• facebook
  • rss
  • Ksiądz Wacław daje znaki

    Agnieszka Napiórkowska

    dodane 24.11.2016 00:00

    Klaus Leutner odnalazł miejsce, w którym pochowano 18 polskich kapłanów zamordowanych w obozie koncentracyjnym Sachsenhausen. Był wśród nich ks. Zienkowski, dziekan i proboszcz rawski. Po 76 latach nad grobem zakatowanego księdza stanął jego następca ks. Bogumił Karp wraz z grupą parafian.

    Na taki cud nikt nie liczył. Po raz kolejny Bóg, który jest Panem historii, pokazał swoją moc. To, co miało być zakryte i przez lata takie pozostawało, ujrzało światło dzienne. W zapomnienie nie poszły ofiara i cierpienia kapłanów. Po upływie wielu lat, dzięki pracy pana Leutnera i grupy Polaków, twarze ks. Wacława Zienkowskiego, ks. Bernarda Gończa, ks. Stanisława Maciątka, ks. Stanisława Cybulskiego, ks. Józefa Śledzińskiego i... 13 pozostałych kapłanów zamordowanych przez hitlerowców w Sachsenhausen wyłaniają się z mroku zapomnienia. I – co ważne – na ich grobach, niczym przy ołtarzu, następuje porozumienie i przebaczenie.

    Krzyż i kielich męczennika

    Na odnalezienie grobu ks. Zienkowskiego w Rawie nikt nie liczył. Nie znaczy to jednak, że nikt o nim nie pamiętał. – Obejmując rawską parafię 3 lata temu, zacząłem się zapoznawać z jej historią i ludźmi, którzy ją tworzyli. Żywo miałem w pamięci nieżyjącego ks. Mieczysława Iwanickiego, którego dobrze znałem. Sięgając dalej, natknąłem się na ks. Wacława – opowiada ks. Karp. – Z krótkiego materiału, który o nim przeczytałem, biła wielkość tego człowieka. Jako proboszcz i dziekan był niezwykle skromnym i pobożnym człowiekiem. Troszczył się o kościół i ludzi. Pomagał ubogim. W czasie okupacji był związany z AK. Brał udział w tajnym nauczaniu, pomagał w ucieczce więźniów z obozu jenieckiego, który Niemcy założyli w 1939 r. w rawskim parku. Po donosach, jakie złożyła na niego jedna z parafianek, został aresztowany i wywieziony do obozu w Sachsenhausen, gdzie zmarł, najprawdopodobniej zabity pałkami, 5 sierpnia 1940 roku. W obozie, w którym nadano mu numer 28236, nie przebywał nawet jednego miesiąca. Poznając jego biografię, myślałem, że kiedyś pojedziemy do tego obozu – opowiada ks. Karp. Na realizację planów nie trzeba było długo czekać. Szczęśliwym zbiegiem okoliczności najpierw udało się odnaleźć kielich ks. Zienkowskiego. Natknęli się na niego dwaj policjanci zwiedzający krypty kościelne. Jeden z nich, schylając się, by poprawić coś w bucie, zauważył jakiś błysk. W jednej z trumien znajdował się kielich mszalny. Okazało się, że pochodzi z okresu międzywojennego. Wyryte inicjały WZ wskazały na ks. Wacława. – Ukrył go pewnie podczas wojny, by nie został skradziony i wywieziony. W tym roku w Wielki Czwartek używałem go podczas liturgii Wieczerzy Pańskiej. Wtedy symbolicznie ks. Wacław był już z nami. Kielich zabrałem także na uroczystości do Berlina. Był to jeden ze znaków mówiących o zamordowanych kapłanach, za których się modliliśmy. Obok niego na ołtarzu umieściliśmy także krzyż, który nasz proboszcz, na chwilę przed aresztowaniem, podarował jednej z rawskich rodzin. Chwilę przed podróżą przyszła do mnie siostra człowieka, któremu ks. Zienkowski pomagał. Krzyż ten ks. Wacław podarował jej ojcu. Dostałem także obrazek z 25-lecia jego święceń. Wszystkie te pamiątki będę starał się wyeksponować w jakiejś gablocie – deklaruje ks. Karp.

    Niezwykłe odkrycie

    Największym jednak znakiem i odkryciem było odnalezienie grobu, a właściwie miejsca pochówku kapłanów, w tym ks. Wacława. Udało się to dzięki pracy Klausa Leutnera, Niemca, pasjonata historii, honorowego pracownika Miejsca Pamięci i Muzeum KL Sachsenhausen, Honorowego Obywatela Głowna. Pan Klaus na dokumenty natrafił podczas poszukiwań grobu polskiej robotnicy przymusowej Bronisławy Czubakowskiej, straconej 15 sierpnia 1942 r. w Berlinie. Przeglądając akta, odkrył, że na cmentarzu Altglienicke w Berlinie w zbiorowej mogile złożonych jest 1284 więźniów niemieckiego obozu koncentracyjnego Sachsenhausen, a także ofiar eutanazji i osób zamordowanych w hitlerowskim więzieniu Ploetzensee. Wśród nich 436 Polaków, w tym 18 kapłanów. – Opowiadając o tym odkryciu, trzeba powiedzieć, że dokumenty te nie były ukryte. Znajdowały się w archiwach. Niestety, nikt ze strony polskiej wcześniej nimi szczególnie się nie interesował – mówił Paweł Woźniak z Polskiej Misji Katolickiej w Berlinie. – Kiedy pan Klaus na nie natrafił, postanowiliśmy z parafią Chrystusa Króla w Berlinie, na której terenie znajduje się cmentarz, zająć się tym tematem. W miarę możliwości oczyściliśmy teren. Znając nazwiska pomordowanych kapłanów, zadzwoniłem do kilku parafii, z których pochodzili, by poinformować ich o odnalezieniu mogił i planowanej Mszy św. żałobnej oraz uroczystościach na cmentarzu Altglienicke. Z naszego zaproszenia skorzystali wierni z parafii w Rawie Mazowieckiej, w Borowym Młynie i ks. Jacek Uchan z Ełku – mówi P. Woźniak.

    «« | « | 1 | 2 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    • gość
      26.11.2016 13:48
      Bardzo dobry artykuł. Chciałam dać 5 gwiazdek, ale zapisały się tylko 4. Wzruszająca historia godna zachowania w naszych sercach i pamięci.
    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół