• facebook
  • rss
  • Głos słyszą częściej, niż myślimy

    dodane 21.04.2016 00:00

    O możliwości doświadczenia, jak wygląda seminarium od środka, modlitwie bez agitacji, pytaniach, na które trzeba znaleźć odpowiedź, i powrocie do początków odkrywania własnego powołania z ks. Sławomirem Wasilewskim, rektorem Wyższego Seminarium Duchownego w Łowiczu, rozmawia Agnieszka Napiórkowska.

    Agnieszka Napiórkowska: Za nami trzecia edycja Dni Otwartych w WSD. W tym roku uczestniczyło w nich 10 młodych mężczyzn. Po co są takie dni?

    Ks. Sławomir Wasilewski: Chodzi o umożliwienie młodym ludziom zobaczenia i doświadczenia, jak naprawdę wygląda seminaryjne życie od środka. Po trzech kolejnych edycjach Dni Otwartych wiemy, że udział w nich biorą ludzie wierzący, którzy dzięki trzydniowemu pobytowi w seminarium wzmacniają i pogłębiają swoją wiarę w Boga i duchową z Nim relację, wykorzystują ten czas na indywidualną oraz wspólnotową modlitwę, na rozmowy z alumnami o życiu i byciu chrześcijaninem dziś oraz na rozmowy z moderatorami seminarium, najczęściej dotyczące tematyki szukania woli Bożej i rozeznawaniu życiowego powołania. Nie zamierzamy wmawiać komukolwiek w czasie Dni Otwartych, że na pewno ma powołanie do kapłaństwa i że od razu musi do nas koniecznie dołączyć. Chodzi przede wszystkim o towarzyszenie tym uczniom i studentom oraz pomoc w poszukaniu odpowiedzi na pytania: „Co jest moim powołaniem? Do czego wzywa mnie Bóg bogaty w miłosierdzie? Na jakiej drodze, wraz z Nim, będę najbardziej szczęśliwy? A jeśli Bóg powołuje mnie do pójścia za Nim ku kapłaństwu, to jak znaleźć w sobie tyle wiary i odwagi, aby Mu nie odmówić, lecz odpowiedzieć Powołującemu »tak«?”.

    Uczestnicząc w różnych akcjach i modlitwach o powołania, nieraz słyszę, że w dzisiejszych czasach wiele powołań jest niepodjętych. Czemu tak się dzieje? Jakie trudności w dzisiejszym świecie napotykają młodzi ludzie poszukujący swojego powołania?

    Z jednej strony są to trudności zewnętrzne, które napotykają w otaczającym ich świecie: niezrozumienie ze strony środowiska, znajomych i kolegów dla idei i rzeczywistości powołania, podawanie w wątpliwość autentyczności głosu, jaki w sobie słyszą, czasem nawet otwarty sprzeciw rodziny na ewentualne wstąpienie do seminarium i zostanie księdzem. Mówiąc o trudnościach, trzeba wskazać także na coraz bardziej wrogie nastawienie do Kościoła części społeczeństwa i nagłaśnianie w mediach wszelkich grzechów ludzi Kościoła, postępującą sekularyzację, która nie sprzyja tworzeniu klimatu powołaniowego. Z drugiej strony powoływani przez Boga młodzi ludzie napotykają też trudności w nich samych. Do tych wewnętrznych zaliczyć należy lęk przed dokonaniem radykalnego wyboru, przyzwyczajenie do tymczasowości i szybkiego życia, gdy tymczasem rozeznanie powołania wymaga zatrzymania się, wydłużonej modlitwy, wsłuchania się w to, co mówi Bóg przez swoje słowo, wydarzenia, sytuacje i ludzi. Wiemy z rozmów z młodzieżą, że głos powołania słyszy dziś więcej osób niż nam się wydaje, ale – niestety – wiele z nich nie znajduje w sobie odwagi, by za tym głosem podążyć. Dlatego tak ważne jest wspieranie tych powoływanych przez ich rodziny, przez wspólnoty parafialne, przez nas wszystkich, i otaczanie ich naszą modlitwą.

    Co powinien zrobić młody człowiek zastanawiający się nad drogą swojego życia?

    Przede wszystkim być człowiekiem otwartym na natchnienia Ducha Świętego i na Boże działanie. Człowiekiem przypatrującym się swojemu dotychczasowemu życiu, w którym Bóg był i jest obecny, rozpoznającym znaki czasu i nieprzypadkowość pewnych faktów, wydarzeń, sytuacji. Człowiekiem proszącym na modlitwie Pana o to, by to On dał mu poznać swoją wolę. Warto także, aby człowiek zastanawiający się nad wyborem powołaniowej drogi swego życia nie pozostawał z tym sam na sam, ale znalazł jakiegoś Bożego człowieka godnego zaufania np. rodzica, księdza, spowiednika, z którym mógłby się dzielić tym wszystkim, co aktualnie przeżywa i przez to jeszcze obiektywniej oceniać i odczytywać rzeczywistość z Boskiej perspektywy. Z rozmów z młodymi ludźmi w czasie Dni Otwartych wiemy, że takiego właśnie duchowego towarzyszenia i duchowego wsparcia brakuje im często na co dzień.

    Nie mam wątpliwości, że czas spędzony w seminarium był dla uczestników Dni Otwartych czasem ważnym i bardzo potrzebnym. Czy podobnie o tych dniach myślą alumni i moderatorzy seminarium?

    Bez wątpienia tak. W czasie Dni Otwartych nie odgrywamy żadnych ról i nie udajemy kogoś, kim nie jesteśmy. Pozostajemy sobą. Nasi goście to wyczuwają i chyba między innymi dlatego tak szybko zaczynają się czuć pośród nas i z nami jak w prawdziwej wspólnocie. Jako moderatorzy i alumni seminarium cieszyliśmy się obecnością wszystkich dziesięciu uczestników. Ich obecność, młodzieńczy zapał, uczciwość, dojrzałość i wiara dają powody do żywienia nadziei, że pięknie przeżyją swoje życie z Jezusem. Cieszymy się, że mogliśmy w te trzy dni nawzajem się obdarować dobrem, które pochodzi od Boga, a które jest w nas. Myślę, że patrząc na tych młodych ludzi, mieliśmy także sposobność zobaczenia w nich samych siebie sprzed lat, kiedy to my – podobnie, jak oni dzisiaj – szukaliśmy odpowiedzi na pytanie: „Do czego mnie powołujesz, Boże?”. Z pewnością Dni Otwarte są zawsze dla alumnów i moderatorów dobrą okazją, by wracać myślą do początków naszego powołania i wciąż wracać do tamtej, pierwotnej gorliwości. Poza tym dni te były dla nas, mieszkańców seminarium, czasem wzmożonej modlitwy w intencji już powołanych i wciąż powoływanych. Tak naprawdę w tej modlitwie nadal jesteśmy bardzo blisko wszystkich, którzy wzięli udział w Dniach Otwartych. Otaczamy ich modlitwą, aby wybrali właściwie i byli szczęśliwi w Panu, a jeśli któryś z nich, powołany do kapłaństwa, powróci do nas, to Deo gratias!

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół