• facebook
  • rss
  • Nie wróciły do parafii

    Agnieszka Napiórkowska

    |

    Gość Łowicki 24/2017

    dodane 15.06.2017 00:00

    Kiedy mały Aleksander usłyszał, że tata przyniesie do domu dwójkę świętych dzieci, dopytywał, jak schorowany ojciec udźwignie Hiacyntę i Franciszka jednocześnie. Kiedy dowiedział się, że to relikwie, a będą się mogli spotkać z pastuszkami może raz w życiu, rezolutnie sprostował: – Na pewno nie raz. W niebie – drugi.

    W diecezji łowickiej tylko jedna parafia – Jezusa Chrystusa Króla Wszechświata w Rawie Mazowieckiej – cieszy się relikwiami świętych dzieci fatimskich. Hiacynta i Franciszek Marto w ostatnim czasie opuścili parafię, by spotkać się z kobietami zgromadzonymi na IV Diecezjalnej Pielgrzymce Kobiet. Z Rawy przywiozły je dzieci w strojach pastuszków. Zaskakującym zbiegiem okoliczności (rawskie dzieci zapomniały ich zabrać) relikwie nie wróciły do domu. Uspokajamy. Nie zostały zagubione ani skradzione. Od kilku dni wędrują po skierniewickich domach. Wszędzie, gdzie przybywają, trwają przy nich modlitwy, a domownicy, sąsiedzi i znajomi doświadczają umocnienia, pokoju i – jak przystało na dzieci – radości.

    Nieplanowana peregrynacja

    Proboszcz najmłodszej rawskiej parafii ks. Konrad Świstak znany jest z czci, jaką darzy Matkę Bożą Fatimską. Nabożeństwo do Niej ma od 1997 r., kiedy po dekanacie rawskim peregrynowała Jej figura. Jak twierdzi, wówczas się w Niej zakochał. Po otrzymaniu zadania budowy kościoła w Rawie w pierwszy Adwent wprowadził do kaplicy swoją Panią Fatimską. Co środę zaczęto odprawiać do Niej nowennę, a po beatyfikacji Jana Pawła II przyzywano także wstawiennictwa papieża i dzieci fatimskich. – Chcieliśmy, by wiary, zaufania Bogu uczyły nas błogosławione dzieci. Ich opiece postanowiliśmy powierzyć budowę kościoła. Za orędownika i nauczyciela wiary obraliśmy też papieża – tłumaczy ks. Konrad. Przy aprobacie biskupa ordynariusza ks. Konrad zaczął starać się o relikwie św. Jana Pawła II i dzieci fatimskich. Relikwie w cudowny sposób trafiły do parafii. Święte dzieci przyszły najpierw do szkoły, co trafnie skomentował podczas ich wprowadzenia bp Wojciech Osial, że „dzieci chciały do dzieci”. Przed uroczystą instalacją odwiedziły domy członków róż różańcowych. Widać, że wędrówka im się spodobała, bo obecnie, zamiast wracać do parafii, spacerują po Skierniewicach. – Kiedy okazało się, że relikwie, zamiast do Rawy, pojechały do Skierniewic, nawet się ucieszyłem – mówi ks. Świstak. – Od początku nie chciałem, by były zamknięte w kaplicy. Dzieci powinny być przy Matce, przy innych dzieciach. Bez problemu zgodziłem się na ich peregrynację. Wszystko było bardzo spontaniczne, od początku pisane palcem Bożym. Dziś, gdy o tym myślę i gdy słyszę, jak wielką są radością, jeszcze mocnej dociera do mnie fakt, że w roku jubileuszowym one na nowo opowiadają o Matce Bożej, na nowo głoszą Jej orędzie, na nowo na Nią wskazują i przywołują Jej słowa: „Nie bójcie się, nie zrobię wam nic złego. Jestem z nieba” – mówi wzruszony ks. Świstak. Rawski proboszcz ma nadzieję, że po powrocie relikwii także w jego parafii nadal będzie trwała peregrynacja.

    Parapetówka ze świętymi

    W poniedziałek 5 czerwca Hiacynta i Franciszek przybyli do mieszkania Anny i Gerarda Kłosińskich. Przyszły – jak zgodnie przyznają małżonkowie – w najlepszym dla nich czasie. – Gdy mój mąż dowiedział się, że za półtorej godziny jedziemy po relikwie, dostał gęsiej skórki wielkości kaszy kuskus. Natychmiast zaczęliśmy sprzątać w domu tak, jak na najważniejsze uroczystości – opowiada Anna. – Wzruszeni przywieźliśmy Gości do domu, zaprosiliśmy rodzinę i znajomych. I właśnie doświadczenie bycia razem z innymi, wspólnej modlitwy, rozmów najbardziej zapadło nam w pamięć. Ktoś proponował odmówienie Różańca, ktoś inny Koronki, jeszcze inni chcieli w ciszy wpatrywać się w relikwie tych, którzy widzieli Maryję. Niektórzy nie mogli być osobiście, prosili o modlitwę w konkretnych intencjach. Dopiero po godz. 23 zostaliśmy sami z dziećmi. We wtorek od rana znów drzwi się nie zamykały. Mieszkamy w nowym domu od niedawna, więc śmiejemy się, że to była duchowa parapetówka, ze świętymi. I szybka, niespodziewana formacja. Wierzymy, że święci Hiacynta i Franciszek wstawią się za nami u Boga, szczególnie za naszym chorym synkiem, którego stan zdrowia nie pozwala nam spokojnie spać – wyznaje wzruszona A. Kłosińska.

    Modlitwy do Pani Fatimskiej za pośrednictwem świętych dzieci zanosiła także Ewa Adamczyk-Rayner, która bardzo chciała w roku jubileuszowym być w Fatimie. Niestety, nie będzie to możliwie. – Matka Boża wiedziała o moim pragnieniu i przysłała mi Fatimę do Skierniewic w postaci relikwii świętych wizjonerów. Z wielkim wzruszeniem i wdzięcznością modliłam się z pastuszkami. Był to dla mnie znak opieki Maryi i Jej troski o mnie. Powierzyłam wstawiennictwu świętych dzieci wiele spraw i osób oraz nasz kraj, łącząc się w modlitwie z episkopatem zawierzającym w tym samym czasie Kościół polski Sercu Maryi w Zakopanem. – Bardzo się ucieszyłam ze wspólnej modlitwy różańcowej przy relikwiach. To niesamowite uczucie, zupełnie jak byśmy zaprosili świętych do domu i za ich wstawiennictwem prosili Boga o łaski dla naszych rodzin – mówiła z kolei Agnieszka Marat.

    Relikwie podczas pobytu w Skierniewicach zawędrowały do Rodzinnego Domu Dziecka, a także do wdowy konsekrowanej, która od lat modli się za swoje chore wnuki.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół