• facebook
  • rss
  • Wiekuiste ciastka i kiszony żur

    Marcin Kowalik

    |

    Gość Łowicki 10/2017

    dodane 09.03.2017 00:00

    Dawniej w Środę Popielcową starannie myto i wyparzano wszystkie naczynia, aby nie pozostał na nich nawet ślad tłuszczu i mięsnych wywarów, a patelnie wynoszono na strych.

    Pobożność naszych przodków może zadziwiać. Religijne przepisy mocno wrosły się w tradycje i zwyczaje, które pielęgnowali. Dziś podchodzimy do nich z dystansem, bo trudno brać na serio przysłowie: „Polak woli człowieka zabić niż złamać post”. Niemniej warto wziąć sobie do serca to, jak kiedyś przeżywano Wielki Post i skonfrontować ze swoją postawą.

    Zupa ze śliwek

    Gotowość do wielkopostnych umartwień manifestowano przede wszystkim w kuchni. W wielu domach mięso, tłuszcze zwierzęce, a nawet cukier, miód i nabiał na 6 tygodni znikały ze stołów. Odżywiano się głównie żurem, który powstawał z zaczynu mąki żytniej i wody, oraz kartoflami, kapustą, brukwią, rozgotowanymi na gęstą zupę suszonymi śliwkami, śledziami, chlebem i innymi skromnymi potrawami. Tylko w niedzielę pozwalano sobie na trochę lepsze i obfitsze jadło.

    Stanisław Czerniecki, autor pierwszej polskiej książki kucharskiej z 1682 r. pt. „Compendium ferculorum albo zebranie potraw”, zalecał, żeby w dni postne sosy zagęszczać nie jajkami, tylko mąką. Zamiast deserów, jedzono mało słodkie ciasteczka nazywane przewrotnie „wiekuistymi”, bo nadawały się do spożycia nawet pół roku po upieczeniu. Jedynie na dworach szlacheckich i magnackich ten czas nie bywał zbyt dokuczliwy, bo spożywano wiele dań rybnych, uznawanych za postne. Surowo przestrzegano nie tylko tego, co jedzono, ale też ile jedzono. Taka skrupulatność sprawiała, że nawet zamożni ludzie w Wielkim Poście głodowali.

    Gorliwość w przestrzeganiu postu w Polsce zaskoczyła fryzyjskiego podróżnika Ulryka Werduma, który w latach 1670–1672 przebywał w różnych zakątkach naszego kraju. W swoich zapiskach uwiecznił przygodę księcia Bogusława Radziwiłła (bohatera „Potopu” Henryka Sienkiewicza). Rzecz działa się na Mazurach. Książę jadł i kazał jeść swoim dworzanom mięso w czasie postu. Tak to rozgniewało pobożną szlachtę, że chcieli zabić księcia i jego świtę, uważając to za mniejszy grzech niż patrzenie, jak ktoś łamie post.

    Werdum był towarzyszem podróży ks. Jeana de Courthonne, wysłannika francuskiego dworu. Zawitali też do Łowicza. W swoim dzienniku pisze, że byli tu straszliwie wyklinani przez ludzi tylko za to, że w piątek jedli ser.

    Garnki z popiołem

    W Wielkim Poście wiele osób rezygnowało z picia alkoholu i palenia tytoniu. Fajki i woreczki z tytoniem odkładano do schowków i sięgano po nie dopiero w Wielkanoc. Zamykano na klucz instrumenty muzyczne. Ustawały śpiewy, wszelkie zabawy i spotkania, a młodzież i dzieci karcono za głośniejsze śmiechy czy krzyki. Ustawało życie towarzyskie. Zastępowały je wspólnie odmawiane modlitwy i lektura pobożnych książek. Dzieciom, zamiast bajek na dobranoc, przytaczano żywoty świętych.

    Ale był wyjątek. Wielkopostną ciszę przerywały obchody półpościa. Anna Świątkowska, badaczka kultury regionu łowickiego, opisała zwyczaje, które kultywowano na wsi łowickiej jeszcze kilkadziesiąt lat temu. Na kilka dni przed półpościem chłopcy i dziewczęta zabierali matkom garnki popękane czy poobtłukiwane, a nawet i dobre, w których kiszono żur. Garnki napełniano popiołem, malując jednocześnie okna różnymi farbami czy smarami. Chłopcy „wybijali żur” dziewczętom (czyli rozbijali naczynie z sadzą o drzwi ich domu). Jeżeli którejś z dziewcząt nie wybito półpościa, czuła się pokrzywdzona, bo to oznaczało brak powodzenia. Z kolei dziewczęta malowały chłopcom kłódkę u bramy stodoły, a nawet całe wrota wapnem z sadzami. Tym, którzy spali w stajni czy oborze, zaszywały cztery rogi pierzyny, a pod płachtę wkładały miskę z wodą. Po wybiciu półpościa, gdy chłopcy kładli się spać, zdarzało się, że dziewczęta zakręcały drutem z zewnątrz klamki, żeby rano nie mogli wyjść. Wybijanie półpościa miało bardzo wyraźne aspekty matrymonialne, choć zasadniczo oznaczało, że wyrzuca się garnki z żurem, bo zbliża się koniec postu.

    Ten rozpoczynał się, tak jak współcześnie, od obrzędu posypania głów wiernych popiołem w Środę Popielcową. Kościoły były wtedy pełne. Jędrzej Kitowicz w swoim dziele „Opis obyczajów za panowania Augusta III” pisze, że „nawet chorzy, nie mogący dla słabości przyjąć popielcu w kościele, prosili o niego, aby im był dany w łóżku”. I tak, jak teraz, popiół przypominał ludziom, że kiedyś zostanie z nich tylko proch.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół