• facebook
  • rss
  • Po Rzymie czas na Fatimę

    Agnieszka Napiórkowska

    |

    Gość Łowicki 22/2016

    dodane 26.05.2016 00:00

    Dwóch mieszkańców powiatu kutnowskiego na rowerach próbuje dotrzeć do Santiago de Compostela. Obaj mają za sobą rowerową pielgrzymkę do Wiecznego Miasta.

    Leszek Łopata z Żychlina i Andrzej Michalski z Gołębiewka Starego w drogę wyruszyli 13 maja po porannej Mszy św. w kościele Matki Bożej Wspomożenia Wiernych w Kutnie. Zgodnie z planem podróż ma zająć 40 dni. Pielgrzymi mają do pokonania ponad 4 tys. kilometrów.

    Jeden cel i wspólne intencje

    Obaj panowie są zaprawionymi cyklistami. Obaj też motywację czerpią z intencji, w jakich podróżują. Wspólnymi są dziękczynienie za życie św. Jana Pawła II, prośba o pokój na świecie i o dobre owoce Światowych Dni Młodzieży w Krakowie. Każdy ma też ukryte w sercu własne prośby. Pan Leszek swój trud ofiarowuje m.in. w intencjach rodzinnych, za żonę i dzieci. – W tym roku obchodzimy 40. rocznicę ślubu. Jadę, by podziękować Bogu za Anię, za nasze małżeństwo, wspólne życie – wyznaje pan Leszek.

    – Wiem, że ta pielgrzymka to nie bułka z masłem. W zeszłym roku samotnie dotarłem rowerem do Rzymu. Był to morderczy wyjazd, ale i niezapomniane rekolekcje. To także podróż do swojego wnętrza, walka z przeciwnościami i szkoła hartu. Motywacją jest to, że mam gdzie wracać. Wiem, że w domu czeka na mnie kochająca żona. Ania za nasze małżeństwo dziękowała Maryi podczas Łowickiej Pieszej Pielgrzymki na Jasną Górę. Gdy wyjeżdżałem, ona wędrowała – dodaje pan Leszek. Jak podkreślają obaj panowie, wyruszenie w drogę jest dla nich pewnego rodzaju wyjściem na pustynię. Podczas 40 dni podróży chcą zbliżyć się do Boga. Wiedzą, że o taką łaskę będą modlili się ich proboszczowie i wierni z parafii. Obaj mężczyźni znani są z gorliwości i służby. Pan Leszek od 50 lat służy do Mszy. Dlatego też jego kolejna wyprawa dla wielu jest niezwykłym świadectwem. Andrzej Michalski rowerem pojechał na kanonizację Jana Pawła II, aby osobiście na placu św. Piotra poczuć powiew świętości wielkiego człowieka. Wówczas podróżował pod hasłem: „Panie, uczyń mnie narzędziem Twego pokoju”.

    List i przekąska z much

    Pielgrzymi, podróżując szlakiem św. Jakuba, jadą pod hasłem „Bogaty w miłosierdziu swoim Bóg”. Specjalnie na wyjazd zostało opracowane logo, w którym znajduje się m.in. muszla i oczywiście rower. Bez jednośladu, na którym jest kuchnia, łazienka, a nawet dom (namiot) o zrealizowaniu marzeń nie mogłoby być mowy. Nie dziwi więc, że pielgrzymi starannie dbają o swoje pojazdy. – Spać bym nie poszedł, gdyby rower był brudny. O rower, tak jak o wnętrze, trzeba bardzo dbać. To nasz jedyny środek transportu. Moja maszyna po załadowaniu waży około 30 kg. W 4 sakwach poza odzieżą mam odżywki, zupki, czekolady i … dwie ikony, które w zeszłym roku dostałem od księdza Wiesława Frelka, mojego proboszcza. Wszędzie, gdzie się zatrzymywałem, kiedy wyciągałem je z bagażu, czułem, że nie jestem sam. W tym roku, choć mam partnera podróży, także zabieram je w drogę – wyznaje Leszek Łopata.

    Podobnie jak w ubiegłym roku ks. Frelek przygotował specjalne pismo opatrzone pieczątkami, w którym rekomenduje pielgrzymów. Przygotowany dokument został przetłumaczony na kilka języków. Poprzednim razem podobny list otworzył niejedne drzwi panu Leszkowi. Jest to o tyle ważne, że mężczyźni nie mają zarezerwowanych miejsc noclegowych. Mając taki dokument łatwiej zapukać do jakiejś parafii czy klasztoru. – Nie oczekujemy wiele. Każdy z nas ma swój namiot. Możemy spać gdziekolwiek. Zależy nam na możliwości uczestniczenia we Mszach św. Nasz wyjazd nie jest rajdem tylko pielgrzymką, dlatego duży nacisk kładziemy na sferę duchową. Po drodze będziemy się modlić, śpiewać. Jak znam życie, podczas takich modlitw nie raz zostaniemy nakarmieni przez Stwórcę jakąś muchą czy komarem, ale ciepły posiłek, czy możliwość skorzystania z prysznica jest zawsze cennym darem – mówi z uśmiechem pan Leszek.

    Pierwszego dnia podróży pielgrzymi dotarli do miejscowości Mirosław. Zatrzymali się u państwa Janczaków, którzy opiekują się szlakiem św. Jakuba. Tam dostali coś w rodzaju paszportów, w których zbierają pieczątki, na podstawie których już w Santiago de Compostela otrzymają certyfikat odbycia pielgrzymki. Obaj pielgrzymi codziennie pokonują około 100 km. Do celu swej pielgrzymki planują dotrzeć 13 czerwca, po drodze odwiedzając sanktuarium w Lourdes. Celem jest sanktuarium w Fatimie. Drogę wskazuje im mapa zapisana w sercu i rowerowy gps, który panu Leszkowi podarowała sponsor. Po powrocie zamieścimy szeroką relację z pielgrzymi.

    O pątnikach piszemy także na naszej stronie: lowicz.gosc.pl

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół