• facebook
  • rss
  • Najważniejsze, żeby się podnieść

    Magdalena Gorożankin, Marcin Kowalik

    |

    Gość Łowicki 12/2017

    dodane 23.03.2017 00:00

    „Zrozumieniem Ekstremalnej Drogi Krzyżowej jest ten moment nad ranem, kiedy człowiek jest już bardzo zmęczony, kiedy mu się nie chce iść i marzy, żeby wrócić do łóżka. Musi podjąć decyzję, że idzie dalej nie dla wyzwania, tylko dla Boga” – tłumaczy na Facebooku ks. Jacek „Wiosna” Stryczek.

    Kilkadziesiąt kilometrów w ciszy. Przejść taki odcinek drogi za dnia to już jest wyzwanie, a co dopiero nocą. W dodatku dźwiga się nie tylko plecak, ale i swoje cierpienia, które okazują się niczym wobec męki Jezusa Chrystusa. Kolejny raz w Wielkim Poście organizowane są Ekstremalne Drogi Krzyżowe. Inicjatywa, która wyszła z krakowskiego środowiska skupionego wokół ks. Stryczka, rozprzestrzeniła się na całą Polskę, a nawet poza jej granice. Dotarła także do diecezji łowickiej.

    Nowe trasy

    Szlaki dla Ekstremalnych Dróg Krzyżowych w naszym rejonie przecierali ks. ppłk Paweł Piontek ze skierniewickiej parafii garnizonowej oraz sochaczewianin Jakub Wasilewski. Ideę podchwycili inni. Stąd na mapie na stronie internetowej: edk.org.pl pojawiły się nowe trasy, które swój początek będą miały w Łęczycy, Żyrardowie i Lubochni. Oprócz tych oficjalnych tworzone są inne, poza głównym nurtem, np. z Bobrownik do Niepokalanowa. Uczestnicy wyruszą 7 kwietnia, czyli w piątek tuż przed Wielkim Tygodniem.

    Na EDK obowiązuje reguła milczenia – od momentu dotarcia do I stacji Drogi Krzyżowej. Wyjątkiem od tej zasady jest głośne odczytanie rozważań i modlitwa przy każdej stacji. Każdy idzie na własną odpowiedzialność. Na trasie, a szczególnie na fragmentach prowadzących poboczem jezdni należy zachować szczególną ostrożność i przepisy ruchu drogowego. Poruszać się można w grupach mniejszych niż 10-osobowe. Samemu należy przygotować prowiant na drogę, zadbać o ciepłe ubranie, wygodne i wodoodporne buty przystosowane do długich wędrówek. Przyda się również okrycie chroniące przed deszczem. W czasie marszu należy być przygotowanym na zmiany pogody. W wyjście na trasę EDK wpisane jest ryzyko. W razie rezygnacji trzeba zabezpieczyć sobie możliwość transportu powrotnego. Łatwiej, jeżeli zdarzy się to przy ruchliwej drodze, gorzej, gdy w środku puszczy, gdzie najbliższy dom oddalony jest o kilkanaście kilometrów. Dlatego naładowany telefon komórkowy i sprawna latarka to podstawa. Mimo tylu obostrzeń chętnych nie brakuje.

    Inaczej niż na pielgrzymce

    Każdy organizm inaczej reaguje na wysiłek, nie ma reguły. – W zeszłym roku był przypadek, że osoba biegająca półmaratony zrezygnowała 5 km przed końcem. Była też pani, która przeszła drogę w szybszym tempie ode mnie. Wróciła do swojego gospodarstwa, żeby oporządzić zwierzęta, i dopiero wtedy pozwoliła sobie na odpoczynek. Natomiast młoda kobieta po powrocie do domu spała równe 24 godziny, tak jej organizm dostał w kość. To nie jest to samo, co przejść taki odcinek na pielgrzymce – mówi J. Wasilewski, organizator EDK w Sochaczewie. Podkreśla, że utworzone trasy (klasyczna przez Puszczę Kampinoską i specjalna na Rok Miłosierdzia) wzdłuż przydrożnych krzyży i kapliczek służą przez cały rok. Są osoby, które korzystają z nich nie tylko w Wielkim Poście.

    W zeszłorocznej EDK wokół Sochaczewa wziął udział Paweł Łęcki z Żyrardowa. Teraz stworzył u siebie podobną drogę. Celem będzie sanktuarium w Szymanowie. Trasa przebiegać będzie też przez Miedniewice, gdzie mieści się również sanktuarium maryjne. – Moim zamierzeniem było, żeby upowszechnić te miejsca kultu, które są niejako w cieniu pobliskiego Niepokalanowa – mówi P. Łęcki. Za patrona trasy obrał św. Jana Bosko, który szczególnie czuwa nad młodzieżą. Chce przez to zachęcić młodych ludzi do ekstremalnego wysiłku.

    Droga przełomu

    Ksiądz Stryczek zwraca uwagę na zmianę, która wystąpiła w Ekstremalnej Drodze Krzyżowej. „Już nie mówimy tylko: »Przejdź tę drogę« i opowiadamy, jak się to robi. Zobaczyliśmy jej użyteczność, czyli zdarzało się coraz więcej sytuacji, że ktoś szedł EDK i po odbyciu tej praktyki religijnej doświadczał głębokiej zmiany wewnętrznej. W tym roku chcemy ludziom wszem wobec obwieścić, że Ekstremalna Droga Krzyżowa to jest droga przełomu, to jest droga, która służy do tego, żeby człowiek dokonał zmiany w swoim życiu. Na czym polega ta zmiana? Na tym, że uwielbiamy żyć w strefie komfortu, uwielbiamy żyć w świecie, który znamy, który kontrolujemy i dostarcza nam przyjemności. Zrozumieniem EDK jest ten moment nad ranem, kiedy człowiek jest już bardzo zmęczony, kiedy mu się nie chce iść i marzy, żeby wrócić do łóżka, musi podjąć decyzję, że idzie dalej nie dla wyzwania, tylko dla Boga” – tłumaczy kapłan.

    Swoją drogę przełomu ma za sobą prawie 80 mężczyzn, którzy przeszli trasę ze Skierniewic do Niepokalanowa, nazwaną Drogą św. Maksymiliana. W 9 godzin nocnego marszu wybrali się 10 marca. Szli razem z organizatorem ks. Rafałem Babickim, proboszczem skierniewickiej parafii Niepokalanego Serca NMP. Do pokonania mieli dokładnie 36,9 km.

    Panowie zostali podzieleni na 7 grup, każda miała lidera i krzyż zrobiony z brzozowych gałęzi. Choć szli zespołem, wędrówka miała wymiar indywidualny. Szli w ciszy, skupieniu i z głęboką zadumą. Dłuższe przystanki mężczyźni mieli przy sanktuariach w Miedniewicach i Szymanowie.

    Po co mi to było?

    Ostatnią stacją był Niepokalanów, gdzie w kaplicy ks. Babicki sprawował Eucharystię w intencji wszystkich mężczyzn. Najmłodszy z uczestników miał 16 lat, najstarszy – ok. 65, ale każdy z nich dotarł do celu. – Jestem bardzo zmęczony fizycznie. 13 pieszych pielgrzymek, które przeszedłem, bez bąbli, bez kontuzji, otarć, nie pokonało mnie tak, jak ta Droga Krzyżowa. Ale duchowo jestem mocny, odbudowuję się. Miałem może 4 upadki, takie fizyczne, za dużo wziąłem na siebie. Jednak dążę do ideału, jakim jest Pan Jezus. On wziął grzechy całego świata na swoje ramiona, ja biorę swój krzyż i Go naśladuję. Czasem wychodzi to lepiej, czasem gorzej, jednak każdy ma krzyż na swoją miarę i musi go nieść. Mój krzyż po Ekstremalnej Drodze Krzyżowej jest zdecydowanie większy – mówi Sebastian Al-Alami.

    Radosław Florczak na skierniewicką EDK przyjechał z Warszawy. – Zobaczyłem plakat na Facebooku i pomyślałem, że warto by było pójść. Dałem radę, ale ledwo żyję. Było wiele upadków po drodze, zwątpień, niepewności, czy dojdę. Największy kryzys miałem na ostatnim etapie. Niosłem w sobie kilka intencji. Szedłem głównie w intencji mojej rodziny, prosząc o jedność, szacunek, miłość i o łaskę nawrócenia dla nas wszystkich. Były myśli: „Po co mi to było?”, ale wtedy pomyślałem, że Jezus miał dużo trudniej niż ja, i tak, jak było w rozważaniach, upadek jest czymś normalnym, ale najważniejsze, żeby podnieść się z tego, powstać i iść dalej, nie poddawać się. Myślę, że ta Droga Krzyżowa to jedne z moich wielkopostnych rekolekcji. Siły fizyczne osłabły, ale duchowe wzrastają – mówi R. Florczak. Wszelkie informacje o zasadach uczestnictwa w EDK, jak również rozważania umieszczone są na stronie: edk.org.pl. Tam też prowadzone są zapisy na poszczególne trasy.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół