• facebook
  • rss
  • Co ma w Adwencie wysokie pozycjonowanie?

    Agnieszka Napiórkowska

    |

    Gość Łowicki 51/2016

    dodane 15.12.2016 00:00

    Dla Anety, Moniki czy sióstr od Niepokalanej to czas niezwykły, znaczony ofiarną miłością. Aneta doświadcza jej, piekąc pierniczki i speculoosy, Monika – zajmując się dziećmi i biegając na randki z mężem, a siostry w welonach – czuwając przy Niepokalanej i uczennicach.

    Nic nie może przebić porannych wypraw ze świecami do kościoła i odliczania, na którym szczebelku siedzi mały Jezus. Przez ponad 4 tygodnie wszystko jest wyjątkowe, wzruszające... Święte. Od św. Katarzyny domy pachną piernikami, pająki i kurz przegrały nierówną walkę z odkurzaczem, a na samą myśl o świątecznym menu cieknie ślinka, bo – jak wiadomo – czerwony barszcz, smażony karp, pierogi z kapustą i grzybami nigdy nie smakują lepiej. Do nocy pełnej cudów i powrotów wiele osób nie tylko tęskni, ale i skrupulatnie się przygotowuje.

    Akatyst i post scriptum Hani

    Aneta i Paweł Wojciechowscy z trójką dzieci mieszkają w niezbyt dużym mieszkaniu w bloku. Mała przestrzeń ma swoje plusy – pozwala być blisko siebie, daje szansę na stały kontakt i ciepłe relacje. Wspólne modlitwy, posiłki, długie rozmowy i muzyka na cześć Pana sprawiają, że miejsce to jest bezpiecznym portem i azylem. O atmosferę i porządek dba Aneta. Jej oczkiem w głowie, poza rodziną, jest kuchnia. Jak mówi – uwielbia gotować. A że robi to nader dobrze, nikt jej od tego nie odwodzi. Nikogo nie dziwi też, że przygotowania do świąt na Asnyka w Skierniewicach pachną miodem, piernikami, żurawiną i łazankami z kapustą. Kolejne tygodnie odliczane są płonącymi świecami.

    – Dzięki temu, że śpiewamy w parafii, udaje się nam trochę wyhamować. Służba nas wciąga i pionuje. Bez niej nie funkcjonujemy – mówi Aneta. – Ten czas adwentowego zatrzymania jest konieczny, dlatego wszyscy na niego czekamy. I – co ważne – nie ogranicza się on tylko do gotowania i sprzątania. Dla nas najważniejsze jest przygotowanie duchowe. Robimy to przez rekolekcje, spowiedź i ćwiczenie akatystu. Im dłużej go śpiewamy, tym bardziej się nam podoba. Co roku przygotowujemy też nową pieśń, dzięki czemu każdy Adwent różni się od poprzedniego jakimś hymnem maryjnym – opowiada Aneta.

    Państwo Wojciechowscy nie zapominają także o prezentach, wykwintnych potrawach, wystroju domu. Od kilku lat przyjął się zwyczaj wspólnego pisania listu do św. Mikołaja. Powstaje on 9 listopada, w urodziny Hani, która w tym roku na końcu długiej listy dopisała post scriptum: „Na ciasteczko i mleko jak zawsze możesz liczyć”. Od św. Katarzyny w domu rozpoczęło się piernikowe szaleństwo. – Pierwszą turę, zgodnie z tradycją przekazaną mi przez babcię, upiekłam 25 listopada. Kolejne w następnych dniach. Trudno zliczyć, ile sztuk przygotowuję. W zeszłym roku powstało prawie tysiąc pierników. Były w różnych smakach, kształtach i z różnym przeznaczeniem. Niektóre zawisły na choince, inne powędrowały na stół świąteczny, a jeszcze inne zostały podarowane na akcje dobroczynne i przyjaciołom razem z prezentami. Były m.in. maślane, korzenne, migdałowe. Od 2008 roku, kiedy po raz pierwszy pojechaliśmy do Belgii, nie wyobrażamy sobie świąt bez speculoosów. Przepis na nie podaję na swoim blogu. Ostatnie dni przed Wigilią z wielką radością spędzam w kuchni. Część potraw potrzebuje czasu, oddania i czułości. Na stole wigilijnym zawsze mamy 12 potraw. Wszystkie wychodzą spod mojej ręki – od chleba po paszteciki z kapustą i żurawiną oraz ciasta. Każdą potrawę traktuję jako dar dla najbliższych i gości – mówi Aneta.

    Małżeńskie zadania

    Tradycyjne przygotowania połączone z długimi godzinami spędzonymi w kuchni, przy odkurzaczu i na zakupach nie są wymarzonym sposobem celebrowania świąt Bożego Narodzenia dla Moniki i Rafała Augustyniaków. Trójka małych temperamentnych córek podnosi wysoko poprzeczkę. Każdego dnia oboje dwoją się i troją, by zapewnić dzieciom wszystko, czego im potrzeba. Od kiedy na świat przyszła Asia, nader mocno czują, że najważniejszą rzeczą, jakiej potrzebują ich dzieci, jest... ich małżeńska miłość.

    – W tym roku zdecydowaliśmy, że nasz Adwent będzie małżeński. By tak było, przygotowałam specjalny kalendarz z zadaniami – mówi Monika. – Od kiedy urodziła się Asia, brakuje nam czasu dla siebie. Dzieci nas pochłaniają. Doskwierało nam to, że jesteśmy głównie rodzicami albo pracownikami. Nie mieliśmy w sobie na to zgody, bo od ślubu zawsze stawialiśmy najpierw na małżeństwo. Bez doświadczania wzajemnej miłości czuliśmy, że gubimy sens życia – opowiada Monika.

    «« | « | 1 | 2 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół