• facebook
  • rss
  • Moje brudne księżniczki i Bóg

    Monika Augustyniak

    |

    Gość Łowicki 32/2016

    dodane 04.08.2016 00:00

    – Przywiozłem do tego lasu moją rodzinę, całe moje życie, problemy, konflikty, a Bóg spojrzał na nas i powiedział: „Teraz Ja się tym zajmę” – opowiada Tomasz Lechowicz.

    Śmieją się, że część rodziny i znajomych, patrząc na nich, stukała się w głowę i z niedowierzaniem pytała: „Pod namiot? Bez prądu i bieżącej wody? Do dzikiej Puszczy Augustowskiej? Z małymi dziećmi?!”. Nie zważali na to. Tych 19 małżeństw wiedziało, że jest wiele możliwości wyjazdów rekolekcyjnych do miejsc ucywilizowanych i w pełni komfortowych. Uznali jednak, że Jezioro Płaskie, przepiękne okoliczności przyrody i dzikie warunki są nieodłączną częścią rekolekcji potocznie zwanych „Mikaszówką”, od wielu lat organizowanych przez łowicką Caritas, a cuda, jakie wielokrotnie się tam zdarzały, nie mogą odbyć się bez ich udziału. Zwłaszcza że w tym roku jeden turnus, odbywający się w drugiej połowie lipca, dedykowany był właśnie im – rodzinom.

    A może dla małżeństw?

    Pomysł zorganizowania rekolekcji dla małżeństw zrodził się wtedy, gdy organizatorzy „Mikaszówki” dowiedzieli się o terminie Światowych Dni Młodzieży. Standardowo obóz nad Jeziorem Płaskim trwa cały lipiec i podzielony jest na turnusy dla dzieci i młodzieży. Nie było jednak sensu konkurować ze spotkaniem młodych w Krakowie. – Do tego wszystkiego doszły jeszcze częste pytania o rekolekcje dla małżeństw. Dlatego stwierdziliśmy, że warto wykorzystać tę szansę – tłumaczy Zygmunt Nowosielski, organizator. On i inni twórcy „Mikaszówki” wspominają, że to drugi w historii rekolekcji nad Płaskim turnus dla małżeństw. Pierwszy odbył się w 1990 roku. Oczywiście nowi odbiorcy potrzebowali zmiany planu dnia i głoszonych treści. – Zależało nam na tym, żeby program podzielony był na dwie części – mówi ks. Mirosław Nowosielski, organizator. – Z jednej strony małżonkom potrzebna jest formacja duchowa, która stawia na budowanie indywidualnej i osobowej relacji z Bogiem, z drugiej zaś chcieliśmy dać im narzędzia, które pomogą budować więzi małżeńskie. Stąd pomysł, by rano głosić kerygmat, po południu zaś prowadzić małżeńskie warsztaty psychologiczne. Poruszaliśmy na nich tematy związane z komunikacją, dialogiem, emocjami, budowaniem prawidłowych interakcji. Przyznam szczerze, że nie mieliśmy sztywno określonego programu. Przygotowaliśmy wiele materiałów, wsłuchiwaliśmy się w grupę i potrzeby uczestników i podążaliśmy za nimi. Widzieliśmy, że małżonkowie bardzo głęboko wchodzili w proponowane ćwiczenia, co bardzo nas cieszy. Jeśli tylko zachowają ten kierunek rozwoju, przed nimi wielka przyszłość. Widzimy też, że choć dla części nie są to nowe treści, jednak zawsze warto przypominać i pogłębiać te oczywiste rzeczy, które w codziennym zabieganiu przestają być oczywiste – tłumaczy. Ks. Andrzej Sałkowski, również organizator, mówi o wielkiej radości z powodu owoców rekolekcji. – A malutkie dzieci, które na początku mogły wydawać się przeszkodą w słuchaniu, głoszeniu i modlitwie, okazały się pięknym tłem dla naszych spotkań – dodaje. Pozostali organizatorzy rekolekcji – ks. Konrad Hasior, Marzena i Janusz Leśnikowie oraz Iza Buczyńska – przyznają, że konferencji o tematyce małżeńskiej starczyłoby im na wiele kolejnych lat.

    On tu przechodził

    – Przez pierwsze dni myślałem: „Byle przetrwać!” – śmieje się Arkadiusz Gaik, uczestnik. – Przetrwać zarówno pod kątem warunków, jak i duchowo oraz emocjonalnie. Od wielu lat jesteśmy z żoną we wspólnocie neokatechumenalnej, więc to, co tu się działo, było zupełnie nie naszą bajką. Jesteśmy trudnym małżeństwem, więc po ćwiczeniach komunikacyjno-dialogowych tarliśmy się z żoną, kłóciliśmy, nawet chciałem pakować walizki i wyjeżdżać. Na szczęście nasza córka mnie powstrzymała, bo kolejne dni były jak balsam dla naszego małżeństwa. Zaczęliśmy ze sobą rozmawiać, wchodzić w ćwiczenia, otwierać się na siebie. Dziś wiem, że właśnie te warsztaty były dla nas błogosławieństwem. Taka wisienka na torcie wiary, którą obdarzył nas Bóg. Wyjeżdżam stąd z żądaniem nowego serca od Boga. Znam siebie i wiem, że sam nie jestem w stanie zbudować relacji pełnej miłości, delikatności, wrażliwości i szacunku. Ale Bóg przyciągnął mnie do tego lasu przez 500 km po coś, dlatego daję Mu moje „tak” na nowe serce i wiem, że będzie działać – opowiada. Pan Arek i jego żona byli też zaskoczeni, jak bogatą paletę barw ma Kościół, w którym jest tyle wspólnot. – Charyzmat tego obozu na początku był mi zupełnie obcy i trudno było mi w nim funkcjonować – przyznaje Grażyna Gaik. – Jednak małżeństwo jest ponadwspólnotowe, a Bóg działa w przedziwny sposób. Do nas przyszedł z czułością i delikatnością. Pokazał nam chore miejsca naszej relacji i udowodnił, że chce nas uzdrawiać. Jedno jest pewne: Bóg wyraźnie przechodził przez ten obóz i mocno działał, dotykał zranień, leczył relacje. Wracam z nadzieją, że choć za nami 27 lat wspólnego życia, przed nami nowy etap wspólnej drogi – przekonuje. Pani Grażyna dodaje też, że widzi wyraźnie, że mimo iż na obozie przebywają ludzie z przeróżnych wspólnot, czuć jednego Ducha i jedno serce. Dorota Lechowicz również nie ma wątpliwości co do silnego działania Boga w „Mikaszówce”. Mówi wprost: – Wygląda na to, że Bóg zrobił listę naszych problemów i wszystkie one wyszły tu na jaw. Na co dzień jesteśmy zgodnym małżeństwem, nie kłócimy się, dogadujemy bez problemów. A tu nagle zaczęły wychodzić jakieś trupy szafy. Nie mogliśmy przebrnąć przez najprostsze ćwiczenia, kłóciliśmy się o byle co! A co najgorsze, im bardziej próbowaliśmy coś z tym zrobić, tym było gorzej. Dopiero w połowie rekolekcji olśniło nas, że wszystko próbujemy naprawiać sami. Od 8 lat czerpiemy miłość sami z siebie i ona się w końcu wyczerpała. A przecież Bóg ma nieskończone zasoby miłości. Teraz widzimy jak na dłoni, że dokładaliśmy wielkich starań do tego, by być blisko siebie, a musimy zbliżać się do Boga, żeby to On nas jednoczył. Na nowo odkrywam sakramenty i słowo Boże, które mam na wyciągnięcie ręki. Wszystko, co tu było mówione, było mi niby znane. Ale dziś, po 8 latach małżeństwa i 6 latach macierzyństwa, słucham tego zupełnie inaczej i widzę, że te słowa wcale nie są oczywiste, za to są zbawienne – opowiada.

    «« | « | 1 | 2 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół