• facebook
  • rss
  • Wymodlony scenariusz

    Magdalena Gorożankin, Marcin Kowalik

    |

    Gość Łowicki 03/2017

    dodane 19.01.2017 00:00

    Teatr cieni, wesele Maryi i Józefa, pochód zwierząt do żłóbka, jasełka w kosmicznej odsłonie. Twórcy przedstawień świątecznych zaskakują widzów pomysłowością. Aktorzy amatorzy przyznają, że granie w takich sztukach to coś więcej niż występ sceniczny.

    Odkrywana na nowo historia sprzed 2 tys. lat niesie wciąż aktualne przesłanie – Chrystus nie przyjdzie do naszych domów, jeżeli my nie otworzymy Mu drzwi do naszych serc.

    Niedokończona historia

    Z taką refleksją zostawili widzów młodzi aktorzy Pijarskich Szkół Królowej Pokoju w Łowiczu. Opowieść, którą przedstawili, nie miała happy endu. Ten zależy tylko od nas samych. Twórcą scenariusza była Beata Jeziorowska, nauczyciel języka polskiego w „Pijarskiej”.

    Akcja jasełek rozgrywała się na plebanii. Grupa młodzieży przygotowująca się do bierzmowania postanowiła stworzyć nietypową dekorację żłóbka, żeby zachwycić biskupa. Ich wizja prawie przyprawiła o zawał proboszcza. Z opresji wybawiła wszystkich s. Miriam, która dopiero co powróciła z misji. Przypomniała, że piękno Bożego Narodzenia tkwi w prostocie. W historię wplecione były losy kościelnego Mateusza i jego dorosłej już córki, która w pogoni za karierą zapomniała, jak okazywać uczucia swoim bliskim. Czy ostatecznie postanowiła zostać w domu ojca i wyjątkowo zasiąść do wigilijnego stołu? Pół tysiąca widzów musiało odpowiedzieć na to pytanie w swoim wnętrzu. Tak licznej widowni można się spodziewać co roku w „Pijarskiej”. Na przedstawienie w Niedzielę Chrztu Pańskiego społeczność placówki zaprasza również mieszkańców miasta. Tegoroczne zaskakiwało rozmachem. Wzięło w nim udział ok. 100 uczniów z każdego poziomu nauczania – podstawówki, gimnazjum i liceum. Przygotowanie dekoracji, kostiumów i próby trwały 3 miesiące. Sztuka przeplatana była występami chóru i scholi. Repertuar stanowiły kolędy i pastorałki. Jednym z elementów sztuki były orszaki zwierząt podążających do stajenki przy majestatycznej muzyce. W rolę lwów, łabędzi, pawi czy małp wcielili się najmłodsi aktorzy. Tutaj wielką pomoc okazali rodzice dzieci, którzy przygotowali stroje. Scenariusz powstawał od roku. – Obserwując przedświąteczne kolejki w marketach, doszłam do wniosku, że jest to czas zmarnowany na mnóstwo zewnętrznych rzeczy. W tym całym zabieganiu brakuje spotkania z bliskimi. To była jedna inspiracja do powstania sztuki. Druga to myśl ojca Adama Szustaka, który głosił zeszłoroczne rekolekcje adwentowe. Mówił, że przyjście na świat Jezusa było dla Świętej Rodziny trudnym czasem. My o tym zapominamy. Uwiedzeni obrazami z reklam, że jest tak ślicznie w czasie Bożego Narodzenia, i mnóstwem prezentów gubimy to, że Józef i Maryja mieli tylko siebie i nic poza tym – mówi B. Jeziorowska.

    Janek nie miał tremy

    O tym, że pieniądze to nie wszystko, przekonywała „Jeszcze jedna opowieść wigilijna”, wystawiona w kościele Chrystusa Dobrego Pasterza. Pomysłodawcą zagrania sztuki w uroczystość Objawienia Pańskiego był ks. Jacek Zieliński, miejscowy wikariusz. Uwspółcześniony scenariusz nawiązywał do słynnej „Opowieści wigilijnej” Karola Dickensa. W realizację projektu zaangażowali się wszyscy kapłani posługujący w parafii oraz dzieci i młodzież ze wspólnot parafialnych. Główną rolę – biznesmena – zagrał ks. Kamil Goc. Tak, jak u Dickensa, akcja przedstawienia toczyła się w Wigilię. Obrazy ukazane przez duchy przeszłości, teraźniejszości i przyszłości uświadamiają przedsiębiorcy, że zarabianie pieniędzy nie jest najważniejszą sprawą w życiu. Młodych aktorów wspomagał Łukasz Połeć z Sochaczewa, który wcielił się w rolę ojca głównego bohatera. – Udział w tym przedsięwzięciu sprawił mi wielką przyjemność. Mam nadzieję, że to nie jest ostatnia sztuka, którą wystawiliśmy. Tym bardziej że próby sprawiły, iż między nami wytworzyła się pewna więź – mówi pan Łukasz. Sztuka przeplatana była kolędami. Ich wspólny śpiew był ostatnim akcentem widowiska, które zgromadziło liczną publiczność. – Nie miałem tremy. Mam taki charakter, że się nie stresuję. Gdybym miał jeszcze raz wystąpić, chętnie bym to zrobił – mówi Jan Smolec, uczeń VI klasy podstawówki. Duże uznanie należy się rodzicom, którzy zgodzili się na udział dzieci w przedstawieniu i towarzyszyli im podczas przygotowań, choć próby odbywały się dość późno. Kończyły się prawie o 22.00.

    «« | « | 1 | 2 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół