• facebook
  • rss
  • Głos jest jak instrument

    Marcin Kowalik

    |

    Gość Łowicki 05/2017

    dodane 02.02.2017 00:00

    – Kiedyś, siedząc na ławce, wymyśliłam, że za parę lat doprowadzę ten zespół do podium na największych festiwalach. Szczęśliwie się to sprawdza – mówi Ewa Smerecka, instruktor śpiewu w Dziecięco-Młodzieżowym Zespole Ludowym „Koderki”.

    Zespół powstał w 1960 r. w Łowiczu, stolicy regionu z wciąż żywą kulturą ludową. Charakterystyczną nazwę, pochodzącą od kodry, prostokątnej kolorowej wycinanki łowickiej, przyjął 25 lat później. Koderki koncertowały nie tylko w Polsce, ale również poza jej granicami; brały udział w programach telewizyjnych. Zespół prezentuje zwyczaje ludowe w oryginalnych strojach łowickich, a także suity łowickie, krakowskie i śląskie oraz tańce Beskidu Śląskiego. Wielokrotnie był nagradzany na krajowych festiwalach. Gdy zerknie się na długą listę zdobytych laurów, można zauważyć, że ostatnie lata to głównie sukcesy na festiwalach śpiewaczych. Ostatnio zespół zdobył Grand Prix na XV Ogólnopolskim Festiwalu Kolęd i Pastorałek „Staropolskie Kolędowanie” Radom 2016.

    Jedna drużyna

    Śpiew dla Ewy Smereckiej jest jak oddychanie. To pierwsze skojarzenie, które przychodzi jej na myśl. Z Koderkami związała się ponad 18 lat temu. Swoje pierwsze kroki muzyczne stawiała w niewielkiej formacji ludowej, którą utworzył Eugeniusz Strycharski. Tam, jako dziecko, śpiewała swoje pierwsze piosenki ludowe. Gdy pan Eugeniusz został kierownikiem Koderek, przyciągnął do zespołu swoją grupę. Ewa – tak jak inne dzieci – również tańczyła. Niedługo minie 10 lat, od kiedy Ewa Smerecka jest odpowiedzialna za śpiew Koderek. Dostała tę pracę, gdy zaczęła studiować wokalistykę w Warszawie. – Instruktorzy wtedy często się zmieniali. Byłam gotowa na to, że będę na próbę, bo pewnie nie uda mi się postawić wokalnie tej grupy na nogi. W końcu to grupa amatorski, gdzie stawiano nacisk głównie na taniec, nie na śpiew – mówi pani Ewa. Stało się inaczej. Zespół pod jej wodzą święci triumfy. – Członkowie mają od 6 do 19 lat. Wprowadzić ich w jeden technicznie wokal, w poprawną emisję głosu nie jest proste – dodaje. E. Smerecka przyznaje, że w pracy z dziećmi nie stosuje zasad znanych ze szkoły. – Nigdy nie staram się doprowadzić do sytuacji, żeby między nami była relacja nauczyciel–uczeń. Uważam, że to sztukę zabija. Staram się stworzyć jedną drużynę. Mówię im: wiem, jak to jest, bo byłam na waszym miejscu, a teraz opowiem wam, jak to jest od kulis, z czym się spotkałam. Spróbujcie się z tym zmierzyć. Bo o to w tym chodzi, żeby wskazać drogę i nadzorować, a nie, żeby pójść tą drogą za kogoś – mówi pani Ewa.

    Obalone mity

    Jest wysoką kobietą. Przyznaje, że na pierwszych przesłuchaniach spotyka się ze strachem u dzieci. – Boją się tej dużej pani, ale później się do mnie przekonują – uśmiecha się. Do metod E. Smereckiej przekonało się wiele osób, także dorosłych, uczęszczających do niej na lekcje prywatne. Przez jednego z rodziców została nazwana nawet instruktorem od spraw beznadziejnych. – Jedna z pań przywiozła do mnie córkę. Żaden instruktor jej nie chciał nauczyć, a ona tak marzyła o śpiewaniu. Gdy ją przesłuchałam, to był dramat. Nie trafiała w dźwięki. Ale była strasznie pracowita. I udało się, bo zdobyła wyróżnienie na jednym z festiwali. To nie jest tak, że nic nie da się zrobić. Mam w gronie swoich uczniów osoby po 50. roku życia. Obalamy każdy mit. Na śpiew nigdy nie jest za późno – mówi pani Ewa. Pod jej opiekę trafiła także Malwina Ciesielska. Dziś 12-latka na swoim koncie ma już liczne nagrody. Największa to jak na razie I miejsce oraz nagroda specjalna za najlepsze wykonanie tradycyjnej polskiej pastorałki „Oj, Malyńki” na XXI Międzynarodowym Festiwalu Kolęd i Pastorałek im. ks. Kazimierza Szwarlika w Będzinie. Na ostatnim festiwalu kolęd w Radomiu – tym, na którym Koderki zdobyły Grand Prix – zajęła I miejsce w swojej kategorii wiekowej. Rok wcześniej Grand Prix przypadło E. Smereckiej, występującej na scenie również w łowickim stroju ludowym Tak więc łowiczanie zdominowali ostatnio ten festiwal. Malwina też śpiewa i tańczy w Koderkach. Tam już zetknęła się z metodami pracy pani Ewy. – Jako instruktor biorę odpowiedzialność za jej głos. A ten można zepsuć 10 razy szybciej niż wyprowadzić go na dobre. Głos też jest instrumentem. Przy nauce gry na pianinie czy skrzypcach, jeśliby coś się z nimi stało, możena je wymienić. Z głosem jest trudniej, bo tak naprawdę struny głosowe to niecały centymetr kwadratowy. Malwinę wprowadzam w pewien rodzaj wokalistyki ludowej, to jest podwójne ryzyko. Często jest to przechodzenie przez pewne siłowe śpiewanie, i to jest zmaganie się tak naprawdę całego organizmu z tą techniką. Trzeba być czujnym. Niestety, zdarza się, że ktoś mocniej krzyknie lub spróbuje mocniej zaśpiewać i są później komplikacje zdrowotne – mówi wokalistka.

    Z zegarkiem w ręku

    Państwo Justyna i Dariusz Ciesielscy są dumni z postawy nie tylko Malwiny, ale też młodszej córki Agaty, która idzie śladem siostry. Tak jak Malwina chodzi do Pijarskiej Szkoły Podstawowej Królowej Pokoju w Łowiczu, z tym że do II klasy. Również wstąpiła do zespołu. W styczniu zaliczyła dwa debiuty – z Koderkami w kościele podczas corocznego kolędowania oraz na prawdziwym konkursie. W Domaniewicach podczas XIV Festiwalu Kolęd i Pastorałek wystąpiła w duecie z Malwiną. Siostry Ciesielskie zajęły I miejsce w kategorii starszych uczniów podstawówki. Sukcesy nie przychodzą jednak łatwo. Dziewczynki uczęszczają też do szkoły muzycznej. Malwina ćwiczy grę na pianinie, Agata – na skrzypcach. – Tydzień wygląda w ten sposób, że wszystko robimy z zegarkiem w ręku. Z mężem mamy grafik, co kto robi i o której godzinie. Staramy się dzielić. Jak jedno z nas zawiezie, to drugie przywozi – mówi mama dziewczynek. – Obrazowo wygląda to tak: Koderki 2 razy w tygodniu, szkoła muzyczna 3 razy, w tym w sobotę. Kończą zajęcia o 19.30 – wyjaśnia pan Dariusz. Skąd pomysł na Koderki? – Mama zobaczyła ogłoszenie w gazecie. Poszłam na przesłuchanie i tak już zostałam. Jakieś 2 lata temu dołączyła Agatka – mówi Malwina. – Sama chciałam. Zauważyłam, jak byliśmy na występach, że ładnie śpiewali i tańczyli. Spodobało mi się – mówi Agata. Państwo Ciesielscy przyznają, że do niczego nie zmuszają córek. – Były rozmowy, żeby może z czegoś zrezygnować. Ale skoro są efekty, to jest dalsza mobilizacja. Za krótkie są dni, żeby można było jeszcze bardziej się poświęcić, bo ambicje córek są ogromne. Niektórzy znajomi się dziwią, po co my to robimy. Skoro córkom sprawia to radość, to dlaczego im tego nie umożliwić? – mówi pani Justyna, w której rodzinie tradycje muzykowania są silne. – Mamy taką anegdotę, że dziewczynki wychowały się na płytach z wesel – naszego i krewnych. Wolały je od oglądania bajek. Teraz same dają popisy wokalne na rodzinnych imprezach – mówi pan Dariusz.

    Buty pod poduszką

    Inna anegdota wiąże się z początkami Malwiny w Koderkach. – Od pana Strycharskiego dostała buty. Takie duże, czarne, z czerwonymi sznurówkami, od stroju łowickiego. Tak jej się spodobały, że z nimi spała. Były za duże. Pierwszy raz włożyła je na Boże Ciało. Żeby można było w nich chodzić, na stopy musiała wciągnąć 2 pary grubych skarpet – opowiada pani Justyna. Wiązanie butów to zadanie taty. Choć teraz Malwina sama sobie radzi z długimi sznurówkami. Innym zwyczajem rodzinnym jest, że w drodze powrotnej z festiwali skręcają do McDonalda. Jest przecież co świętować. Powrót z Będzina, gdzie Malwina występowała przed kilkutysięczną publicznością, pan Dariusz zapamięta na całe życie. – To był jeden z największych horrorów dla kierowcy. Na wysokości Częstochowy pojawiła się mgła. Temperatura była niska i wszystko zamarzało. Byłem straszliwie zmęczony prowadzeniem auta. Dzięki Bogu udało się cało wrócić do domu – wspomina D. Ciesielski. Nie byłoby sukcesów sióstr, gdyby nie Ewa Smerecka. Utwory, które proponuje do wykonania na konkursach swoim podopiecznym, to często jej kompozycje. Pani Ewa tworzy również teksty piosenek. Tak jest np. z kolędami, do których czuje sentyment. Nie zdarzyło się, żeby nie trafiła z wyborem. Dopasowuje je do możliwości wokalnych uczniów. Równolegle stara się uświadomić, jakie są plusy i minusy śpiewania na scenie. – Nie zawsze się wygrywa. Zdarza się, że zapomni się tekstu. Staram się bywać z podopiecznymi na tych konkursach. To jest chwila prawdy. W domu wszystko będzie wychodziło pięknie. Wsparcie potrzebne jest, kiedy wychodzi się na scenę – mówi pani Ewa. Nie obawia się, że sukcesy zawrócą w głowie starszej z sióstr Ciesielskich. – Malwina, mimo młodego wieku, jest osobą świadomą blasków i cieni tego zawodu. Myślę, że Agata, jeśli będzie chciała dalej pójść drogą siostry i rodzice się na to zgodzą, będzie miała łatwiej z jednego względu. Jest świadkiem, ile Malwina musi się napracować, bo na utwór trzyminutowy trzeba poświęcić aż kilkadziesiąt godzin pracy, żeby nadawał się na podium – mówi E. Smerecka.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół