• facebook
  • rss
  • Kombinator to moje drugie imię

    Magdalena Gorożankin

    |

    Gość Łowicki 02/2017

    dodane 12.01.2017 00:00

    – Teraz czasy są wygodniejsze, ale ludzie wydają się mniej życzliwi. Kiedyś, mimo krzyków: „Pan tu nie stał!”, ludzie stali za sobą murem. Tego mi brakuje – mówi Krzysztof Maliszewski.

    Krzysztof ma... 15 lat. Uczy się w gimnazjum. W przyszłości chce montować filmy i realizować swoje hobby, którym jest poznawanie epoki komunizmu. Mimo młodego wieku potrafi połączyć swoją pasję z życiem codziennym. To, co kiedyś było szarą, smutną rzeczywistością, dziś w opowieściach i powiedzeniach wywołuje uśmiech i nostalgię. Tak też jest z pracami i zbiorami Krzysztofa, wśród których są zdjęcia, filmiki i gadżety minionej epoki.

    Historia żółtej taksówki

    W czasach, gdy większość, mając wybór, wolałaby jeździć żółtymi taksówkami w Nowym Jorku, Krzysiek zdecydowanie wybiera polską żółtą taksówkę. To właśnie m.in. przez nią i serial „Zmiennicy” chłopak zafascynował się PRL-em. Fiat 125p, syrenka, warszawa i – przede wszystkim – ukochany przez Krzyśka fiat 126p, czyli legendarny maluch, to jego prawdziwy konik. W pokoju ma nie tylko ok. 40 mo- deli samochodów, ale także mnóstwo gadżetów związanych ze swoją pasją. Są wśród nich książki o mechanice samochodowej drukowane w latach 70. ubiegłego wieku, niektóre nawet z fakturami. Większość modeli nosi na sobie ślady przeróbek i nowatorskich rozwiązań młodego pasjonata, który uwielbia majsterkować. – Myślę, że dałbym sobie radę w tamtych czasach, bo „kombinator” to moje drugie imię, ale żeby mieć pewność, musiałbym przenieść się w lata 80. i pożyć tam choć jeden tydzień – mówi. Dzięki majsterkowaniu jeden z samochodów stał się pendrive’em, inny – syrenka 105 – przemalowany i z ciekawymi efektami dymu wylatującego z rury wydechowej wziął udział w konkursie. Inne czekają na nowe życie. Największą zdobyczą kolekcjonera jest prawdziwy maluch. – Wymęczyłem rodziców, by kupili mi ten samochód. I udało się. Teraz sukcesywnie remontuję go z tatą, by w swoje 18. urodziny przejechać się tym legendarnym pojazdem po ulicach – dodaje.

    Kultowe czasy

    O samochodach młody międzyborowianin mógłby opowiadać godzinami, jednak na jego fascynację erą komunizmu miały też wpływ filmy i seriale. Głównie w reżyserii Stanisława Barei. – Gdy miałem jakieś 9–10 lat, siedząc w domu, oglądałem telewizję. Wtedy co chwilę były powtórki. „Alternatywy 4”, „Miś”, „Poszukiwany, poszukiwana” to genialne filmy. Oczywiście, nie od początku wszystko rozumiałem, ale często do nich wracałem i moja wiedza w tym temacie była coraz większa. – opowiada pasjonat. Także muzyka tamtego okresu jest dla niego ważna. Kultu, Kazika (Staszewskiego) na Żywo, Elektrycznych Gitar i innych zespołów słucha bardzo często i w... niecodzienny sposób. Oprócz samochodów kolekcjonuje bowiem kasety magnetofonowe. Poszukuje ich na bazarkach, domowych kiermaszach, w internecie oraz wśród znajomych. Krzysiek nie może się nadziwić, jak ludzie w tamtych czasach sobie radzili, jak potrafili cieszyć się życiem. To budzi jego szacunek. Wie, że były to czasy absurdu, nonsensu, i że 30, 40 lat temu ludziom żyło się zdecydowanie trudniej. – Dziś, gdy zabraknie nam masła, idziemy do sklepu i po problemie. W latach 80. zdobycie dodatkowej kostki masła było nie lada wyzwaniem. Handel wymienny, kłótnie w kolejkach... Mamy zdecydowanie lepsze czasy. Niestety, dobrobyt mocno zmienił ludzi. Obecnie wydają się mniej życzliwi. Kiedyś nawet wśród krzyków: „Pan tu nie stał!”, „E, kolejka jest!” ludzie sobie pomagali, bo wiedzieli, że jest ciężko – dodaje. Przyznaje, że mimo swojej fascynacji czasami komuny woli żyć w XXI w. i jeść pomarańcze i banany nie tylko od święta. Nie marzy też o staniu w kilometrowych kolejkach po papier toaletowy czy cukier. Nie mówiąc o mieszkaniu czy meblach. Swoje zainteresowania traktuje jako pasję i poznawanie historii. Denerwuje się, gdy widzi w internecie zdjęcia przedmiotów z czasu PRL z podpisem: „Gimby nie znają” [gimby – uczniowie gimnazjum – przyp. aut.]. Sam dobrze pamięta chociażby fotografie robione aparatem na kliszę, które wykonywał. Swoją fascynację przemyca do życia codziennego, czyniąc ze zwrotów, powiedzeń charakterystycznych dla komuny swój styl. W przyszłości chciałby powiększać kolekcję o różne modele, kasety, gadżety i o hit końca lat 80. – ortalionowy dres rodem z Peweksu. Chciałby mieć takie „szelesty”.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół