielkanocny pola i drogi parafii pw. Matki Bożej Jasnogórskiej w Bobrownikach przemierzają mężczyźni, wypraszając Boże błogosławieństwo. Obchodzą pola należące do swojej wsi, zatrzymując się przy kopcach granicznych. Tam zatykają palmę wielkanocną i odmawiają modlitwę z prośbą o urodzaj. Na czele każdej grupy niesiona jest chorągiew z wizerunkiem Chrystusa Zmartwychwstałego.

    Tradycja przodków

    Wędrówce towarzyszą chóralne śpiewy pieśni wielkanocnych, walenie w kocioł i wybuchy petard. Po drodze mężczyźni kropią wodą święconą pola. Nie żałują jej, gdy zachodzą do poszczególnych posesji. Zdarza się, że niektórych kropią mocniej. Wszak to lany poniedziałek. Ten zwyczaj zachował się w kilkunastu wsiach w Łowickiem. W bobrownickiej parafii przeżywa renesans. – To zasługa księży. Bywało tak, że chodziło nas tylko 10. Kapłani zaczęli zachęcać z ambony, żeby podtrzymywać tę tradycję – mówi Augustyn Barańczyk, który z chorągwią z Bobrownik chodzi od ponad 40 lat. Przejął pałeczkę po swoim teściu. To były czasy, gdy wieś należała do parafii kolegiackiej w Łowiczu. Dopiero gdy wydzielono nową parafię i powstał kościół w Bobrownikach, chorągwiarze zostali bardziej docenieni. W Niedzielę Miłosierdzia spotykają się na Mszy św. w ich intencji. Uczestniczą w niej jeszcze chorągwiarze z Parmy i Placencji, wsi należących do parafii. – Jestem pełen szacunku dla mężczyzn, którzy obchodzą i święcą pola. Cieszę się, że kontynuują tradycję przodków – mówi proboszcz ks. Piotr Sapiński. Według ustnego przekazu, zwyczaj istnieje ponad 150 lat. Ponadto chorągwiarze datki zebrane od mieszkańców przekazują na cele dobroczynne. Najwcześniej, bo o 3.00, wyruszają mieszkańcy Bobrownik. To największa wieś w parafii. Do przejścia mają ok. 25 km. – Jak się już raz pójdzie, to nie ma tak, żeby na następny rok nie pójść. Choć kiedyś nasze żony nie były temu przychylne. Dopiero gdy księża zaczęli to popierać, zmieniły zdanie – mówi J. Salamon. Podstawą ubioru chorągwiarzy są dobre buty. Najlepiej gumowce. Terenów podmokłych tu nie brakuje. Idą niezależnie od pogody. Nawet gdy pada deszcz czy jest śnieżyca. Ale i najstarsi z nich nie pamiętają, żeby wcześniej było tak, jak w 2013 roku. – Śnieg zalegał na polach. Zdarzało się, że wyjmowało się nogę z zaspy już bez buta – opowiada Stanisław Kunat. Trudno w to uwierzyć, ale od lat tereny wsi, które obchodzą chorągwiarze, omijają klęski żywiołowe.

    Dwie chorągwie

    Co pewien czas wymieniana jest chorągiew. Zazwyczaj co 50 lat. Tak się stało w tym roku w Parmie. Przez pola niesione były dwie chorągwie – stara i nowa. Poprzednia powstała w 1966 r., na millennium chrztu Polski. Na kolejny jubileusz, 1050. rocznicę, uszyta została nowa. To podziałało mobilizująco. Zazwyczaj mężczyzn z Parmy chodziło ok. 20. Teraz pojawiło się ich dwa razy więcej. Liczebnością dorównali Bobrownikom. – Przed poświęceniem nowej chorągwi chodziliśmy po byłych chorągwiarzach, żeby przyszli do nas i wielu poszło po 10-letniej przerwie, a nawet i dłuższej. Dlatego nas było tak dużo. Duża w tym zasługa także naszego proboszcza, który nas wychwala i zaprasza ludzi, żeby nas chętnie przyjmowali – mówi Bogdan Bąba, który zaczął chodzić z parmeńską chorągwią, gdy miał 23 lata. – To dość późno, bo teraz chodzą 15-latkowie i młodsi, ale od tamtej pory wyruszam co roku. W sumie już 34 razy – opowiada. Pan Bogdan odnalazł też w starym śpiewniku przedłużoną wersję pieśni „Wesoły nam dzień dziś nastał”. Kiedyś przepisywała tekst dla chorągwiarzy jego córka. Teraz korzystają z wydruku. – To pomaga. „Alleluja” każdy potrafi zaśpiewać, ale dalej czasami był kłopot i trzeba było wracać do początku pieśni – mówi. Wspomina też czasy młodości. Razem z kolegami szedł na pole z chorągwią prosto z wiejskiej zabawy. – Stawialiśmy sobie cel – idziemy na zabawę, ale i idziemy na pola. W jednym roku jeden z nas nie poszedł. Dobrowolnie poddał się później karze. Na głowę wylaliśmy mu wiadro lodowatej wody prosto ze studni – wspomina B. Bąba. W czasie obchodzenia pól zdarza się, że chorągwiarze spotykają się ze sobą. Wtedy zgodnie ze zwyczajem chorągwie „kłaniają się” sobie. Tak było m.in. na granicy Parmy i Placencji. Mężczyźni z tej drugiej wsi też mogą pochwalić się dwiema chorągwiami. Tę z Janem Pawłem II ufundowali na 25-lecie jego pontyfikatu, ale jest większa od innych i za ciężka do noszenia przez pola, więc trzymają ją w kościele. – Nosimy ją tylko w procesjach wokół kościoła. To nasz hołd dla papieża – mówi Dariusz Szymanik. O chorągwiarzach czytaj także na: lowicz.gosc.pl.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    Reklama

    Zapisane na później

    Pobieranie listy

    Reklama

    przewiń w dół