• facebook
  • rss
  • O chłopie, który chciał mieć... kościół

    Michalina Kosiorek

    |

    Gość Łowicki 38/2016

    dodane 15.09.2016 00:00

    Wysoka trawa, świst wiatru, który hula pomiędzy wyrwami w ścianach, cegły spadające pod nogi... Powoli zanika pamięć o tym, że ruiny są czymś więcej niż zbędnym elementem architektury Różyc. Kto wie, może sam Pan Bóg pewnego dnia upomni się o swoje wotum, a mury odzyskają obiecaną im przed laty świetność?

    Księstwo Łowickie przyciąga folklorem, tradycją i bogatą historią. Ma także swoje wielkie i małe sekrety. Jeden z nich mieści się w małej wsi nieopodal Łowicza. Przejeżdżając przez Różyce, na zachód od Kocierzewa, dostrzegamy wielu gospodarzy, którzy całą siłę wkładają w rozwój majątku. Przed laty mieszkał tu natomiast chłop, któremu w życiu przyświecał większy cel aniżeli materialny zbytek.

    Świętość i pycha

    Tomasz Wróbel od dzieciństwa odznaczał się pobożnością i zamiłowaniem do sztuki sakralnej. Jako jedno z kilkorga dzieci przyjął na barki utrzymanie rodziców. Niestety, nieszczęśnik poddał się pokusie pychy i zamiast, według tutejszych zwyczajów, spłacić swoje rodzeństwo, postanowił przejąć cały majątek rodziców. Niebawem po tym Tomasz dał się porwać w ramiona Kościoła i został tercjarzem franciszkańskim. Ideały i duchowość św. Franciszka przerosły jednak Wróbla, więc jego przygoda z III zakonem nie trwała długo. Zdarzyło się jednak coś, co popchnęło chłopa do działania, którego się nie spodziewał. W czasie jednego z letnich spacerów w 1845 r. nieopodal kapliczki stojącej tuż przy jego gruntach zaczął widywać „biegające ognie”. O tych zjawiskach opowiedział ks. Tomaszowi Góreckiemu, swojemu przyjacielowi. Dla Wróbla był to znak jednoznaczny. To w tym miejscu miała powstać kaplica. O pozwolenie na jej budowę rozpoczął usilne starania. Lokalna kronika w ten sposób opowiada o chłopie: „Niektórzy mówią, że to wszystko wzięło się z przebiegłości Tomasza Wróbla – cięgiem tylko chodził po różnych łękach i rozmyślał, jakby tu gwarancję zdobyć, że się dla niego miejsce w Pańskim Ogrodzie znajdzie... I jak on, pobożny, ale prosty chłop spod Łowicza ma się z królami, kardynałami i braciszkami zakonnymi równać”...

    Starań ciąg dalszy

    Zarówno władza państwowa, jak i kościelna wydać pozwolenia nie chciały. Chłop z Różyc natomiast poddać się nie zamierzał. Postanowił ufundować do kościoła stacje drogi krzyżowej. Miało to przekonać kler o zasadności tej budowy. Rozgłos i potwierdzenie szlachetnych intencji zamierzał uzyskać poprzez zaproszenie na własny koszt kilkudziesięciu kapłanów, by uświetnić to wydarzenie. Poświęcenie miało się odbyć 4 grudnia 1859 roku. Na nieszczęście Wróbla, w dniu uroczystości zjechało tylko dwóch zakonników reformatorów z Miedniewic i ksiądz z Rybna. Całe przedsięwzięcie straciło na randze, ale to nie powstrzymało chłopa. Tym razem tłumaczył, że chce jedynie wybudować kaplicę w miejsce starej, już istniejącej. Zamienił wiekowy, służący do suszenia lnu piec na kaplicę ze wstawionymi obrazami. Przebywający na wizytacji ks. Franciszek Gołaszewski, ówczesny dziekan, nie dał się zwieść tłumaczeniom Wróbla i po raz kolejny upomniał go, że kaplica w Różycach nie jest potrzebna, a jego starania są zbędne. Wróblowi udało się jednak uzyskać od miejscowego konsystorza obietnicę, że jeśli przygotuje wszystko, co do budowy kościoła potrzebne, pozwolenie uzyska. Chłop postanowił zapewnić utrzymanie księdza i oddać część swojej ziemi jako dar. Ostatecznie sprawa została przerwana przez wybuch powstania styczniowego.

    «« | « | 1 | 2 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół