• facebook
  • rss
  • Powitali Królową

    nap, mag, mk

    |

    Gość Łowicki 42/2016

    dodane 13.10.2016 00:00

    – Matka Boża nam pomoże, tylko nie od razu. Do tego trzeba czasu, trzeba naszej pracy – mówi pani Zofia ze spalskiej parafii.

    Ikona Matki Bożej peregrynowała po południowych rejonach diecezji łowickiej. W pierwszych dniach października wyjątkowe chwile związane z nawiedzeniem przeżywali wierni 8 parafii dekanatu lubocheńskiego – Przemienienia Pańskiego w Budziszewicach, św. Małgorzaty Dziewicy i Męczennicy w Czerniewicach, św. Michała Archanioła w Inowłodzu, św. Jakuba Apostoła w Krzemienicy, Wniebowzięcia NMP w Lubochni, Przemienienia Pańskiego w Sierzchowach, Matki Bożej Królowej Korony Polskiej w Spale i św. Bartłomieja Apostoła w Żelechlinku. Ten region słynie ze swojej odrębności kulturowej, stąd w procesjach powitalnych szły osoby ubrane w barwne stroje ludowe.

    Zdarzało się, że jesienna aura dawała się we znaki, podmuchy silnego wiatru wyrywały niesione chorągwie, parasole słabo chroniły przed zacinającym deszczem. Nie było jednak przypadku, żeby wierni nie wyszli na powitanie Królowej Polski. – Zostaliśmy wychowani w kulcie maryjnym. W domu mam 128-letnią ikonę Matki Bożej Częstochowskiej – płaskorzeźbę. Ufam, że wizyta Czarnej Madonny w tej parafii dużo zmieni – ludzie mają potrzeby, problemy, Matka Boża nam pomoże, tylko nie od razu. Do tego trzeba czasu, trzeba naszej pracy. Wiadomo, że to nie tak hurtem będzie, ale zmiany będą widoczne. Trzeba obserwować pewne wydarzenia i okaże się, że zadziałała Maryja. Będę czuwać całą noc, aż do rana – mówi pani Zofia, oczekująca na ikonę przed kościołem w Spale.

    W większości parafii dekanatu uroczystościom powitalnym przewodniczył biskup senior Józef Zawitkowski. W swoich homiliach przypomniał ważne momenty z historii Polski, gdy Matka Boża roztaczała nad naszą ojczyzną swą opiekę. Podkreślał również, że gdy Polacy odchodzili od wiary w Boga, spadało na nich nieszczęście.

    – Uczę historii i religii. Jak się ksiądz biskup „przejechał” po naszych dziejach, to łza mi się w oczach nieraz zakręciła. Uświadomiłem sobie, jak wiele się stało podczas historii zbawienia i naszego narodu. Nie pochodzę z tej parafii. Tu uczę w gimnazjum. Z młodzieżą przygotowaliśmy czuwanie. Dla mnie to coś bardzo ważnego. Maryja jest mi bardzo bliska, bo moja siostra została uratowana przez Matkę Bożą. Miała się nie urodzić. Ciąża była zagrożeniem dla mamy, była bardzo chora. Ale rodzice się uparli i postanowili doprowadzić ciążę do końca. Tata modlił się na Jasnej Górze. I mama przeżyła, i siostra. Po porodzie otrzymała imię Marysia – mówi Maksymilian Papiernik, który następnego dnia pojawił się na powitanie Matki Bożej w sąsiedniej Spale.

    Tym razem jako opiekun harcerzy, którzy nieśli obraz Czarnej Madonny w procesji do kościoła. O szczególnej łączności wiernych tego rejonu z Matką Bożą Częstochowską świadczą pielgrzymki na Jasną Górę. Na nocne czuwanie przed cudownym obrazem wybiera się co roku zimową porą nawet 1000 osób z całego dekanatu. Relacje z nawiedzenia zamieszczamy na bieżąco na stronie: lowicz.gosc.pl. Archiwalne artykuły o peregrynacji w poszczególnych parafiach i galerie zdjęć znajdują się tuż pod aktualnościami. Wystarczy kliknąć na poziomy baner: „Nawiedzenie diecezji łowickiej przez ikonę jasnogórską”.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół