• facebook
  • rss
  • Na misje się nie odmawia

    Marcin Kowalik

    |

    Gość Łowicki 16/2017

    dodane 20.04.2017 00:00

    Z początkiem kwietnia z Kamerunu dotarła długo oczekiwana informacja: „Moi kochani, z wielką radością przesyłam dobrą wiadomość. Woda jest w wykopanej studni głębinowej”.

    Do organizatorów zbiórki makulatury e-maila o takiej treści przysłała s. Kolbena Frąckiewicz CP z misji prowadzonej przez Zgromadzenie Sióstr Męki Pana Naszego Jezusa Chrystusa. „Dzięki Wam mamy wodę. Dziękuję. Pamiętamy o Was w modlitwie” – nie zapomniała dodać pasjonistka. „Wam”, czyli setkom, a może tysiącom osób, które odpowiedziały na apel i odkładały do ustawionych przy kościołach kontenerów niepotrzebne wyroby papiernicze.

    Konkretna kwota

    Tę konkretną, zakończoną sukcesem akcję przeprowadził Instytut im. Filipa Adwenta, tragicznie zmarłego posła do Parlamentu Europejskiego. Rozpoczęła się w Łowiczu. Inicjatorem jest mieszkaniec miasta Paweł Stobnicki, który przyznaje, że na początku nie był pewien, czy się uda. Zwrócił się najpierw o pozwolenie na ustawienie kontenera w pobliżu świątyni do ówczesnego proboszcza parafii katedralnej ks. Wiesława Skoniecznego. – Myślałem, że mi odmówi. Gdy ksiądz prałat usłyszał, że to na misje, o mało mi się na szyję z radości nie rzucił – mówi pan Paweł. Kontener stał się już stałym elementem parkingu przy katedrze. Akcja prowadzona była też przy łowickiej parafii Chrystusa Dobrego Pasterza i kościołach w innych miejscowościach, m.in. w Sochaczewie, Nowym Mieście nad Pilicą czy Złakowie Kościelnym, a nawet Bochni, czyli daleko poza granicami diecezji łowickiej. Początkowo zakładano, że studnia zostanie wybudowana w Sudanie Południowym, ale – ze względu na wojnę w tym kraju i związane z tym trudności proceduralne – zdecydowano się na Kamerun. Problemy z dostępem do wody pitnej są przecież w niemal całej Afryce. Zbiórka trwała kilka lat, ale dała konkretną kwotę. Przelicznik, który działa na wyobraźnię, jest prosty – 1 kg makulatury to 75 litrów wody. Koszt wybudowania studni w Kamerunie wyniósł ok. 110 tys. zł.

    Czas na przychodnię

    Na tym pomoc dla Afryki się nie kończy. W marcu przy kościele Świętego Ducha w Łowiczu ruszyła zbiórka makulatury, z której pieniądze zostaną przeznaczone na budowę przychodni w Tanzanii, przy misji prowadzonej przez Zgromadzenie Sióstr Misjonarek Świętej Rodziny. Miejsce jest nieprzypadkowe, bo w tym kościele została ochrzczona założycielka zgromadzenia – bł. Bolesława Lament. Akcję również koordynuje Instytut im. Filipa Adwenta. Miejsce zbiórki odwiedziła nawet Alicja Adwent, wdowa po europośle. Świętoduski proboszcz ks. Władysław Moczarski z ochotą zgodził się na udostępnienie placu przy kościele. Wkrótce to samo zrobił ks. Wiesław Frelek, proboszcz parafii Świętych Apostołów Piotra i Pawła w Żychlinie. W obu miejscach dokonano już wymiany kontenerów, które szybko się zapełniły. Przychodnia, tak jak studnia, ma nosić imię Filipa Adwenta.

    Zmarły tragicznie poseł był cenionym lekarzem. Urodził się we Francji. W czasie pielgrzymki Jana Pawła II do tego kraju był w zespole lekarzy dbających o zdrowie i bezpieczeństwo Ojca Świętego. W latach 80. ub. wieku organizował pomoc dla polskich szpitali, szczególnie na Podkarpaciu. Zawsze czuł się Polakiem i tęsknił za Polską. Po przemianach ustrojowych zostawił bogatą Francję, a w niej swoją bezpieczną przyszłość i karierę lekarską. Osiadł w Grodzisku Mazowieckim. Po przybyciu do Polski pracował przez rok w sochaczewskim szpitalu. Był autorem licznych felietonów, artykułów, książek i wystąpień, w których przestrzegał przed tym, że Zachód nie jest „dobrym wujkiem”, który bezinteresownie chce pomóc Polsce. Był zwolennikiem Europy opartej na chrześcijańskich wartościach. Szczególnie mocno przestrzegał przed groźbą wyprzedaży polskiej ziemi. W europarlamencie odważnie stawał w obronie dobrego imienia Polski i Polaków, bronił też życia dzieci nienarodzonych. 18 czerwca 2005 r. pod Grójcem doszło do wypadku. Rozpędzona ciężarówka zjechała na wiadukcie na lewy pas ruchu i zmiażdżyła samochód, w którym podróżował europoseł wraz z rodzicami i 19-letnią córką, która zginęła na miejscu. Śmierć poniósł również ojciec europosła oraz dwóch mężczyzn podróżujących w innym samochodzie osobowym, jadącym za autem F. Adwenta. Doktor Adwent zmarł 8 dni później. W wyniku ran zmarła też jego matka. Kierowca ciężarówki nie wyraził skruchy. Do dziś ta tragedia nie została wyjaśniona.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Wybrane dla Ciebie

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół