• facebook
  • rss
  • W Polsce jestem panem Tadeuszem

    Agnieszka Napiórkowska

    |

    Gość Łowicki 49/2016

    dodane 01.12.2016 00:00

    Klaus Leutner, Niemiec, choć urodził się w 1940 roku, poczuwa się do odpowiedzialności za to, czego dopuścili się jego rodacy podczas II wojny światowej. Na różne sposoby stara się budować dialog, wzajemne zrozumienie i pojednanie. Pomaga mu w tym jego żona Alina, Polka z Głowna.

    Wśród 13. Honorowych Obywateli Miasta Głowno obok św. Jana Pawła II, podróżniczki Elżbiety Dzikowskiej, dziekana ks. Stanisława Banacha czy Zbigniewa Bródki, mistrza olimpijskiego z Soczi, ten zaszczytny tytuł otrzymał także w 2014 roku Klaus Leutner, niemiecki inżynier kolejnictwa, pasjonat historii. Pan Leutner wiele lat poświęcił poznawaniu losów więźniów obozu Sachsenhausen, pracowników przymusowych i miejsc ich pochówków na berlińskich cmentarzach. Dzięki jego zaangażowaniu udało się w ostatnim czasie odnaleźć grób rawskiego proboszcza ks. Wacława Zienkowskiego (o czym pisaliśmy w poprzednich numerach „Gościa Łowickiego”), a wcześniej poznać losy Tadeusza Łuczaka i Bronisławy Czubakowskiej. Ta ostania w życiu pana Klausa stała się na tyle ważną osobą, że wypełnił jej ostatnią wolę, a także „zaprosił” jako cichego świadka na swój ślub z Aliną.

    Ocalony badacz

    Klaus Leutner urodził się 7 sierpnia 1940 roku w Königsberg. Jego matka była pielęgniarką w szpitalu „Bethanien” w dawnym Lötzen (obecnie Giżycko), gdzie mieszkali do 1945 roku. Razem z matką otrzymał nakaz wejścia na statek „Wilhelm Gustloff”, który zabierał wygnanych Niemców z Prus Wschodnich. W wyniku eksplozji magazynu z amunicją 26 stycznia1945 roku, matka, będąca w ciąży z siostrą Klausa, pod wpływem lęku doznała bólów porodowych. Z tego powodu nie pozwolono im wsiąść na statek. Jednostka 30 stycznia została storpedowana i zatopiona, w wyniku czego zginęło ok. 9000 osób. Po krótkim czasie rodzina Leutnerów została przetransportowana do Świnoujścia, a następnie do miejscowości Thena w Macklemburgii, która należała do radzieckiej strefy. Zgodnie z nakazem wojsk alianckich, Leutnerowie zamieszkali w Berlinie Zachodnim. Po ukończeniu studiów Klaus otrzymał dyplom inżyniera kolejnictwa. Z zawodem tym związany był do 1995 r.

    Po przejściu na emeryturę został honorowym pracownikiem Miejsca Pamięci i Muzeum KZ Sachenhausen i poświęcił się badaniom historycznym. Swoją pracą przyczynił się do wyjaśniania rodzinnych historii i tragedii, mających miejsce podczas II wojny światowej, a dotyczących ludzi związanych m.in. z diecezją łowicką. Jest inicjatorem międzynarodowych, niemiecko-polskich historycznych projektów szkolnych: „Życie i śmierć Bronisławy Czubakowskiej”, „Wilhelmine Günther –  Niemka w AK”, „Odnaleziona przeszłość – Tadeusz Łuczak i Pola Hinenberg”, których głównym mottem jest: „Z przeszłości wynieść naukę na przyszłość”. Jest to również jego życiowe motto i bardzo istotny aspekt pracy z młodzieżą szkolną. Klaus Leutner przez lata przewodniczył związkowi „Initiative KZ-Auxenlager Lichterfelde”, który utrwala pamięć ofiar wyzwolonych, żyjących jeszcze więźniów tego obozu, odnalezionych przez niego w kilkunastu krajach europejskich. Jest też autorem i współautorem wielu publikacji i artykułów na temat pracy przymusowej i obozów koncentracyjnych. W roku 2005 został przez Ambasadora RP w Berlinie odznaczony medalem „Pro Memorial” a w roku 2011 przez Ambasadora Republiki Czeskiej – medalem zasłużonych CSBS (Związek Czeskich Bojowników o Wolność). W 2014 roku otrzymał tytuł Honorowego Obywatela Miasta Głowna.

    Dwie gwiazdki i wódka

    Otwartość, dialog i przyjaźń z Polakami poprzedzone były ważnym wydarzeniem, o którym honorowy obywatel Głowna chętnie opowiada młodzieży. – To było podczas mojej pierwszej wizyty w Giżycku – wspomina pan Klaus. – Usiadłem w restauracji, by napić się piwa. Nagle ktoś podszedł do mojego stolika i mnie zagadnął. Nic nie zrozumiałem. Wziąłem ołówek i kawałek papieru i narysowałem gwiazdkę oznaczającą urodziny, obok której napisałem „1940 Giżycko”. Nieznajomy mężczyzna wyjął mi papier z ręki, też narysował gwiazdkę, przy której napisał „1947 Giżycko” i przez całą salę zawołał do kelnera: „Tadeusz – wódka”. Nigdy nie byłem tak pijany jak wtedy. Po tym spotkaniu zawsze, gdy jadę do Polski, po przekroczeniu granicy przedstawiam się jako pan Tadeusz. Kiedy opowiadam o tym polskim uczniom, bardzo się śmieją. Wtedy zdecydowanym i poważnym głosem mówię, że gdyby wówczas tamten człowiek nazwał mnie faszystą lub gdyby mnie zwyzywał, nie byłbym tu i nie zajmowałbym się tym, czym się zajmuję –  opowiada Klaus Leutner.

    «« | « | 1 | 2 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół