• facebook
  • rss
  • Ta sama, tylko w innej kopii

    Agnieszka Napiórkowska Agnieszka Napiórkowska

    dodane 18.05.2017 13:40

    W środowy słoneczny wieczór 17 maja peregrynująca po diecezji Miriam na dobę zajrzała do swojego domu w Leźnicy Małej, gdzie od dawna na wiernych spogląda z XVII-wiecznego ołtarza. Jej przyjście do parafii św. Marii Magdaleny miało charakter rodzinny. Na spotkanie przybyli nie tylko wierni z Leźnicy i okolic, ale także osoby wywodzące się z parafii.

    Parafia erygowana została w XV wieku, na pewno przed 1445 rokiem. Obecny drewniany kościół został wzniesiony w 1784 roku. Przepięknie zdobiona świątynia jest oczkiem w głowie ks. Zygmunta Rzetelskiego, proboszcza, i parafian. Ten pierwszy, mimo że nie jest okazem zdrowia, dla Maryi potrafi zrobić wszystko. Dzięki otwartości i hojności parafian na przestrzeni ostatnich lat świątynia przechodzi kapitalny remont.

    By w sposób zewnętrzny pokazać Maryi, jak Jej wizyta jest oczekiwana, wierni przygotowali specjalne dekoracje, którymi przyozdobili drogę przejazdu, domy, kapliczki i kościół. Każdy chciał, by Pani z Jasnej Góry została przyjęta godnie i z najwyższymi honorami. O wizycie Królowej świadczył też piękny tron ze złotą koroną. Myśląc o wizycie Matki, wierni nie zapomnieli o najważniejszym - o przygotowaniu swoich serc, o czym zaświadczali spowiednicy.

    Po Panią z Bliznami wyszedł tłum wiernych. W procesji powitalnej niesione były chorągwie i sztandary. W procesji szli dorośli, młodzież i dzieci. Nie brakowało kapłanów, lektorów, ministrantów, przedstawicieli kół różańcowych. Pięknie prezentowali się druhowie z Ochotniczej Straży Pożarnej i idąca w czerwonych koszulach młodzieżówka OSP. Najmłodsi parafianie na spotkanie z Miriam wyszli z kwiatami w rękach.

    Bus-kaplicę eskortowały radiowozy i przyozdobione wstążkami wozy strażackie. Po przybyciu ikony na znak szacunku jej ramy ucałowali bp Wojciech Osial i ks. Rzetelski. Obraz na ramionach nieśli strażacy, matki, ojcowie, młodzież i na zakończenie ponownie druhowie.

    Słowa powitania wygłosili ksiądz proboszcz oraz przedstawiciele rodziców, młodzieży i dzieci. – Mając w sercach duchowe dziedzictwo ojczyzny, zbudowani przykładem ojców naszych, witamy Cię, Madonno, w tutejszej wspólnocie parafialnej – mówił ks. proboszcz. – Pełni wzruszenia patrzymy w Twoje matczyne oczy, świadomi, że one przenikają na wskroś nasze serca, które długo przygotowywały się do tej chwili. Jako wspólnota uczniów Twojego Syna dołożyliśmy wszelkich starań, abyś czuła się, Matko, na tutejszej ziemi jak w domu, otoczona gromadą nas – Twoich dzieci, które przynoszą w sercach swoje radości i troski, swoje nadzieje, ale i obawy związane z jakże trudnym życiem – mówił ks. Rzetelski.

    Nie mniej wzruszające słowa powitania wypowiedzieli przedstawiciele rodzin i młodzieży. – Maryjo, Królowo Polski! Totus Tuus! Tego zawołania nauczył nas Twój wierny syn – św. Jan Paweł II. To on tak często mówił nam, młodym, że jesteśmy nadzieją Kościoła. Wiemy, że jesteśmy Twoją nadzieją, Matko nasza najlepsza. Dzisiaj, witając Cię w naszej parafialnej wspólnocie, z wielką ufnością prosimy: dodaj nam sił, abyśmy nie zawiedli nadziei naszego świętego papieża i Twojej nadziei. Pomóż nam żyć w duchu odpowiedzialności, pracowitości i uczciwości. Otul płaszczem matczynej opieki nasze młodzieńcze marzenia i plany. Pomóż rozwijać talenty, których ziarna zasiał w nas Twój Syn Jezus Chrystus – mówiła w imieniu młodzieży Dominika Łukaszewicz.

    Uroczystej Eucharystii, a wcześniej także procesji przewodniczył bp Osial, który – zwracając się do wiernych wypełniających nie tylko świątynię, ale także teren wokół kościoła – podkreślał, że przyjście Maryi jest czasem łaski. – Matka Boża nawiedza nie tylko świątynię. Ona przychodzi do każdego z nas. Warunek jest jeden – trzeba otworzyć drzwi naszego serca, wtedy Ona będzie mogła czynić cuda. Trzeba pamiętać, ze czas łaski można przegapić. Nawiedzenie będzie płytkie, jeśli będziemy nadal żyć i patrzeć po swojemu – przekonywał bp Osial.

    Spotkanie z Miriam było ważne nie tylko dla parafian, ale także dla ks. Remigiusza Króla, który pokonał wiele kilometrów, by uczestniczyć w uroczystym powitaniu Czarnej Madonny, a także dla s. Elizy ze Zgromadzenia Sióstr Opatrzności Bożej z Kutna. – Przed peregrynacją zadzwonił do mnie ksiądz proboszcz i zaprosił mnie na to spotkanie z Maryją. Z przyjemnością odpowiedziałem na zaproszenie – mówi ks. Król, który nie ukrywa, że po śmierci matki jego Matką stała się Maryja. – Po śmierci mamy siedziałem do południa na podwórku i modliłem się na różańcu, a potem szedłem do lasu. Kiedy wracałem po kilku godzinach do domu, ojciec zwykł mówić: „Pokutnik wrócił”. Cieszę się, że mogłem tu dziś być i się modlić. Na nowo odczytuję to miejsce. Czas idzie do przodu. Wiele się pozmieniało. Ale Ona jest niezmienna, zawsze taka sama. Gdyby nie Matka Boża, to bym już pewnie nie żył. Wiele Jej zawdzięczam, dlatego też przyjechałem tu, by Jej dziękować.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Reklama

    Komentowanie dostępne jest tylko dla .

    Reklama

    Zapisane na później

    Pobieranie listy

    Reklama

    przewiń w dół