• facebook
  • rss
  • Przemienieni spod znaku pelikana

    Agnieszka Napiórkowska

    |

    Gość Łowicki 32/2016

    dodane 04.08.2016 00:00

    Na to spotkanie czekali wiele miesięcy, a niektórzy nawet kilka lat. Możliwość słuchania następcy św. Piotra była niezapomnianym przeżyciem. A jego słowa – duchowym programem do zrealizowania.

    Dziś śmiało można powiedzieć, że Miasteczko Łowickie było fenomenem. Mówili tak wszyscy, którzy tu przybywali. Na polu, które przez lata rodziło zboże i kukurydzę, przez tydzień (a nawet dwa) siano słowo Boże. Przyzwyczajona do wydawania dobrych owoców ziemia nie zawiodła. Głoszona na niej Ewangelia poruszała serca młodych diecezjan, którzy, wpatrując się w pelikana – symbol Chrystusa Eucharystycznego, znajdujący się także w herbie Łowicza i łowickich biskupów – uczyli się, jak być miłosiernymi i wiarygodnymi.

    Ofiarność ekip

    Patrząc na doskonale działające pole namiotowe, czasem trudno uwierzyć, że się to udało. A jednak. Zgodnie z tym, co było zapowiadane, w Śledziejowicach, miejscowości oddalonej o 2 km od Campus Misericordiae, miejsca wydarzeń centralnych ŚDM, przez tydzień sprawnie działało pole wielogwiazdkowe z kaplicą z Najświętszym Sakramentem, zapleczem kuchennym, toaletami oraz prysznicami z ciepłą i zimną wodą. Na ogrodzonym terenie, pilnie strzeżonym przez ochronę, stanęły: polowy szpital, „remiza” strażacka, kotłownia, chłodnia, sklep i techniczne okno życia, w którym jednorazowo można było naładować 130 telefonów czy power banków. Ostatniego dnia funkcjonowania miasteczka podziw był jeszcze większy, bo wszystko, co zostało zaplanowane i ustawione, działało sprawnie i bez zarzutu, ułatwiając młodzieży funkcjonowanie, skupienie i budowanie relacji. Ekipy do zadań specjalnych miały co robić. Lekarze, strażacy, grupa specjalna zwana kwaterką, posługująca w kuchni i na całym terenie, a także 30-osobowa ekipa księży dali z siebie wszystko. Jedni starali się o to, by każdego dnia rano i wieczorem dostępny był wrzątek, by sprawnie rozdawano obiady. Inni przez cały tydzień dbali o porządek na terenie i pod prysznicami. Nie brakowało też tych, którzy poza czuwaniem nad tym, by jedynym ogniem był ten pochodzący od Ducha Świętego, pomagali także przy powrotach do domu, marszu i okopywaniu namiotów. W 700-osobowej społeczności przy upałach i ulewach każdego dnia znajdował się ktoś, kto potrzebował pomocy lekarza czy ratownika. Żadna z osób źle się czujących nie została odesłana z kwitkiem. Odsyłani, i to nieraz, byli natomiast nieproszeni goście. – Tak sprawnie działającej ochrony można było nam zazdrościć – mówi ks. Tomasz Staszewski, wicekoordynator ŚDM w diecezji łowickiej. – Nieraz zdarzało się, że komuś udało się dojść bez identyfikatora i wejściówki pod ołtarz papieski, a nie udało się wejść na nasz teren. Znajomi, których to spotkało, nie mogli wyjść z zadziwienia. Panowie czuwający nad bezpieczeństwem młodzieży wykazali się profesjonalizmem na każdym kroku. O ich skrupulatności przekonał się ks. Adam Bednarczyk, nasz koordynator. Wyjeżdżając pierwszego dnia poza teren miasteczka, nie zabrał identyfikatora. Kiedy wracał, okazało się, że ochrona odmówiła mu wjazdu. Dopiero po potwierdzeniu, kim jest, został wpuszczony – uśmiecha się ks. Tomasz. Mimo sprawnie działającej ochrony, miasteczko nie było miejscem wyizolowanym. Gospodarze i okoliczni mieszkańcy uczestniczyli w nim w Eucharystiach, a zagubieni przybysze uzyskiwali pomoc i ciepły posiłek. O tym, co działo się każdego dnia w Śledziejowicach, można było dowiedzieć się, nie tylko wchodząc na stronę internetową „Gościa Łowickiego”, ale także Radia Victoria.

    Cud będzie kontynuowany

    Przy organizacji Miasteczka Łowickiego zarówno biskupom, jak i duszpasterzom zależało na tym, by stworzyć dla młodzieży z diecezji miejsce, w którym będzie mogła komfortowo przeżywać spotkania formacyjne i centralne z udziałem papieża. Zamierzony plan udało się osiągnąć. Wspólne mieszkanie młodych z różnych stron diecezji wraz z kapłanami i siostrami zakonnymi służyło integracji, otwartości, a także budowaniu relacji przyjaźni. Dla samych duszpasterzy było dogodną sytuacją do służby. Przez cały dzień młodzież mogła prosić o spowiedź czy rozmowę. Niezwykłej atmosfery i otwartości młodych ludzi gratulowali bp. Andrzejowi F. Dziubie inni biskupi, zwłaszcza ci, którym przyszło głosić w miasteczku katechezy. Nic więc dziwnego, że projekt realizowany w Śledzejowicach nie zakończy się 1 sierpnia. O tym, że będzie on kontynuowany w nieco zmienionej formie, zapewnił biskup ordynariusz. – Nasze Miasteczko Łowickie to piękny cud, który stworzyliśmy razem. To piękny cud Bożego miłosierdzia. Poczujcie ten dar. Myślę, że nasze miasteczko to fenomen między Łowiczem i Rzymem, bo takiego drugiego nie ma. Ono było jedyne i unikatowe, dlatego tak bardzo gratulowali mi go biskupi, którzy tutaj byli. Gratulowali mi, że stawialiście pytania, których w innych miejscach nie było. Dziękuję wam, że daliście jeszcze jedno świadectwo swojego zaangażowania. Wy tu jesteście żywi, żywi swoją wiarą, może czasem słabą, utykającą, a czasem fantastyczną. Dlatego to miasteczko ma sens, dlatego było ono potrzebne. Dlatego też nie możemy go zakończyć pobytem w Śledziejowicach. Myślę, że Pan Bóg by nam tego nie wybaczył. Już dziś wszystkim zapraszam do kontynuowania tego dzieła, któremu nadal będzie przewodził ks. Adam Bednarczyk – mówił do młodzieży biskup ordynariusz.

    «« | « | 1 | 2 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół