• facebook
  • rss
  • Krzyżyk z sercem i legitymacja

    Agnieszka Napiórkowska

    |

    Gość Łowicki 28/2016

    dodane 07.07.2016 00:00

    – W tym roku zostałem Małym Przyjacielem Jezusa. Wiem, że mogę się z Nim przyjaźnić tak, jak z moimi kolegami Sebastianem i Maćkiem. Czasem piszę też do Niego listy. On jest Superprzyjacielem, który zawsze ma czas, dobre słowo i genialne pomysły – mówi Dominik Duda.

    tekst i zdjęcia agnieszka.napiorkowska@gosc.pl Po raz kolejny Miasteczko Krwi Chrystusa w Chrustach zostało opanowane przez dzieci. A wszystko za sprawą Wakacyjnej Akademii Bożej Miłości, potocznie zwanej Świętem Dzieci. W tym roku podczas pierwszego turnusu, w którym uczestniczyło 34 dzieci z różnych stron Polski, formacja i odpoczynek odbywały się pod hasłem: „Miłosierni jak Ojciec”. Rektorem akademii, jak zawsze, był Jezus, a wykładowcami – s. Gertruda i s. Maksymiliana, wspierane przez młodych asystentów nazywanych animatorami. Warto wspomnieć, że w ciągu kilkunastu lat przez akademię przeszło ponad 300 dzieci, z czego 104 zostało Małymi Przyjaciółmi Jezusa.

    Zaszczyt i obowiązek

    Pod okiem sióstr i animatorów, z których większość przeszła przez akademię, uczestnicy rekolekcji nie tylko odpoczywali, ale także troszczyli się o pogłębienie swojej relacji z Jezusem. Pomocą w tym były codzienna modlitwa, „słowo na dzień dobry”, Msze św., konferencje obrazowane przedstawieniami i rysunkami, wspólne odmawianie Koronki do Bożego Miłosierdzia, spontaniczne modlitwy pod krzyżem, „dobranocki”. W programie każdego dnia był również czas zarezerwowany na pracę w grupach, w czasie której dzieci uczyły się samodzielności i budowania jedności. Temu też służyło samodzielne przygotowywanie śniadań i kolacji (z przywiezionych z domu lub kupionych w sklepiku produktów). Bo, jak wiadomo, gdy każdy ma coś innego na talerzu, łatwiej się dzielić. Organizatorzy nie zapomnieli też o zajęciach sportowych, rekreacji i wprowadzaniu dzieci w praktykę życia słowem Bożym.

    – Wakacyjna Akademia Bożej Miłości ma prowadzić uczestników do pogłębionej relacji z Jezusem. By On stał się ich przyjacielem, a przynajmniej kimś bliskim – mówi s. Gertruda, odpowiedzialna za akademię. – Wiemy, że dziś taka przyjaźń z Bogiem nie jest łatwa. Podczas konferencji i różnych spotkań, podczas których wiele mówiliśmy o Bożym miłosierdziu, dzieci doświadczały, że Bóg je kocha. Podchodziły do obrazu „Jezu, ufam Tobie” i patrzyły Miłosiernemu w oczy. Mówiły, że czuły, że On na nie też patrzył. Czuły Jego miłość. Usłyszały także o sądzie Bożym i o potrzebie bycia miłosiernymi wobec innych. Mamy nadzieję, że czas tutaj spędzony wiele wniósł w ich życie, że to, co tu robiliśmy, będzie procentowało po zakończeniu Święta Dzieci i przyniesie błogosławione owoce w przyszłości. U wielu te owoce już widzimy. Większość animatorów „kształciła się” i formowała w naszej akademii. Teraz przyjeżdżają tu, by służyć swoim młodszym braciom, siostrom, koleżankom i kolegom. To wielka radość patrzeć na ich zaangażowanie, ale i relację z Jezusem – przyznaje s. Gertruda.

    Wśród animatorów były osoby pomagające w kuchni i opiekujące się dziećmi. – Po raz pierwszy jestem na zmywaku – mówi Julia Biedrzycka. – Lubię tu być. Kiedyś siostry bardzo pomogły mnie i mojej mamie. Przez chwilę tu mieszkałyśmy. Teraz ja chcę pomóc siostrom. Czas tu spędzony jest czasem wyciszenia, refleksji, odizolowania się od wszystkiego. Tu dostaję radość i uczę się przebaczenia. Siostry zawsze mają dla nas czas. Możemy z nimi o wszystkim porozmawiać – wyznaje Julka. Od lat do Miasteczka przyjeżdża Ola Duda. Najpierw uczestniczyła w rekolekcjach rodzin. Potem sama przeszła przez akademię i wstąpiła do wspólnoty Małych Przyjaciół Jezusa. – To jest mój drugi dom. Panuje tu rodzinna atmosfera. Mam tu wielu przyjaciół. Przyszedł czas, bym teraz ja coś dała za to, co otrzymałam. Zawsze, gdy tu jestem, wzrastam duchowo. Bycie „już nie takim Małym Przyjacielem Jezusa” traktuję jako zaszczyt i obowiązek. Jestem dumna, że On jest nie tylko moim znajomym, ale i Przyjacielem. Świadczę o tym wszędzie, gdzie jestem.

    Noty od cioci Ciszy i Miotełki

    Jak przystało na „szkołę wyższą”, wszystko musi być na wysokim poziomie. Zarówno zabawa, jak i tańce, zajęcia sportowe, porządek, a nawet cisza. Te ostatnie oceniane były przez ciocię Miotełkę i ciocię Ciszę. Nigdy nie było wiadomo, kiedy każda z nich, niezauważona, sprawdzi porządek w pokojach czy przystawi ucho do drzwi, sprawdzając ciszę nocną. Owoce ich pracy w postaci przyznanych punktów każdego dnia rano widniały na tablicy z punktacją. Nie wszyscy, widząc swoje noty, mieli powody do radości. Nikt jednak się nie zniechęcał. Każdy dzień spędzony w akademii miał nie tylko hasło przewodnie, ale także konkretne wyzwana i zadania. Podczas dnia sportu, poza wyjściem na basen, były też wspólne zabawy i start w zawodach, w których konkurencje kończyły się bólem brzucha od śmiechu. – W czasie rywalizacji podkreślamy, że najpierw chodzi o dobrą zabawę, a potem o rywalizację. Zachowanie tej kolejności jest bardzo ważne – podkreśla s. Gertruda. Był też dzień twórczości, podczas którego każda grupa przygotowywała coś dla innych. Pomysłów nie brakowało. Były serca z dobrym słowem, tańce, a nawet wiersze. Każda z grup miała także dyżur liturgiczny, kuchenny oraz porządkowy. O nudzie nie było mowy. – Jest tu naprawdę fajnie – mówi 11-letni Jaś Stankiewicz. – Byliśmy na basenie. Siostra bardzo dużo opowiadała nam o Jezusie. Mogliśmy też zadawać jej pytania. Nawet w sklepiku były dobre ceny. Podczas zabawy i modlitwy czułem bliskość Jezusa – dodaje Jaś. Zadowolony był także Piotr Wolski. – W domu nie miałbym co robić. Mama mnie tu zapisała. Rekreacje, zabawy są super. No i animatorzy nie są surowi. Jestem zadowolony. W przyszłym roku też tu przyjadę – zapowiada.

    List i krzyżyk z serduszkiem

    Ważnym dniem była sobota. Podczas Mszy św. pięcioro dzieci wstąpiło do wspólnoty Małych Przyjaciół Jezusa. Na znak przyjaźni każde z nich napisało list, w którym musiały znaleźć się trzy słowa klucze: „dziękuję”, „przepraszam”, „proszę”. Listy były bardzo osobiste, mimo to nie były prywatną korespondencją. Każde z dzieci po homilii swój list czytało na głos. Znakiem przynależności był krzyżyk z czerwonym sercem i legitymacja Małego Przyjaciela Jezusa. Warto dodać, że Mali Przyjaciele Jezusa otrzymują od s. Gertrudy raz w miesiącu (poza wakacjami) list formacyjny z konkretnym zadaniem. Są też zapraszani na dwa spotkania w ciągu roku. – Ten dzień jest dla mnie bardzo ważny. Rodzice mocno mi kibicowali. Do sióstr na rekolekcje przyjeżdżałem, będąc u mamy w brzuchu, a potem z całą rodziną na rekolekcje rodzin. Teraz sam podjąłem decyzję o tym, że chcę pogłębiać swoją przyjaźń z Jezusem. Jest bardzo szczęśliwy – mówi wzruszony Dominik Duda. Pełen emocji i wzruszeń dzień zakończył kolorowy wieczór, podczas którego grupy prezentowały małe spektakle z przesłaniem. Radosne, zabawne, ale i głębokie przedstawienia śmiało można nazwać Ewangelią na scenie.•

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół